logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 32 gości 
Biała emigracja - Kształcenie lekarzy a emigracja: studia i specjalizacja Drukuj
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Kształcenie lekarzy a emigracja: studia i specjalizacja

Czy proces kształcenia lekarza ma wpływ na podjęcie przez niego decyzji o emigracji? Jestem przekonany, że tak. Po pierwsze, pozwala on poznać realia wykonywania zawodu, których skonfrontowanie z własnymi potrzebami może zrodzić chęć wyjazdu za granicę. Po drugie, niedostateczne możliwości rozwoju zawodowego mogą stanowić czynnik spustowy dla opuszczenia kraju. Poniżej wskazuję problemy występujące na etapie kształcenia przeddyplomowego, następnie poruszam kwestie związane z przyznawaniem rezydentur, i wreszcie ze szkoleniem specjalizacyjnym.

Studia – nawyki i perspektywy

Można założyć, że studia medyczne „budują” na dwóch fundamentach: utrwalonych cechach studenta oraz kompetencjach, jakie nabył on w systemie szkolnictwa. Aktualna metoda rekrutacji na studia lekarskie, mająca cenną zaletę obiektywności, ignoruje fakt istnienia predyspozycji charakterologicznych do wykonywania tego zawodu. Podobnie, gimnazja i licea zobowiązane są do realizacji programów nauczania promujących „trafienie w klucz”, a inaczej rzecz ujmując – szablonowe myślenie. Te elementy mają kluczowy wpływ na klimat studiów, a następnie pracy.

Studenci krytykują program nauczania głównie z powodu braku zajęć praktycznych. Nie ulega wątpliwości, że zbyt duży nacisk kładziony jest na zapamiętywanie faktów, często o minimalnym znaczeniu. Odbywa się to kosztem praktyki, która nie oznacza przecież wyłącznie zakładania szwów czy otoskopii. Obejmuje ona przede wszystkim kompetencje intelektualne: zebranie wywiadu, przeprowadzenie diagnostyki różnicowej, wybór badań, interpretację wyników, czy wreszcie obranie konkretnego kierunku terapeutycznego. W moim odczuciu to zarzut zasadniczy, bo oznacza brak zgodności przyjętych środków nauczania z założonym celem, wykształceniem lekarza. Jest to jasne dla dużej części społeczności akademickiej, o czym świadczy mający miejsce w ostatnich latach rozwój centrów symulacji medycznej. Zmiana sposobu nauczania, z opartego na faktach w oparty na kompetencjach, wymaga jednak czasu.

Problem przeciążenia studiów materiałem teoretycznym utrwalany jest przez treść egzaminów, w niektórych przypadkach dotyczy to również testów specjalizacyjnych. Sposób sprawdzania wiedzy ma potężny wpływ na wyniki pracy własnej i nadaje ton całym studiom. Teoretyczne pytania testowe, koncentrujące się na znajomości detali, zmuszają do zapamiętywania faktów. Alternatywą równie obiektywną, ale stymulującą myślenie lekarskie, mogą być zadania oparte na przypadkach klinicznych.

Inne wyzwanie dla poprawy jakości nauczania przeddyplomowego stanowi aktywizacja studentów w środowisku klinicznym. Kluczowym pojęciem jest tu odpowiedzialność. Na oddziałach uniwersyteckich studenci są najczęściej „gośćmi”, i tak też się ich traktuje. Stają się oni odbiorcami informacji, przez co ich ciekawość i uwaga słabną. Sprzyjają temu duże grupy, często sześcioosobowe. W takich warunkach poczucie odpowiedzialności zmniejsza się. Przykładowo, nawet jeśli student zbierze wywiad z pacjentem, to tylko takim, który został wcześniej zbadany. Takie działanie jest rodzajem ćwiczenia, gry. We Francji studenci przebywają na oddziałach na tyle długo, by móc nie tylko zintegrować się z zespołem i nabyć odpowiednie umiejętności, ale też przynieść placówce wymierne korzyści w przyszłości. Są odpowiedzialni za określone czynności, które wykonują samodzielnie, w tym za prowadzenie studenckiej dokumentacji (wyróżnia ją kolor niebieski) i niektóre prace biurowe (jak spisanie wyników). W trakcie studiów odbywają 36 nocnych dyżurów, za które otrzymują niewielkie wynagrodzenie.

Wskazując te zagadnienia, chcę podkreślić, że już na etapie studiów działają czynniki, które sprawiają, że absolwent będzie miał a priori krytyczny stosunek do środowiska pracy i perspektyw swojego rozwoju. Nie musi tak być, zmiany są możliwe, a szczególnie cennym narzędziem – sprzyjającym poprawie jakości kształcenia – jest jego regularna ocena.

Niepewność rezydentury

Wybór specjalizacji budzi żywe emocje chyba każdego studenta medycyny. Chodzi zarazem o rozwój, właściwe wykorzystanie swojego potencjału, tryb życia i warunki finansowe. Stąd nie dziwią wyniki badania, które przeprowadził nasz zespół w latach 2012-2013 1: o jedno miejsce rezydenckie w neurologii starało się 3,6 kandydatów, w dermatologii – 3,4; w kardiologii – 3,3; w okulistyce – 2,7; w położnictwie i ginekologii – 2,5; a w radiologii – 2,3. Z kolei zainteresowaniem nie cieszyły się: mikrobiologia i epidemiologia (0 w skali kraju), transfuzjologia kliniczna (0,1), torakochirurgia (0,2), medycyna nuklearna, medycyna ratunkowa i choroby zakaźne (0,3). Można dostrzec ogólną preferencję wyboru specjalności dających szansę na lepsze zarobki, związanych z większym prestiżem, pozwalających na lepszą kontrolę czasu i umożliwiających praktykowanie w szpitalu lub w gabinecie prywatnym. Jest więc ewidentne, że ze względu na konkurencję część osób nie rozpoczyna szkolenia specjalizacyjnego w dyscyplinie, którą wybrała.

Drugim czynnikiem, który może ograniczać dostępność miejsc rezydenckich, są różnice regionalne. W latach 2011-2012 liczba rezydentur przyznana w województwie dolnośląskim wyniosła 15,5/100 000 mieszkańców, co jest wartością bliską średniej w kraju (14,3). Są jednak regiony, gdzie ich względna podaż była mała (8,9 – woj. wielkopolskie, 10,2 – woj. podkarpackie) lub duża (20,9 – woj. lubelskie, 20,2 – woj. podlaskie). Możliwość ubiegania się o rezydenturę tylko w jednym województwie utrudnia absolwentom, którzy mają dobre wyniki, ich przełożenie na powodzenie w procesie rekrutacyjnym. Liczby przyznawanych rezydentur zmieniają się z roku na rok, co jest dodatkowym źródłem niepewności. Moment podejmowania decyzji i oczekiwania na wyniki jest szczególny, ponieważ skłania do refleksji nad przyszłym rozwojem zawodowym, często towarzyszy mu pytanie: czy warto zostać w kraju?

Czy można skonstruować inny, bardziej wydajny system rekrutacyjny, dający absolwentom większe możliwości wyboru? Jak pokazują doświadczenia amerykańskie i francuskie, jest to możliwe. Potrzebny byłby system informatyczny, w którym kandydat uzyskiwałby dostęp do listy wszystkich dostępnych miejsc szkoleniowych w kraju. Wybierałby ich dużą liczbę, ustalając w kolejności preferencji. Pierwsza byłaby np. neurologia w klinice A, druga interna w szpitalu B, itd. System, po uzyskaniu wyników, absolwentowi z najlepszym wynikiem nadawałby pierwsze na jego liście miejsce szkoleniowe. Z puli pozostałych, zgodnie ze swoimi preferencjami, miejsce otrzymywałby następny kandydat. Przy identycznych wynikach decydowałaby średnia ze studiów (względem średniej w danej uczelni). Taka rekrutacja dałaby absolwentom możliwość położenia akcentu na daną specjalizację, albo miejsce pracy, i przyznawałaby rezydentury najlepszym w skali kraju, niezależnie od regionu.

Po dyplomie: czy dobrze nauczę się zawodu?

Ankieta internetowa, przeprowadzona w marcu br. przez Naczelną Izbę Lekarską, z pewnością wskaże problemy, które dla specjalizujących się są najbardziej dotkliwe. Można przypuszczać, że znajdą się wśród nich: ograniczenia w odbywaniu staży, brak możliwości oceny ich jakości, nierealne wymagania i brak elastyczności programów specjalizacyjnych, nadmierne obciążenie pracą biurową, kwestie związane z wynagrodzeniem rezydenta, ale również kierownika specjalizacji, zbyt mała liczba kursów specjalizacyjnych i teoretyczny charakter pytań na egzaminach końcowych. Te zagadnienia świadczą nie tylko o trudnościach w szkoleniu specjalizacyjnym, ale też o niedoskonałościach organizacji systemu opieki zdrowotnej w ogóle.

Słabe perspektywy rozwoju zawodowego mogą skutkować emigracją. W tym kontekście szczególnie ciekawy jest przykład Austrii, gdzie 30 proc. absolwentów studiów medycznych nie podejmuje pracy w zawodzie. Wśród przyczyn takiej sytuacji wymienia się: dezorganizację kształcenia podyplomowego, duże obciążenie pracą administracyjną, niskie pensje, a także długie godziny pracy 2. O niskiej jakości kształcenia podyplomowego, jako potencjalnej przyczynie wyjazdu lekarzy z Irlandii, piszą również Humphries i wsp., a swoją hipotezę opierają na badaniu przeprowadzonym wśród medyków, którzy przyjechali do tego kraju spoza Unii Europejskiej 3.

Podsumowując, kształcenie – zarówno to odbyte, jak i planowane – może mieć wpływ na decyzję o emigracji. Proces kwalifikacji na rezydentury jest źródłem niepewności i pozostawia znaczną grupę absolwentów bez szkolenia. Z kolei sama specjalizacja nie zawsze pozwala nabyć niezbędne umiejętności. Na każdym z tych trzech etapów możliwe jest wprowadzenie usprawnień – obyśmy wspólnie umieli tego dokonać.

Bibliografia

  1. Nowak J.K., Adamczak D., Żebryk P., Walkowiak J., Analiza dostępności miejsc rezydenckich i preferencji wyboru specjalizacji przez młodych lekarzy w Polsce, Nowiny Lekarskie 2013; 82(4): 318-28.
  2. Scharer S., Freitag A., Physicians’ exodus: why medical graduates leave Austria or do not work in clinical practice. Wien Klin Wochenschr, maj 2015;127(9-10): 323-9.
  3. Humphries N., Tyrrell E., McAleese S., Bidwell P., Thomas S., Normand C. i inni., A cycle of brain gain, waste and drain – a qualitative study of non – EU migrant doctors in Ireland, Hum. Resour. Health. 2013;11:63.

Jan Nowak
Jest lekarzem rezydentem w Klinice Gastroenterologii Dziecięcej i Chorób Metabolicznych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

 

Zaloguj się aby komentować.