logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 21 gości 
Wokół etyki lekarskiej - Z pamiętnika etyka Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Z pamiętnika etyka

O ideałach lekarskich i niewidzialnych tkaninach

„Jednym z najczęściej przywoływanych ideałów lekarskich od czasów Hipokratesa jest ludzkość, którą F. Dmochowski tak oto tłumaczył u schyłku XVIII wieku: „Innym dobrze życzyć i dawać pomoc, być życzliwym i dobrym, a wsparcia udzielać”. W. Biegański w Aforyzmach nadto dodaje: „Dla etyki lekarskiej ideałem była, jest i pozostanie na zawsze filantropia”; „Bez pierwiastku filantropijnego medycyna byłaby najpospolitszym, a może wstrętnym nawet rzemiosłem”. Ponad to współczesna etyka medyczna niewiele wnosi, choćby jeszcze dodając: doskonałość moralną i zdolność do działań supererogacyjnych, czyli do czynów ani nienakazanych, ani niezakazanych, wykraczających poza codzienne oczekiwania, a które świadczą o dobroczynności działającego (Beauchamp, Chilldress).

Bez wątpienia, są owe ideały źródłem etyczności w medycynie, lecz ich obecność nie na wiedzy się opiera, jeno na uczuciu. Można podzielać ideały, nawet głośno je deklarować, lecz istota ich spełnienia nie polega na anonsach, ale na codziennym motywowaniu się nimi i na takimż do nich dążeniu. Biegański: „Ideał sam przez się nie stanowi pobudki do czynu; do czynu potrzeba jeszcze wiary”, ponieważ czyn jest następstwem woli, nie zaś oglądu intelektualnego.

Dziś coraz częściej ideały lekarskie za słowną ornamentykę są brane. Ta retoryczna postawa jest najczęściej kompensacją ich utraty. Być może, mijają czasy, kiedy potrzebni są kaznodzieje etyczności, a bardziej stają się niezbędni detektywi wartości, śledczy zagubionych powinności czy też archeologowie ukrytych cnót.

A przecież mamy świadomość, że wartości, powinności i cnoty, które tkają szatę lekarskiego ideału, w życiu społecznym nie zawsze są mile widziane. Cwaniactwo, spryt, chciwość, egoizm, pazerność, kłamstwo, nieufność, nieodpowiedzialność czy nieżyczliwość mają niebywałą wręcz promocję. Czemuż się więc dziwić? Będzie bodaj coraz trudniej, bo też, jak pisał w Propedeutyce A. Wrzosek: „Młodzież zmierzająca się poświęcić zawodowi lekarskiemu, nie zdaje sobie dokładnie sprawy z tego, jakie są obowiązki lekarza, jaka mu przypada rola w społeczeństwie, jakie należy posiadać przymioty, aby móc stać się dzielnym lekarzem, słowem, że obierając tak niezmiernie ważny zawód, jakim jest zawód lekarski, młodzież nie zawsze czyni to po dokładnej rozwadze”. Coraz trudniej jej będzie odziać się w szaty lekarskich ideałów. A nagość ta przecież z dawna jest znana. A. Hicner W uwagach nad zawodem lekarskim w chwili obecnej (1905 r.) pisał: „Jakże wielu z nas zbyt daleko oddaliło się od tego idealnego typu lekarza: odrzuciliśmy stronę idealną, a chwyciliśmy się strony realnej, zawód nas obniżyliśmy do rzędu rzemiosł i kupiectwa i tak jak tam dla większej intratności używamy blagi i reklamy”.

Jakie są więc te obowiązki lekarza z ideałów wynikające? Czynić dobro przez radzenie sobie z przypadłościami chorego. Tym bowiem, czym zajmuje się lekarz, jest przypadkowość ludzkiej egzystencji. Ta się ujawnia szczególnie wtedy, gdy człowieka trapi jakaś przypadłość, która przez lekarza w przypadek medyczny jest obrócona. Ta przypadłość, która dopada chorego, krocząc za H.-G. Gadamerem ze Skrytości zdrowia, przypada lekarzowi, ponieważ chory z powodu przypadkowości swej egzystencji wypadł z własnego codziennego życia, aby wpaść w ręce lekarza, takiego, któremu przypadnie do gustu; dosłownie: wpadnie mu diagnostycznie w oko. Ufa tedy pacjent lekarzowi, że ten dzięki wiedzy i umiejętności wyzwoli go z owej przypadłości, że dobrą radą uchroni przed upadkiem.

Lekarska porada jest czymś więcej niż samą radą – to zdolność do radzenia sobie z chorobą, to równocześnie zapewnienie, że lekarz nie jest bezradny; że postara się uporać z chorobą, że da jej radę. Aby to uczynić, lekarz musi naradzić się z pacjentem i uradzić z nim właściwe postępowanie. Dlatego lekarz jest tym, który przewodzi radą, pacjent zaś tym, który wysłuchuje rady. Jednak, aby dawać rady, należy być z tego rady, a zatem radować się pacjentem, czyli życzliwie się do niego odnosić i być go ciekawym. Jeśli jest inaczej, pacjent zawsze wietrzy w poradzie zdradę.

Być może, powyższe dwa akapity tworzy tylko zabawa semantyczna, lecz można też przyjąć, że znaczenia słów odnoszące się do ludzkich powinności nie mają wyłącznie związków incydentalnych lub konwencjonalnych. Że przemawia przez nie sens konstytuujący ludzką rzeczywistość, jakby powiedział Bruno Schulz – mityczny sens, który etymologia w skrawkach jedynie odsłania. Dlatego pisał: „Musimy pointować nasze wywody wieloznacznymi uśmiechami i, jak szczyptę soli, rozcierać w koniuszkach palców delikatną materię imponderabiliów. Nie nasza wina, jeżeli czasami będziemy mieli wygląd tych sprzedawców niewidzialnych tkanin, demonstrujących w wyszukanych gestach oszukańczy swój towar”.

Te imponderabilia tkają etyczne postawy lekarskie, z których zdolność do dobroczynności jest bodaj najbardziej pożądana. Pisał o niej poezję L. Osiński w 1804 roku:

Źródło szczęścia, co każdej przewodniczysz cnocie,
Dobroczynności! Godny niebianów przymiocie.

Z tej zdolności i ludzkość wypływa, i szlachetność charakteru, i filantropia. A że ideały po ludziach ukryte, w ciszy pielęgnowane, skromnością podszyte, często za nieobecne są traktowane. Nie nasza więc wina, jeśli dowodząc etyczności sprawiamy wrażenie kuglarzy słów; nie nasza to wina, jeśli portretując wartości brani jesteśmy za ślepych malarzy.

O ciasnocie dusz

B. Prus pisał w swych Kronikach: „Życie lubi niekiedy żartować sobie z najpiękniejszych ludzkich zamiarów. Toteż w czasie, kiedy pisma nasze poczęły głosić o układaniu „etyki lekarskiej”, do Warszawy przyleciała wieść, że w Sosnowcu pod szpitalem umarł z ran człowiek, którego nie przyjęto do szpitala, bo nie miał świadectwa ani od lekarza szpitalnego, ani od lekarza powiatowego, ani od naczelnika straży ziemskiej i że w końcu — była noc! Mój Boże! Więc naszym szpitalom nie wystarczają cztery złamane żebra, tylko świadectwo. Więc, ażeby zostać przyjętym do szpitala, trzeba być zranionym i przez konie zgniecionym w dzień, nie w nocy. Więc biedny karbowy ma obowiązek bez pozwolenia straży ziemskiej powstrzymywać rozhukane konie, ale szpital nie ma prawa przyjmować go — bez świadectwa naczelnika? Warto, ażeby „etyka lekarska” rozstrzygnęła nareszcie kwestię: czy szpital istnieje po to, ażeby koił ludzkie cierpienia, czy po to, ażeby prowadził buchalterię chorych i zmarłych za wiedzą i upoważnieniem powiatowych lekarzy i naczelników straży ziemskiej? Jest to bardzo pilna sprawa, szczególniej w epoce, kiedy chorzy z powodu „braku świadectw” mrą pod szpitalami, a wariaci, znowu dzięki „brakowi świadectw”, zamiast siedzieć w szpitalu, wbiegają ze scyzorykami do Zamku i chcą mordować ludzi, nie pytając ani o upoważnienie, ani o świadectwo!”.

Lata upływają, a to samo przeświadczenie pozostaje, że u niektórych jednak dusza jest tak ciasna, że zwykła już humanitarność do niej głucho się dobija. Lecz w środku coś ją bodaj wypełnia, jakaś materia intencji bądź strzępy powinności, a może jedynie zielsko, pnącze tchórzostwa? Atoli czegóż wymagać od duszy sponiewieranej ciasnotą, udręczonej brakiem szlachetniejszego tchu, kiedy wkoło, jak prawił ks. Godebski: „Zamiast ważyć zasługi, ważą się kieszenie” (Duch i dążność wieku, 1860). A dusza wtedy, w tej duchocie, coraz mniejsza, aż tak małą się stając, że w bezduszność popada. Pytał Godebski o to więc, czy zawsze tak było? I odpowiadał: „Ludzie byli ludźmi; ale pośród nich żyło coś, co im przypominało, że lepszymi być powinni”.

Być może jest takie prawo duchowe, które mówi: im ciaśniejsza dusza, tym sumienie marniejsze, a bodaj i jego brak. Należy się więc upomnieć o to, aby ci, którym dusza się skurczyła, zbyt ciasną będąc dla sumienia, mieli przywilej zadeklarowania tego. Nie muszą wtedy tę ciasnotę skrycie w sobie hodować, nie muszą też ukrywać ją pod maską profesjonalizmu. To przecież rycerze nowoczesności zmagający się z cywilizacyjnymi rudymentami współczucia, troski i cierpliwości.

Dr hab. Jarosław Barański
etyk, filozof UM we Wrocławiu

 

Zaloguj się aby komentować.