Wywiad Medium – wokół etyki lekarskiej

logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 95 gości 
Wywiad Medium – wokół etyki lekarskiej Drukuj
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 

ŻYCIE POZA WARTOŚCIAMI
to
UTOPIA

Etos lekarski jest wyspą obmywaną przez morze egoizmu społecznego. Zalecenia etyczne odnoszące się do powinności lekarzy muszą być zatem, jak pisał Fryderyk Schiller, wewnętrzną koniecznością. Doskonalenie moralne nie istnieje bez przekonania o jego słuszności – twierdzi dr n. hum. Jarosław Barański.

Magdalena Łachut: Etyka medyczna, lekarska i moralność to synonimy?

Dr Jarosław BarańskiDr Jarosław Barański: Pojęcia te, wbrew powszechnemu przekonaniu, nie są tożsame. Etyka ogólna opisuje, bada, wyjaśnia rzeczywiste ludzkie zachowania oraz normy i zasady, które regulują tymi zachowaniami. Etyka medyczna to szczegółowa postać etyki normatywnej, odnosząca się przede wszystkim do postępowania przedstawicieli medycyny. Etyka lekarska, traktowana w potocznym ujęciu jako uposażenie moralne medyków, stanowi zaś refleksję nad obowiązkiem zawodowym lekarzy.

Po co lekarzowi Kodeks etyki lekarskiej? Czy rzeczywiście medykowi ukształtowanemu moralnie potrzeba szczegółowych wskazań, jak ma się zachowywać, wszak istnieją w nas –” a przynajmniej istnieć powinny –
naturalne hamulce…

Przede wszystkim, proszę pamiętać, że wszyscy ulegamy wątpliwościom, moralnemu zagubieniu czy bezradności. Stajemy przed wyborami moralnymi i szukamy racji. Wiedza etyczna i kodeksy deontologiczne to aż i tylko drogowskaz... Moralne problemy i konflikty rozstrzygać musimy indywidualnie, problem tkwi w tym, jak owe rozstrzygnięcia uzasadniamy. Pyta Pani, po co medykowi ukształtowanemu moralnie Kodeks etyki lekarskiej? Nie istnieją przecież ludzie moralnie doskonali, którzy wyczerpali możliwości bycia lepszym człowiekiem. Lekarz bez wątpienia potrzebuje wskazówki, które ułatwią mu podejmowanie decyzji w codziennej praktyce. Kodeks etyki lekarskiej właśnie ukazuje zakres lekarskich powinności, który umożliwia, jeśli się je respektuje, uprzedzenie sytuacji niewłaściwych, tak dla pacjenta, jak i medyka. Na tym właśnie polega fenomen Kodeksu. Prawo takim narzędziem nie jest – mówi, czego nie wolno, nie mówi zaś, jak tego uniknąć. KEL dostarcza wiedzy na temat właściwego postępowania. I wbrew pozorom, nie jest ona ani zdawkowa, ani formalna. Wiedza ta kryje się w interpretacjach, jest dostępna dzięki zastosowaniu tego narzędzia filozoficznego. Pracując nad niektórymi aksjologicznymi aspektami relacji lekarza z pacjentem, zastanawiałem się ostatnio, co gwarantuje zachowanie intymności i prywatności pacjenta. Odpowiedź na to pytanie tkwi w Kodeksie. Okazuje się bowiem, że podstawą, na której buduje się zdolność do zachowania intymności i prywatności, jest życzliwość. Jeśli więc lekarz poszukuje wsparcia etycznego, to na pewno znajdzie je w KEL.

Mówi Pan o fenomenie Kodeksu... Nie sądzi Pan jednak, że prawo jest w wielu sprawach właściwszym adresatem i sędzią niż KEL?

Prawo – tak jak już wspomniałem – nie reguluje w sposób wyczerpujący postępowaniem lekarskim. Samo, bywa, dotkliwie opóźnione, choćby w kwestii regulacji zapłodnienia in vitro. W Polsce – nie bez przyczyny – od wielu lat trwa intensywna dyskusja na ten temat. I nie dotyczy ona jedynie tejże procedury, ale moralnego uprawnienia do stosowania takich, jakby rzekł Sloterdijk, antropotechnologii, które narodziny człowieka czynią przedmiotem opcjonalnego wyboru, także z możliwością genetycznej modyfikacji. Proszę zatem zauważyć, że pewne sporne kwestie przestają być dyskusją ideową, a stają się ideologicznym, a nawet politycznym targiem. Nie zawsze kompetentni w rozstrzyganiu tak poważnych problemów politycy i dziennikarze formułują racje, które, w gruncie rzeczy, nie są odzwierciedleniem społecznych wartości. Mają intencję ukształtowania czyichś poglądów na swoje podobieństwo.

Gdy spór ideowy staje się ideologicznym szanse na konsensus są niewielkie. Jeśli tak kontrowersyjna kwestia jak procedura zapłodnienia in vitro nie zostanie rozstrzygnięta, lekarz będzie „skazany” wyłącznie na swoje sumienie?

Ale dlaczego skazany? Sumienie to wspaniałe narzędzie. Nie postrzegam go jako kaprysu partykularyzmu działającego na zasadzie – służy mi coś albo też nie; chce mi się albo nie mam ochoty, lecz jako coś, co związane jest z ugruntowanym systemem wartości, którego posiadanie nie zawsze przynosi korzyści indywidualne. Lekarz musi dysponować takim narzędziem, ponieważ dzięki temu może ochronić siebie i innych przed krzywdą. Doskonale znany w dolnośląskim środowisku lekarskim prof. Julian Kornobis zwykł mawiać: „Społeczeństwa rządzące się tylko prawami są słabe i łatwo rozpadają się pod wpływem różnych nieszczęść. Społeczeństwa, w których żywe pozostają ideały, oprą się największym klęskom i nic nie zagrozi ich bytowi”. Etyka i sumienie są zatem równie potrzebne, jak prawo, a nawet bardziej. Dziś możemy powiedzieć, że o wiele czytelniej jest postępować zgodnie z Kodeksem, niż posługując się prawem: istnieje bowiem dość jednoznaczna opinia, choćby wyrażana przez uczestników niedawnej konferencji „Etyczne problemy zarządzania w służbie zdrowia” w Krakowie, że medycyna jest „przeregulowana” prawem. I ten proces się pogłębia, ku zgrozie lekarzy i zarządzających placówkami zdrowotnymi.

Prof. Julian Kornobis interpretację KEL opierał na światopoglądzie chrześcijańskim. Zastanawiam się jednak, czy bez religii rzeczywiście nie ma etyki? Zdaje się, że to dość powszechne przekonanie...

Religia nie jest jedynym dysponentem najwyższych wartości, które ludzie wyrażają lub pragną wyrażać. Należy nie tylko przypuszczać, ale i mieć pewność, że osoby, które nie wierzą, posiadają zdolność do rozumienia wyższych wartości i, co ważniejsze, do postępowania zgodnie z nimi. Nie tylko wiara nas chroni przed złem, ale i dobre wychowanie, cnoty, które posiadamy i które w sobie mozolnie kształtujemy. Medyk-agnostyk jest w stanie podzielać te wszystkie wartości, którym hołdują wierzący, konieczne dla właściwego, humanitarnego, obchodzenia się z chorym. Etyczna tradycja hipokratejska sięga 500 lat przed narodzinami Chrystusa, można więc jej zaufać również w tym, że umiłowanie człowieczeństwa jest zasadniczym rysem charakteru lekarza.

A jeśli, abstrahując od wiary lub niewiary, wartości w człowieku brak. Co może zdziałać KEL, gdy moralność i sumienie lekarza są „wypaczone”?

W każdej grupie zawodowej, której stawia się wysokie wymagania etyczne, są ci, którzy nie zasługują na przynależność do niej. Śmiem twierdzić, że w środowisku lekarskim jest takich lekarzy o wiele mniej, niż obiegowo się to przyznaje. Jednak o wiele bardziej dotkliwe dla społeczeństwa są skutki ich niewłaściwego postępowania. Stąd to, na wskroś nieżyczliwe, przeświadczenie o powszechnej demoralizacji medyków. A co do Kodeksu – w takiej sytuacji nie zdziała on nic, zdziałać może jedynie izba lekarska. Medyk, który ma „wypaczone” sumienie, w istocie, z punktu widzenia powinności etycznych, nie posiada go wcale.

Jakie jeszcze cechy, umiejętności predysponują do bycia lekarzem? Czy przyszłych adeptów sztuki medycznej powinno się badać pod kątem predyspozycji do wykonywania zawodu? Psychotesty mogłyby pomóc?

Gdyby kompetencje etyczne, umiejętności, predyspozycje przyszłych adeptów medycyny były w pełni rozwinięte, to jaki sens miałyby studia, a tym bardziej zajęcia z etyki? Studia oraz praktyka lekarska służą kształtowaniu kompetencji instrumentalnych i moralnych. Człowiek uczy się sam, ale od tego jest również uczelnia, czyli wykładowcy bądź środowisko pracy. Wyposażają studenta lub młodego lekarza w narzędzia samokształcenia, dają przykład swoim postępowaniem. Fenomen lekarza polega na tym, że dysponuje on przywilejem nieustannego samokształcenia. Nigdy nie jest się bowiem na tyle dobrym, by nie móc uczynić się lepszym. Pyta Pani o psychotesty – nie zdadzą egzaminu, ponieważ prędzej czy później znajdą się w Internecie… Egzaminy należałoby oprzeć na modelu angielskim, w którym, specjalnie do tego powołana komisja – zaznaczmy, osób kompetentnych, nie z wyznaczenia – ustala na podstawie preferencji przyszłego studenta, jaki zakres wiedzy i umiejętności powinien on posiadać. Osobie nastawionej na osiągnięcie wyników naukowych stawia się wówczas wyższe wymagania na egzaminie niż tej, która podczas rozmowy wykaże się pewnymi cechami osobowości i charakteru koniecznymi dla codziennej pracy szpitalnej z pacjentem.

Skoro mowa o nauczaniu… Jest Pan dydaktykiem – jak wygląda i jak wyglądać powinno kształcenie studentów medycyny w zakresie etyki?

W tym roku akademickim – w związku z nowelizacją przepisów ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i działalności leczniczej – wykład z etyki lekarskiej został przeniesiony z ostatniego semestru 6. roku studiów na 3. Jest to bardzo pozytywna zmiana. Kształcenie jest punktem wyjścia, a nie dojścia. Sądzę jednak, że zajęcia te powinny mieć wsparcie, koniecznie, w seminarium. Wykład nie wyczerpuje problemów i celów dydaktycznych. Mam nadzieję, że na Wydziale Lekarskim pojawią się, jak to już jest na Wydziale Lekarsko-Stomatologicznym, seminaria z etyki, zaś na tym ostatnim – wykład. Uzasadniam to od lat prawie dwudziestu. Nie argumenty są za słabe, lecz siła głosu. Dlaczego przywiązuję do seminariów tak dużą wagę? Seminaria służą nie tylko lekturze, interpretacji i dyskusji, ale umiejętności oceny moralnej, właściwych wyborów i kształtowania siebie jako dobrego lekarza. Zalecenia etyczne odnoszące się do powinności lekarzy muszą być, jak mawiał Schiller, wewnętrzną koniecznością. Dlatego należy wyposażać studentów w narzędzia intelektualne, za pomocą których będą mogli nad sobą pracować i właściwie oceniać swoje postępowanie nie tylko z chorym.

Nie sądzi Pan, że etyki lekarskiej powinno się nauczać przez cały okres studiów?

Etyka bez wątpienia powinna towarzyszyć przyszłym adeptom sztuki lekarskiej przez cały okres studiów, ale nie zawsze w postaci określonych zajęć: seminaria na roku pierwszym, później wykład z elementami bioetyki. Dalej kluczową rolę odgrywają w tym przypadku zajęcia kliniczne, podczas których – nie w teorii, a w praktyce – studenci uczą się właściwego postępowania z pacjentem. Klinicyści prowadzący te zajęcia, pracownicy dydaktyczni uczelni, formułują konkretne zasady postępowania. Nie można zatem powiedzieć, że z etyką lekarską studenci stykają się wyłącznie podczas wykładów. Uczelnia powinna utwierdzać i kształtować tę szlachetną potrzebę niesienia pomocy cierpiącym, a  ta potrzeba stymuluje dalej samorozwój moralny.

Konieczność wewnętrzna (czyt. etyka lekarska) to jedno, a konieczność ekonomiczna (czyt. finansowe założenia NFZ i MZ, które przekładają się na działalność placówek medycznych) to drugie. Usłyszałam ostatnio, że pacjentowi cierpiącemu z powodu stopy cukrzycowej – z punktu widzenia ekonomicznego – nogę lepiej amputować niż leczyć. Co w tej sytuacji powinien zrobić lekarz, bo stoi w ewidentnym rozkroku…

Lekarz zawsze wie, a przynajmniej wiedzieć powinien, jak należy postąpić. Wszak nie służy Narodowemu Funduszowi Zdrowia. Greckie słowo therapeia oznacza służenie, ale odnosi się jedynie do chorego. Proszę pamiętać, że ekonomia nie jest koniecznością, natomiast sumienie owszem. Przykładowo, szpital akademicki opiekował się dwiema dziewczynkami. Obie miały wrodzony zespół nerczycowy, którego nie było na liście procedur refundowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Pacjentce z Opola zrefundowano leczenie, a wrocławiance nie. Jaka tutaj istnieje konieczność ekonomiczna? Obie małe pacjentki były jednak leczone. Nawet jeśli medyk, z powodów czysto finansowych, wchodzi w konflikt z wymogami rachunku ekonomicznego, to i tak, ostatecznie, sam będzie musiał zadecydować, jak postąpi. Tu wartością jest autonomia medyczna, a ta mówi, że należy leczyć zgodnie z potrzebami medycznymi pacjenta i zgodnie z aktualną wiedzą lekarską. Według mnie lekarze muszą i opowiadają się za rzeczywistymi potrzebami pacjentów. Jeśli te potrzeby nie są zaspakajane poprzez refundację NFZ tzn., że jest to problem społeczny oraz polityczny, i tego rzecz jasna lekarz rozstrzygnąć nie może. Nie ulega wątpliwości, że pozycja lekarza staje się coraz trudniejsza: z jednej strony jest pod presją NFZ, z innej – pod presją potrzeb i oczekiwań pacjenta. Profesor Zaborowski puentuje tę sytuację prosto – lekarz jest między młotem a kowadłem. Nie taka powinna być jego rola. Przyznam jednak, że nie jestem tutaj optymistą – czekają nas wstrząsy aksjologiczne związane z dystrybucją świadczeń medycznych. Jak się odnajdziemy, w sytuacji kolapsu finansowania świadczeń medycznych i z kryteriami czysto utylitarystycznymi, z dwu i pół tysiącletnią tradycją etyczno-lekarską, przyznam, nie potrafię przewidzieć.

Na refundację NFZ lekarz wpływu nie ma, ale na relację z pacjentem realnie oddziałującą na poziom etyczny uprawianego zawodu i owszem…

Zwykliśmy postrzegać pacjenta jako osobę całkowicie bierną, tymczasem model współpracy – preferowany w dzisiejszym systemie demokratycznym – zakłada obustronną aktywność i współdziałanie. To od lekarza i chorego zależy, jakie zajdą między nimi relacje. Jeśli pacjent uzna, przykładowo, że medyk w jakikolwiek sposób go uraził lub skrzywdził, powinien mu to wyraźnie zasygnalizować. Od szczerości jednak się ucieka, a szczerość to podstawa zaufania. Lekarz, który potrafi naprawić swój błąd, jest w stanie odbudować nadwyrężone zaufanie i ujawnić, że zależy mu na dobru pacjenta, odsłaniając tym samym swoje szlachetne intencje. Jeśli pacjent uzna, że nie rozumie swojej sytuacji medycznej, powinien dopytać, rozważyć z lekarzem, jako partnerem, swoje zastrzeżenia, wątpliwości i obawy. Życzliwość ze strony lekarza i zaufanie pacjenta do niego jest gwarantem poprawnej relacji.

Przyzna Pan jednak, że w komunikacji pomiędzy lekarzem a pacjentem czasem coś jednak szwankuje? Przydałaby się medykom edukacja w tym zakresie?

W 2000 r., wraz z profesorem Waszyńskim i profesorem Steciwko wydałem podręcznik zatytułowany „Komunikowanie się lekarza z pacjentem”. W tym roku ukazała się kolejna publikacja pod redakcją profesora Steciwki i moją pt. „Porozumiewanie się lekarza z pacjentem”. W tej chwili przygotowujemy się do wydania następnego kompendium wiedzy „Relacja lekarz – pacjent”. To odpowiedź na oczekiwania środowiska lekarskiego. Edukacja w sferze komunikowania się z pewnością jest potrzebna, dlatego, prawdopodobnie, powołany zostanie do życia nowy przedmiot dydaktyczny dotyczący komunikowania się i porozumiewania się lekarza z pacjentem. Tak, są takie zajęcia pożyteczne, ale ważne jest również, w jaki sposób będą prowadzone i przez kogo. Moim zdaniem zajęcia te powinny mieć charakter interdyscyplinarny i angażować dydaktyków z wielu dziedzin, którzy w tym zakresie mają wieloletnie doświadczenie. Ważne jest także opracowanie ich formuły, która będzie miała charakter warsztatowy z wykorzystaniem aktywnych metod. Siłą rzeczy taka edukacja wymaga nakładów finansowych.

W relacji lekarz – pacjent ważną, jeśli nie najważniejszą, rolę odgrywa tajemnica lekarska. Zdolność do jej zachowania wytwarza atmosferę zaufania i intymności. Czy lekarz powinien zatem milczeć nawet wtedy, gdy wie, że zaszkodzi tym osobie trzeciej?

Jeśli istnieje bezpośrednie zagrożenie życia, a niezachowanie tajemnicy lekarskiej może uchronić kogoś od jego utraty, lekarz nie może milczeć. Ochrona życia, będącego wartością prymarną, to jego powinność moralna. Kodeks etyki lekarskiej i Ustawa o zawodzie lekarza uwzględniają odstępstwa od ogólnie przyjętej zasady. Pozwoli Pani, że odwołam się do pewnego amerykańskiego kazusu, który doskonale obrazuje to, o czym mówię. Leczący się psychiatrycznie pacjent zwierzył się lekarzowi, że zamierza zabić swoją byłą dziewczynę. Ów medyk informację tę chciał ujawnić, ale przełożony go powstrzymał i zniszczył dokumentację medyczną dotyczącą pacjenta. Pacjent dziewczynę zamordował. Sędziowie jednoznacznie orzekli, że powinność ochrony ludzkiego życia zwalnia z obowiązku zachowania tajemnicy lekarskiej – „zachowanie” jej, w tej konkretnej sytuacji, było zwykłym nieudzieleniem minimalnej pomocy.

Wiele mówi się o relacji lekarz – pacjent, znacznie rzadziej wspomina się zaś o stosunkach pomiędzy samymi medykami… KEL zabrania lekarzowi publicznego krytykowania innego lekarza. Złamanie tej normy może prowadzić do daleko idących konsekwencji. Czy taka regulacja w odniesieniu do Konstytucji RP i z punktu widzenia dobra publicznego nie stanowi ograniczenia wolności słowa?

Kodeks zabrania dyskredytowania, nie zaś wyrażania opinii. To zasadnicza różnica. Co jednak ważne – lekarz powinien unikać pochopnego, nierozważnego i bezkrytycznego wydawania sądów na temat kolegów. Nie zachowując ostrożności w tej materii skrzywdzić można nie tylko lekarza, ale i pacjenta, zazwyczaj w imię nieuczciwej konkurencji między lekarzami. Pamiętajmy, że granica pomiędzy wyrażaniem subiektywnej opinii, a dyskredytacją bywa płynna. Podważając bezpodstawnie wiarygodność innego medyka podważa się istotę zawodu lekarza – trzeba mieć tego świadomość. Krytyczne, czyli uzasadnione, sądy służą jej ochronie. Lekarz styka się z krytyką przez całe swoje życie zawodowe, bez niej bowiem istnieć nie może ani wiedza medyczna, ani praktyka kliniczna. Jednak dotąd sądy lekarskie jakąkolwiek publiczną wypowiedź lekarza na temat innego lekarza traktowały jako dyskredytację i karały medyków upomnieniami/naganami. To się zmieniło na skutek orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, który uznał jednoznacznie, że lekarz ma prawo, w interesie pacjenta lub społeczeństwa, wyrazić swoją opinię za pośrednictwem mediów. Jeśli więc mówić o ograniczeniu wolności konstytucyjnej, to tylko w odniesieniu do praktyki orzeczniczej sądów lekarskich.

„Etos zawodu lekarza topnieje, pozostała sama woda” – tak na łamach Gazety Wyborczej w styczniu br. pisała red. Elżbieta Cichocka. Czy Pana zdaniem istnieje potrzeba odnowy godności powołania lekarskiego?

Zgodziłbym się z przytoczonym cytatem, gdyby etos był z lodu... Pozostając przy metaforyce – etos lekarski jest wyspą obmywaną przez morze egoizmu społecznego. Lekarz musi kierować się ogólnymi zasadami, nawet jeśli stanowią one opozycję do społecznych tendencji. Wiele, ponad 30 procent, osób deklaruje, że zamiast ogólnymi zasadami kieruje się wyłącznie własnym interesem. Jest to problem społeczny, jak i indywidualny – rodzi się bowiem pytanie, jak odnaleźć się w świecie będąc często osamotnionym w swojej konieczności wewnętrznej. Na to rady niestety nie ma, bywały sytuacje gorsze cywilizacyjnie i lekarz się odnalazł.

Wzniosłe założenia humanizmu to przeżytek… KEL i etyka lekarska to Pana zdaniem utopia czy realność?

Gdyby mądrość i dobroć była przeżytkiem, to rzeczywiście stalibyśmy w obliczu katastrofy. Życzliwość i szacunek dla innych byłyby wtedy tylko oznaką słabości, a uczciwość wyrazem naiwności. Nie wolno nam za rzeczywistą, w sensie potocznym – akceptowalną, uznać relację, w której ludzie dbają wyłącznie o własny interes kosztem innych. Utopią jest więc przekonanie o tym, że można żyć poza wartościami humanizmu. Na nich opiera się bowiem nasza kultura i na przeświadczeniu o ludzkiej dobroci. Tego właśnie dowodzi codzienna praca lekarza.

Dziękuję za rozmowę.

 

Zaloguj się aby komentować.