logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 47 gości 
Wspomnienie pośmiertne - Lek. Franciszek Mraczek Drukuj
Ocena użytkowników: / 6
SłabyŚwietny 

Lek. Franciszek Mraczek

15.09.1915-09.07.2013 r.
chirurg, ginekolog, położnik, lekarz rehabilitant, lekarz ogólny,
administrator i kierownik wielu placówek ochrony zdrowia

Jesteśmy szczęściarzami – my wszyscy, którym było dane znać dr. Franciszka Mraczka. My – Jego pacjenci, którym służył (a to w Jego wypadku jedyne właściwe określenie) swą wiedzą medyczną, bezgranicznym poświęceniem i niespotykaną bezinteresownością – przez 68 lat zawodowego życia – jako chirurg, ginekolog, położnik, lekarz rehabilitant, lekarz ogólny, administrator i kierownik wielu jednostek ochrony zdrowia. Szczęściarzami jesteśmy też my – pracownicy ochrony zdrowia, którzy mieliśmy okazję (bezcenną) zaliczać się do Jego współpracowników. Osobiście jestem głęboko przekonany, że nigdy nie spotkam już na swej zawodowej drodze Człowieka takiego formatu. Pan Doktor – do każdego ze swych współpracowników, bez względu na jego pozycję i stanowisko zawodowe – zwracał się z szacunkiem, używając słów: kolego, koleżanko. W Jego ustach brzmiało to tak prawdziwie…

Lek. Franciszek Mraczek (Fot. z archiwum autora)Barwny życiorys dr. Mraczka rozpoczął się 15 września 1915 r. w Czerniowcach (wtedy Bukowina, obecnie Ukraina). Tam przyszedł na świat jako poddany cesarza Austro-Węgier. Jego dzieciństwo przypadło na burzliwe lata I wojny światowej. Najpierw był poddanym rosyjskiego cara, potem – na krótko – znalazł się pod panowaniem walczącej o wolność Ukrainy, aby na końcu zostać poddanym rumuńskiego króla Karola II. Jako zdolny i pracowity młody człowiek został stypendystą funduszu króla – podjął i ukończył studia medyczne na uniwersytecie w Jassach (obecnie Mołdawia). Tamże 16 grudnia 1939 r. obronił pracę doktorską ze specjalnością chirurg-położnik (zdając egzaminy kliniczne w języku francuskim). W styczniu 1940 r. rozpoczął pracę zawodową jako lekarz gminny w Usti-Putina (na Huculszczyźnie), walcząc dzielnie z plagą chorób wenerycznych. Kolejne etapy to Radaniec, a w 1945 r. Midiasz (w Siedmiogrodzie – krainie trwającego od wieków sporu między Rumunią a Węgrami). W maju 1947 r. otrzymał wreszcie polskie obywatelstwo – razem z bratem wrócił transportem repatriacyjnym do Ojczyzny – do Aleksandrowa Kujawskiego. Następnie nakazem pracy skierowany został na Ziemie Odzyskane. Jego droga zawodowa wiodła przez Wrocław, Legnicę, Kłodzko i Wałbrzych. W 1947 r. osiadł w Głuszycy – gdzie był dyrektorem pełnoprofilowego szpitala (z oddziałami – wewnętrznym, zakaźnym, chirurgicznym i ginekologiczno-położniczym), ale także cały czas czynnym zawodowo lekarzem. Żyją jeszcze w Głuszycy kobiety, których porody odbierał, osoby które leczył i którym zwyczajnie po ludzku pomagał – zachowali Go w swojej pamięci – jest Honorowym Obywatelem Głuszycy. W 1963 r., w związku z reorganizacją (czyt. likwidacją) głuszyckiej ochrony zdrowia, przeniósł się do Nowej Rudy, gdzie przez następne 45 lat służył pacjentom jako dyrektor szpitala powiatowego, kierownik przychodni powiatowej, zastępca ordynatora Oddziału Chirurgiczno-Urazowego, kierownik przychodni chirurgicznej i rehabilitacyjnej (którą właściwie stworzył i prowadził przez wiele lat). Był czynny zawodowo do 1993 r. Nie był beneficjentem (bo też nigdy o to nie zabiegał) tytułów i zaszczytów. Mimo to otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Głuszycy, list gratulacyjny od starosty kłodzkiego i chyba najbardziej przezeń ceniony Medal im. prof. J. Mikulicza-Radeckiego – przyznany przez Dolnośląską Izbę Lekarską. Może warto by podsunąć władzom Głuszycy i/lub Nowej Rudy pomysł na jakieś Jego pośmiertne uhonorowanie (ulica, itp.). Poza pełną poświęcenia pracą zawodową – spełniony w życiu rodzinnym. Żona Jadwiga (z domu Nitecka), jedyny syn urodzony w Bukareszcie – wykładowca na Politechnice Wrocławskiej, filolog angielski i szwedzki, tłumacz przysięgły.

W ostatnich dniach swego pięknie przeżytego życia, ze względu problemy zdrowotne, mieszkał we Wrocławiu. Zmarł 9 lipca 2013 r. Pochowany został na cmentarzu im. Świętej Rodziny na wrocławskim Sępolnie. Jego przebogaty życiorys wydać się może gotowym scenariuszem na oskarowy film, ale trudno mieć nadzieję, by znalazł się chętny reżyser. Pozostanie na zawsze w naszej pamięci, będąc (dla nas, którzy mieliśmy zaszczyt i szczęście Go znać) wyrzutem sumienia i niedościgłym marzeniem o życiu tak spełnionym...

Dariusz Zabłocki

 

Zaloguj się aby komentować.