Wokół etyki lekarskiej: Z pamiętnika etyka

logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 53 gości 
Wokół etyki lekarskiej: Z pamiętnika etyka Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Z pamiętnika etyka

O równości w małości

Istnieją bohaterowie mediów, którzy wietrzą spiski i je wyszydzają, choć sami mogą uczestniczyć w spisku przeciwko tym, którzy twierdzą, że prawda nie jest spiskiem. To jednak stary chwyt retoryczny, o którym wspomina A. Schopenhauer w swojej „Erystyce” – odwrócenie kierunku argumentu, retorsio argumenti: jeżeli więc stawia mi się zarzut fałszu (a nawet spiskowania w fałszu), sam, zamiast szukać prawdy, oskarżam przeciwnika o fałsz (a nawet spiskowanie w fałszu). A że będę ładniejszy od przeciwnika, a nadto odwołam się do szczytnych celów – moja wygrana. Schopenhauer obnaża z pewną dozą delikatności tę człowieczą wadę: „wrodzona próżność, osobliwie czuła względem własnej umysłowej sposobności nie pozwala, by nasze wyjściowe twierdzenie miało być fałszywe, zaś przeciwnika – słuszne”.

Medialni eksperci mają nadto to do siebie, że własne przekonania biorą za naukowe poglądy, dowodząc retorycznie ich słuszności. Jako że wielu oglądających i słuchających ma takie same przekonania, otrzymują oni w prezencie medialny dowód słuszności własnych poglądów. I okazuje się, choć nikomu to nie wadzi, że spotykają się ludzie, którzy wszyscy mają rację pomimo sprzeczności wygłaszanych sądów. Ostatecznie argumentują, uchylając się od zobowiązania prawdy, że demokracja polega na równości w prawie do wygłaszania sądów (także fałszywych i głupich). Jest to typowy retoryczny chwyt „na demokrację”.

O ile nauka i medycyna broni się jeszcze przed „demokratyzacją” myśli i sądów, to, niestety, moralność już nie. Tu słuszność etyczna dowodzona jest wyłącznie na namiętnościach. Jeśli wszyscy je posiadają, to są równi w tym, co czynią, nimi się kierując, niezależnie od tego, czy sprawiają zło czy dobro. A że namiętności są intymne, to zarzut niemoralnego postępowania staje się zniewagą, a nie uzasadnioną oceną. I tu argument „na demokrację” działa – wszyscy mają namiętności i każdy ma do nich prawo, a zatem oparte na nich postępowanie jest uprawnione.

A wtedy upowszechnia się przekonanie, że nawet dobry człowiek ma w sobie coś złego, uczciwy – jakieś szalbierstwo, prawdomówny – choćby drobne kłamstewko, odważny – niejedno tchórzostwo, dobroduszny – skrytą zawiść. W każdym jest małość, a wobec niej wszyscy są równi. Miarą jest tylko marność.

Marna to jednak miara, gdy potrafi zmierzyć w nas tylko to, co w nas małe, pomijając wszystko to, co w nas wielkie. Rozmieniamy się na drobne, jedynie małość w sobie, chcąc nie chcąc, ceniąc – demokratycznie. Takie zrównanie w małości, w niej się przeglądanie i porównywanie, dopuszcza jedynie to, co moralnie gorsze, innym odmawiając prawa do bycia lepszym człowiekiem.

Kiedy uzasadnienia są zakłamywane, racje obśmiewane, zasady wykpiwane, wtedy to szerzy się zabobon w etyce, który Seneka wypowiedział następująco: „Zabobonność jest bezrozumnym błędem: boi się tych, których należy kochać, znieważa tych, których czci”. Etyka powinna więc być o wiele bardziej bezkompromisowa niż nauka: „nie powinna dostarczać usprawiedliwiających pozorów występkowi. Żadnej nadziei wyzdrowienia nie ma chory, którego sam lekarz zachęca do wyuzdania”.

Dr hab. Jarosław Barański
etyk, filozof UM we Wrocławiu

 

Zaloguj się aby komentować.