logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 63 gości 
Komentarz aktualny Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Okres przedwakacyjny okazał się czasem protestu i wytężonej pracy. 1 czerwca przez ulice Warszawy przeszła manifestacja lekarska. Nie był to absolutnie żaden akt polityczny skierowany przeciwko komukolwiek, lecz kolejny sygnał, że w ochronie zdrowia dzieje się coraz gorzej. I nie chodzi już o zarobki w tym sektorze, ale o kompletny zastój organizacyjny i finansowy. Widzimy to niemal na co dzień, szczególnie w szpitalach, w których zamykane są „czasowo” lub likwidowane kolejne oddziały specjalistyczne, a zadłużenie placówek znowu rośnie w zastraszającym tempie. Porozumienie Rezydentów i OZZL stanęły na wysokości zadania. Manifestacja była zorganizowana perfekcyjnie, łącznie z jej kulminacją łączącą część informacyjną z elementami happeningu. Nasza delegacja była jedną z najliczniejszych spośród izb. Następnym razem warto zadbać o lepszą identyfikację i rozpoznawalność.

W okresie przedwyborczym da się zauważyć, że partię rządzącą porusza każdy protest. O ochronie zdrowia zaczyna się mówić w nieco cieplejszym tonie. 25 czerwca odbyła się ostatnia konferencja w ramach tzw. debaty „Wspólnie dla zdrowia”. To powstały jakiś czas temu projekt firmowany przez Radę Społeczną, którą powołał minister zdrowia. Jego celem miało być „ponadpolityczne” zdiagnozowanie najważniejszych problemów w naszym systemie opieki zdrowotnej i zaproponowanie rozwiązań. Podczas konferencji zaprezentowano wybrane wnioski z dokumentu przygotowanego ponoć przez ową Radę Społeczną. Minister zachwalał, że dokument ten będzie podstawą do wypracowania wieloletniego planu dla systemu ochrony zdrowia w Polsce i powstał w konsensusie wielu środowisk, grup eksperckich i pacjenckich. Ponownie można było usłyszeć to, o czym mówi nasze środowisko niemal od początku reformy z końca lat 90. A mówi, że ogromne znaczenie ma zwiększenie nakładów finansowych, dzięki którym poprawią się warunki pracy i płacy wszystkich poziomów lecznictwa. Znowu można było też usłyszeć deklaracje o konieczności zwiększenia liczby studentów na wydziałach lekarskich, poprawie sytuacji w pielęgniarstwie, poprawie warunków pracy fizjoterapeutów, skoordynowaniu opieki na pacjentem. Było ciepło o SOR-ach i mniej ciepło o POZ-ach, które według ministra nie spełniają dobrze swojej roli. Oczywiście, propozycje „ekspertów” zna chyba już każdy lekarz, nawet średnio zainteresowany funkcjonowaniem systemu w całości, bo to znowu stare pomysły, m.in.: powrotu do ulgi podatkowej na wydatki zdrowotne o udowodnionej medycznie skuteczności, rozwój ubezpieczeń dodatkowych, ulgi podatkowe dla pracodawców inwestujących w zdrowie pracowników. Słyszymy je od lat na progu kolejnych kampanii wyborczych od polityków wszystkich opcji, jedynie później z ich realizacją jest jakiś problem…

Odnoszę nieodparte wrażenie, że projekt „Wspólnie dla zdrowia” to jedynie kolejny przedwyborczy „akt strzelisty”. Potwierdzają to informacje przekazane przez jednego z członków wspomnianej Rady Społecznej. Wynika z nich, że nie miał on okazji wziąć czynnego udziału w żadnym z etapów projektu… Nie lepszą też, niestety, nadzieję dają działania wielkiej koalicji opozycyjnej, próbującej zgromadzić po przeciwnej stronie sceny politycznej powstałą na potrzeby eurowyborów Koalicję Obywatelską z tzw. samorządowcami (nie mylić z „Bezpartyjnymi Samorządowcami”), gdyż jednym z liderów sztabu wyborczego tej staro-nowej siły jest… nasz były minister zdrowia – Bartosz Arłukowicz. O jego „zasługach” chyba jeszcze każdy z nas pamięta… Ale może tym razem zajmie się inną polityką niż zdrowotna. Miejmy nadzieję, że „dziecko niechciane” – system opieki zdrowotnej – zostanie w końcu potraktowane priorytetowo przez polityków wszystkich opcji, bo jak wreszcie „zemrze”, to pociągnie za sobą ich wszystkich bez wyjątku.

Komisje sejmowe i społeczne ciała konsultacyjne „mielą” też mozolnie projekt zmiany ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz niektórych innych ustaw z dnia 31 maja 2019 roku, zaproponowany przez zespół powołany przez ministra zdrowia zgodnie z ustaleniami będącymi wynikiem protestu Porozumienia Rezydentów OZZL sprzed niemal dwóch lat. Już sam „świeży” projekt budził sporo wątpliwości w naszym środowisku, a po przepracowaniu go przez kolejne gremia pewnie będzie ich jeszcze więcej. Wygląda na to, że zrezygnowano z uporządkowania specjalizacji. Wprowadzono jedynie definicję umiejętności o charakterze ogólnym, ale bez jasno sprecyzowanych zapisów dotyczących ich uzyskiwania. Ustawa nie przewiduje przeniesienia kompetencji urzędów wojewódzkich na izby lekarskie, a już dziś wyraźnie widać, że obciążony wieloma ważnymi zadaniami wojewoda ma inne priorytety działania niż kształcenie lekarzy. Ustawa wprowadza wiele zapisów ułatwiających „pozyskiwanie” lekarzy z państw niebędących członkami Unii Europejskiej, co, biorąc pod uwagę realne różnice w poziomie kształcenia lekarzy w Polsce i za wschodnią granicą, może znacznie obniżyć poziom świadczeń medycznych. Jest wiele zmian, ale poczekajmy, czy projekt ustawy w ogóle trafi do sejmu przed wyborami, czy zwyczajowo, szczególnie przy zmianie opcji politycznej, spleśnieje w przepastnych szufladach naszego parlamentu…

Tak czy siak, obecnie mamy wakacje. Wypada więc wypocząć, pozostając w oczekiwaniu…

Paweł Wróblewski