logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 73 gości 
Pomruk salonów Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Wrocławskie muzea prezentują obecnie dwie duże, monograficzne wystawy wielkich malarzy. Ekspozycja w Muzeum Narodowym, zatytułowana „Wycinki, przecinki, zaimki”, poświęcona jest prof. Janowi Jaromirowi Aleksiunowi, wybitnemu wykładowcy naszej Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta. Zapisał się on w polskiej historii sztuki jako wybitny grafik i jeden z twórców polskiej szkoły plakatu. Jest ostatnim żyjącym wrocławskim plakacistą. Jego fascynacja tą formą sztuki zaczęła się już w czasach młodzieńczych i łączyła się z drugą jego pasją, czyli kinem i filmem. Stąd w jego twórczości daje się zauważyć „myślenie filmowym kadrem”. Na wystawie możemy obejrzeć 40 prac mistrza, który sam dokonał ich selekcji. Są to prace ze wszystkich okresów twórczych, począwszy od grafiki z lat 60., a skończywszy na najnowszych kolażach, tworzonych już przy pomocy techniki komputerowej. Jest to wystawa kameralna, gdyż mimo sporego dorobku, większość prac prof. Aleksiunowa rozeszła się po świecie. Artystę i jego żonę Mirę, popularną malarkę, znam od lat. Są moimi rówieśnikami, prof. Aleksiun pełnił funkcję dziekana i rektora ASP. Studenci przyznają, że był pełnokrwistym nauczycielem. Potrafił zrugać, lecz przede wszystkim rozmawiał i otwierał swym podopiecznym oczy na ogrom możliwości, jakie daje ręka artysty. Mira Żelechower–Aleksiun słynie z ilustracji, zwanych midraszami, do Tory i wielokrotnie je we Wrocławiu prezentowała. W roku 1997 pokazała w ratuszu portrety wrocławian, które związane były z otwarciem Galerii Wybitnych Wrocławian, która wtedy liczyła zaledwie 7 popiersi, a dzisiaj jest ich już ponad trzydzieści.

W zupełnie inne klimaty przenosi nas duża wystawa zatytułowana „Wrocławska secesja”. Jest ona poświęcona Maxowi Wislicenusowi, który we Wrocławiu stworzył wiele imponujących dzieł. Był znanym i wziętym profesorem zyskującej wtedy sławę Akademii Sztuk Pięknych. 25 lat spędzonych we Wrocławiu to najlepszy okres w życiu Wislicenusa. Jego prace: obrazy, projekty plakatów, witraży, gobelinów znajdują się w zbiorach wielu muzeów niemieckich i polskich oraz w kolekcjach prywatnych kolekcjonerów. Na wystawie zgromadzono około 70 prac, w tym nietypowe pejzaże Wrocławia, portrety przyjaciół i jego muz, pierwszej żony Else i ukochanej Wandy Bibrowicz, artystki-tkaczki i jego uczennicy. Na wystawie możemy też zobaczyć duże gobeliny zaprojektowane przez Maxa, a wykonane przez Wandę. Młodsza od niego o 17 lat Wanda, pochodząca z Wielkopolski, była najlepszą uczennicą artysty. Max malował kobiety swojego życia naprzemiennie. Twarz świętej Elżbiety z portretu nosi żona Else, a twarz świętej Barbary – dumna Polka Wanda. Tuż przed II wojną światową przenieśli się do Drezna, prowadzili tam warsztaty tkackie, udało im się też przeżyć wojnę.

W roku 1948 umarła pierwsza żona Wislicenusa. Po jej śmierci artysta ożenił się z Wandą. Ta jednak, mimo że znacznie młodsza od męża, umarła wcześniej niż on. Ostatnie 3 lata życia artysta spędził samotnie. Porządkując jej archiwum, znalazł kartkę z prośbą: „Napisz na moim grobie – tu leży szczęśliwa”. Pochowani są razem na maleńkim, wiejskim cmentarzu nad Łabą przy kościele w Hosterwitz koło Drezna.

Wrocławska wystawa, od pierwszych dni jej otwarcia, cieszy się dużym zainteresowaniem i na pewno będzie hitem tego sezonu w Pałacu Królewskim. Życzę Wam „zanurzenia się” w świat wrocławskiej secesji i puszczenia wodzy fantazji na temat miłosnych uniesień wielkich artystów.

Wasz Bywalec

 

Zaloguj się aby komentować.