Komentarz aktualny Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

23 marca 2019 r. spotkaliśmy się na dawno i wielokrotnie zapowiadanym XXXVIII Zjeździe Delegatów Dolnośląskiej Izby Lekarskiej. Jednak po raz drugi w trzydziestoletniej historii naszego samorządu nie udało się zebrać wymaganego do formalnego przeprowadzenia zjazdu kworum. Spotkanie rozpoczęliśmy od części uroczystej, w trakcie której tradycyjnie już był czas na wspomnienie zmarłych w ostatnim roku lekarzy, wystąpienia zaproszonych gości, zaś miłym akcentem było wręczenie naszemu zasłużonemu działaczowi kol. Andrzejowi Kierzkowi najwyższego lekarskiego wyróżnienia – odznaczenia Meritus Pro Medicis. Niestety w wyznaczonym terminie pojawiło się o 15 delegatów za mało, by w sposób formalny zatwierdzić budżet i sprawozdania z działalności Rady. Cóż…

Gdy w ubiegłym roku planowaliśmy wybory, przeważyły hurraoptymistyczne głosy, że większa liczba delegatów, to większa aktywność członków naszej korporacji. Uprzedzałem, że z mojego wieloletniego doświadczenia na różnych polach działalności samorządowej wynika, że osób aktywnych społecznie w czasach względnej stabilizacji gospodarczej w każdym środowisku jest jedynie niewielki procent. Zmuszanie do takiej działalności generuje najczęściej… słomiany zapał. Ostrzegałem, że większa liczba delegatów wygeneruje problem z uzyskaniem kworum na zjazdach. I stało się. Przez ostatnie lata można było zawsze liczyć na aktywność tych stu kilkunastu osób. I ci przybyli w wyznaczonym terminie. Ale tym razem, przy 260 wybranych delegatach ta liczba okazała się niewystarczająca. Niestety, reszta Koleżanek i Kolegów, poza nielicznymi, którzy usprawiedliwili wcześniej swoją nieobecność, zlekceważyła zadeklarowany przecież wcześniej startem w wyborach obowiązek. I, co dużo bardziej naganne, zlekceważyła tych, którzy poświęcili słoneczną sobotę na udział w zjeździe, docierając do Wrocławia z najdalszych stron Dolnego Śląska.

Organizacja zjazdu to także wielotygodniowa praca pracowników biura Izby i koszty, jakie tym razem niepotrzebnie ponieśliśmy. Za każdym razem zdumiewa mnie dziwna aktywność i brak odpowiedzialności niektórych osób, które zgłaszają chęć swojego udziału niemal wszędzie, aby potem nie robić nic. Proponuję, aby delegaci, którzy jednak pomylili się w swoim wyborze i nie są w stanie poświęcić kilku godzin raz w roku na spotkanie zjazdowe, zweryfikowali swoje decyzje i złożyli rezygnację z mandatu. Może kolejna osoba okaże się bardziej odpowiedzialna, a jeśli nie znajdzie się chętny do objęcia mandatu, to zmniejszenie liczby delegatów obniży kworum i będziemy mogli normalnie działać.

Przed nami wiele wyzwań: nasza inwestycja, być może przejmowanie kolejnych kompetencji od administracji państwowej, nowy system kształcenia. Aby nasze działanie było skuteczne, wymagane jest choć minimum aktywności, a my, jako środowisko, nie potrafimy się nawet zmobilizować i zebrać choćby 100 000 podpisów pod inicjatywą ustawodawczą „Szczepimy, bo myślimy”, dotyczącą przecież naszej działalności zawodowej! Nie powróciła jeszcze do Izby żadna z wydrukowanych w poprzednim „Medium” list do zbierania podpisów. A wystarczyłoby, żeby tylko każdy z nas się podpisał, jest nas przecież w kraju ponad 170 000! Podobno stanowimy elitę…

Efekt braku odpowiedzialności nieobecnych w sobotę delegatów i lekceważenia przez nich tych, którzy coś chcą zrobić dla naszej korporacji, to konieczność zwołania nowego zjazdu. Musi to zrobić Dolnośląska Rada Lekarska, która spotka się 18 kwietnia. Oczywiście mamy świadomość, że znowu trzeba ustalić termin z dużym wyprzedzeniem, bo każdy z nas planuje czas swojej pracy przynajmniej miesiąc na przód. Już widać, że będzie z tym problem: za chwilę wejdziemy w okresy przeróżnych świąt, maratonów dni wolnych ustawowo i wakacji. Jakąś decyzję trzeba będzie jednak podjąć, a na razie będziemy działać na projekcie preliminarza budżetowego. Zaś na Krajowym Zjeździe Lekarzy z pewnością pojawi się postulat, aby zmienić regulacje dotyczące zjazdowego kworum, by nie tracić energii i zapału tych, którzy chcą jeszcze pracować dla naszego środowiska.

Paweł Wróblewski