logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 9 gości 
List do redakcji „Medium” Drukuj
Ocena użytkowników: / 10
SłabyŚwietny 

Kiedy w Polsce jest się w końcu lekarzem?

Po wydaniu lutowego numeru „Medium”, poświęconego lekarzom rezydentom, na redakcyjny e-mail przyszła wiadomość od dr. Jana Czajkowskiego. List Pana Doktora, traktujący o rezydenturze, publikujemy poniżej.

Dzień dobry!

Nazywam się Jan Czajkowski. Od momentu ukończenia studiów we Wrocławiu jestem członkiem DIL, mimo iż aktualnie pracuję i kończę specjalizację w Niemczech. Z obowiązku korporacyjnego przynależę również do Izby Lekarskiej w Brandenburgii. Ostatni artykuł w „Medium” o rezydentach bardzo mnie zaciekawił, a jednocześnie rozbawił i skłonił do twórczego działania, ponieważ od początku studiów drażniła mnie ta cała polska nomenklatura funkcji medycznych. Chciałbym poruszyć temat z trochę innej perspektywy, pomijając prawno-organizacyjny i ustawodawczy zgiełk.

Autor listu jest absolwentem AM we Wrocławiu, aktualnie na 5 roku specjalizacji z chorób wewnętrznych. (Fot. z archiwum autora) Podchodząc do sprawy czysto językowo, uważam że samo określenie „rezydent” ma w sobie coś lekko obrzydliwego... Kto to właściwie jest? Wikipedia podaje, iż słowo to odnosi się do więcej niż jednego desygnatu. Mamy więc rezydenta w dyplomacji, rezydenta księdza, rezydenta turystycznego, rezydenta wywiadu, rezydenta prawnego i wreszcie rezydenta lekarskiego... Posłużę się definicjami z Wikipedii, jako że uważam je za bardzo ciekawe: „rezydent ksiądz – to zamieszkujący na terenie parafii i pomagający w pracach duszpasterskich osobnik, któremu nie przysługują obowiązki wikariusza. Z różnych powodów nie włącza się on w pełen sposób w prace w parafii (np. księża emeryci, studenci, pracujący etatowo w urzędach bądź uczelniach kościelnych, księża na urlopach zdrowotnych). Rezydentami mogą być też biskupi niepracujący w danej diecezji, ale na jej terenie zamieszkujący. Rezydent turystyczny (ew. pilot wycieczek) to zawód wykonywany przez osoby posiadające uprawnienia do kierowania imprezą turystyczną. Uprawnienia rezydenta turystycznego uzyskuje się po odbyciu kursu i zdaniu egzaminu państwowego przed właściwą terytorialnie komisją egzaminacyjną powoływaną do grudnia 2005 roku przez wojewodów, a obecnie przez marszałków województw. Jest tu pewna analogia do LEP-u, który również pozwala na zdobycie przywilejów rezydenckich. Bardzo ciekawie przedstawia się sprawa rezydenta wywiadu. Jest to mianowicie osoba, która współpracuje ze służbami specjalnymi bądź z organizacją przestępczą o szeroko zakrojonych strukturach, najczęściej o charakterze ogólnoświatowym. Zadaniem rezydenta jest działanie na rzecz organizacji zatrudniającej go: podejmowanie działań na niekorzyść obcego państwa w tym sił zbrojnych, gospodarki, ustroju tego państwa, bądź inne działanie (dywersja) na szkodę narodu i państwa, w którym rezyduje. Rezydent bierze pośrednio udział w działalności przestępczej. Jest szefem komórki, którą najczęściej sam formuje i którą dowodzi poprzez polecenia wydawane przez organizację macierzystą. Idąc dalej tropem rezydenckim, natrafiamy na rezydentów, którzy w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt. 1 lit. a Ustawy z dnia 27 lipca 2002 r. prawo dewizowe, są osobami fizycznymi mającymi miejsce zamieszkania w kraju oraz osobami prawnymi mającymi siedzibę w kraju, a także innymi podmiotami mającymi siedzibę w kraju, posiadającymi zdolność zaciągania zobowiązań i nabywania praw we własnym imieniu; rezydentami są również znajdujące się w kraju oddziały, przedstawicielstwa i przedsiębiorstwa utworzone przez nierezydentów. Obraz rezydenta ma w sobie coś niepełnego, coś połowicznego, właściwie z natury trochę pejoratywnego.

Większość z Państwa jest pewnie w stanie przypomnieć sobie rezydentów, z których w jakimś okresie czasu nie była zadowolona. Studiując, zadawałem sobie pytanie, jak to właściwie jest? Kiedy w Polsce jest się w końcu lekarzem? Z własnego doświadczenia wiem, że najpierw jest się studentem – wiadomo – książkowo przemądrzałe typy szwędające się po szpitalach, po studiach zostaje się stażystą i odnosi wrażenie, że ciągle przeszkadza się pani myjącej podłogę w szpitalnym korytarzu… Po „doczłapaniu się” do wielkiego egzaminu okazuje się, że zamiast już w końcu być lekarzem, jakimkolwiek, ale lekarzem, zostaje się... rezydentem, aby rezydować kolejne 5 lat, aż w końcu, może kiedyś, w wieku 32 lat po kolejnym egzaminie, dostanie się etykietkę „ologa”. No i chyba wtedy jest się już lekarzem... Nie wszystko w niemieckim systemie uważam za dobre i daleki jestem od przesadnej germanofilii, ale od rozpoczęcia pracy w jakimkolwiek szpitalu w charakterze lekarza jest się albo lekarzem asystentem (Assistentarzt) – co w domyśle oznacza, że towarzyszy się w pracy jakiemuś ważniejszemu medykowi albo po prostu lekarzem (Arzt). Każdy pacjent ma wrażenie, że bada go po prostu lekarz – młody, stary, pomocnik, ale lekarz. U nas tymczasem pacjentów bada rezydent, anamnezy pisze student, a do niedawna stażysta… Zawsze byłem fanem upraszczania pewnych kwestii i myślę, że każdy młody człowiek po studiach, chciałby być po prostu lekarzem od pierwszego dnia pracy. Zapraszam do polemiki.

Z wyrazami szacunku
i pozdrowieniami dla kolegów

Jan Czajkowski
nie rezydent, lecz zwykły lekarz

 

Zaloguj się aby komentować.