Informatyzacja w ochronie zdrowia - E-ZLA Łatwiej czy trudniej? Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

E-ZLA
Łatwiej czy trudniej?

1 grudnia papierowe zwolnienia lekarskie zostały zastąpione elektronicznymi. W połowie listopada przedstawiciele największych organizacji związkowych zapowiedzieli, że nie wdrożą elektronicznych ZLA. Tłumaczą, że obowiązek e-ZLA wprowadzono przedwcześnie. Uważają, że zdezorganizuje on system udzielania świadczeń zdrowotnych i utrudni dostęp do nich. Zapowiadają, że pozostaną przy drukach papierowych.

DR N. MED. AGATA SŁAWIN Absolwentka UM we Wrocławiu, specjalista medycyny rodzinnej, wiceprezes Dolnośląskiego Związku Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców, wiceprezes Wrocławskiego Oddziału Towarzystwa Medycyny Rodzinnej (Fot. z archiwum A.S.)E-ZLA to duża zmiana dla lekarza, pracodawcy, pracownika i urzędnika. Przez lata funkcjonował druk, który trzeba było wypełniać i korygować ręcznie, dostarczać do urzędu i pracodawcy w określonym terminie, ręcznie korygować i odsyłać. W 2016 r. pojawiły się zwolnienia w wersji elektronicznej. E-ZLA to formularz, który wypełnia się online i wysyła w ciągu kilku minut. Od 23 października tego roku mogą upoważnić tzw. asystentów medycznych do wystawania e-zwolnień w swoim imieniu. Krótko mówiąc, kliknięcia zastąpią biurokrację. Wydawało się, że to rozwiązanie idealne, i tak przedstawia strategię ZUS – twórca i właściciel platformy. Deklaruje pełną gotowość do współpracy z lekarzami. Zdania samych lekarzy są natomiast podzielone.

Pierwsze kroki w systemie

By wystawiać e-ZLA, lekarz musi mieć już założone indywidualne konto na platformie PUE ZUS. Może założyć je samodzielnie i wtedy potrzebna jest wizyta w najbliższej placówce ZUS, żeby potwierdzić tożsamość. Może je także założyć w czasie samej wizyty w Zakładzie. Konsultant ZUS, po sprawdzeniu dokumentu tożsamości, „zaufa” konto i aktywuje specjalny moduł przeznaczony dla lekarzy, którzy mają uprawnienia do wystawiania zwolnień lekarskich. Pomoże także w uzyskaniu bezpłatnego certyfikatu służącego do podpisywania e-ZLA. Uzyskanie online certyfikatu, który jest na wniosek lekarza przyznawany raz na 5 lat, trwa zaledwie kilka minut. Następnie lekarz ustali swój PIN, czyli hasło, niezbędne do autoryzacji każdego wystawionego e-ZLA. Oczywiście lekarz może użyć do podpisania zwolnienia także certyfikatu kwalifikowanego lub profilu zaufanego.

Lekarz nie płaci ani za rejestrację, ani za korzystanie z platformy. – Wdrożenie e-ZLA konsultowaliśmy wcześniej ze środowiskiem lekarskim i testowaliśmy ją też wspólnie – zapewnia regionalny rzecznik prasowy ZUS na Dolnym Śląsku Iwona Kowalska-Matis.
Zainteresowani dowiedzą się więcej pod adresem: http://www.zus.pl/ezla

Zwolnienie w obiegu

Po podpisaniu e-ZLA z wykorzystaniem certyfikatu przyznanego przez ZUS, kwalifikowanego podpisu elektronicznego lub podpisu zaufanego (PZ ePUAP), jest ono automatycznie wysyłane do ZUS. Z kolei ZUS udostępnia e-ZLA płatnikowi składek (np. pracodawcy) na jego profilu w PUE ZUS nie później niż w dniu następującym po dniu otrzymania e-ZLA (bez podawania numeru statystycznego choroby). Informacja ta jest przekazywana także ubezpieczonemu (m.in. pracownikowi) posiadającemu profil ubezpieczonego lub profil świadczeniobiorcy na PUE ZUS. Wzór zaświadczenia lekarskiego wystawionego w formie dokumentu elektronicznego, jest ustalony przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Tak w skrócie wygląda obieg dokumentu.

Kto na tym skorzysta?

Niewątpliwie e-ZLA ułatwia życie pacjentowi, który nie musi już dostarczać zwolnienia pracodawcy. Z kolei pracodawca, który ma konto na ZUS PUE (a taki obowiązek ma każdy zatrudniający 5 pracowników), widzi tam wszystkie zwolnienia przysłane do swojej firmy i może wystąpić do ZUS z wnioskiem o kontrolę prawidłowości ich wystawienia. – Wystawianie zwolnień w formie elektronicznej, zamiast papierowej, zdecydowanie ułatwia ZUS-owi kontrolę prawidłowości ich wystawiania – stwierdza dr n. med. Przemysław Janusz, przewodniczący Komisji Młodych Lekarzy DRL – i jeśli ktoś jest uczciwy, nie ma się czego obawiać.

DR N. MED. PRZEMYSŁAW JANUSZ Absolwent UM we Wrocławiu, specjalista chorób wewnętrznych, przewodniczący Komisji Młodych Lekarzy Dolnośląskiej Rady Lekarskiej (Fot. z archiwum P.J.)Iwona Kowalska-Matis podkreśla korzyści, jakie wynikają z tego systemu dla lekarzy. Lekarz zalogowany do ZUS PUE ma automatycznie dostęp do danych pacjenta, jego pracodawców (płatników składek) i członków rodziny, jeśli zwolnienie zostało wystawione w celu opieki nad nimi. Poza tym system weryfikuje datę początkową okresu niezdolności do pracy w oparciu o przepisy. Możliwy jest podgląd zaświadczeń lekarskich wystawionych wcześniej dla pacjenta, w tym w wyniku kontroli przeprowadzonej przez lekarza-orzecznika ZUS. System ułatwia też skierowanie pacjenta na rehabilitację leczniczą („z której to zresztą opcji lekarze rzadko korzystają i wiele miejsc jest wolnych” – zauważa Iwona Kowalska-Matis). Nie muszą już gromadzić kopii papierowych, a elektroniczne zwolnienia mogą wystawiać także przez urządzenia mobilne. Jeśli wystąpi problem z połączeniem internetowym, mogą wystawiać zwolnienia na formularzach wydrukowanych z systemu, opatrzone podpisem i swoją pieczątką. Tak wystawione zwolnienie muszą wprowadzić do systemu w ciągu 3 dni, a pacjent dostarcza wydruk pracodawcy albo do ZUS.

Rzeczywistość analogowo-papierowa

– Na Dolnym Śląsku w każdym tygodniu około 30 tysięcy elektronicznych zwolnień trafia na komputery ZUS. Prowadzimy bezpłatne szkolenia w przychodniach i szpitalach, podczas których też można pobrać certyfikat. Im bardziej zbliża się grudzień, tym mocniej oblężeni są nasi konsultanci – mówi rzeczniczka ZUS. Nasuwa się pytanie, czy służba zdrowia jest gotowa. Dr n. med. Przemysław Janusz, przewodniczący Komisji Młodych Lekarzy DRL ocenia, iż lekarze są w stanie opanować niezbędne umiejętności informatyczne, tym bardziej że niegdyś już musieli przejść przez pierwszy etap cyfryzacji w szpitalach. – Od kilku lat na każdym oddziale, na którym pracowałem bądź się szkoliłem, dokumentacja prowadzona była w formie elektronicznej i wszyscy lekarze byli w stanie z niej korzystać. Ciężko mi natomiast oszacować problem w przypadku lekarzy seniorów. Poważne wątpliwości ma dr n. med. Agata Sławin, lekarz rodzinny, wiceprezes Dolnośląskiego Związku Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców. – W Polsce stopień informatyzacji placówek ochrony zdrowia jest bardzo zróżnicowany. Ale znacznie większym ograniczeniem są zasoby kadrowe – przypomina. – Zapominamy, że średnia wieku lekarza rodzinnego to 55 lat, z czego spory procent to lekarze seniorzy, którzy całe życie przepracowali w rzeczywistości analogowo-papierowej, i nie możemy oczekiwać, że przyswoją sobie teraz umiejętności obsługi systemów informatycznych. Dla większości z nich będzie to stanowić motywację do ostatecznej rezygnacji z pracy i takie zapowiedzi słyszymy w naszych przychodniach. A bez ich pomocy, w sytuacji pogłębiającego się braku chętnych do pracy w POZ, staniemy w obliczu kompletnej zapaści systemu i braku dostępności podstawowych usług zdrowotnych. »

Usługa bezpłatna, ale…

6 listopada Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że w związku z informatyzacją i wprowadzeniem e-zwolnienia przekazało do NFZ 50 mln zł przeznaczonych na zakup sprzętu, oprogramowania i szkoleń. Od tego dnia można ubiegać się o zwrot wydatków poniesionych w ciągu całego 2018 roku. Dr n. med. Agata Sławin: – Oczywiście poniesiemy koszty sprzętu, sieci, dostosowania oprogramowania medycznego do formy kompatybilnej z platformą ZUS. Ale nie one najbardziej niepokoją. Największy nasz sprzeciw budzą zagrożenia prawne i nierówność traktowania podmiotów. Lekarze, którzy zdecydowali się już na e-ZLA, nie zawsze do końca zdają sobie z nich sprawę. Przytacza fragmenty regulaminu Nowego Portalu Informacyjnego (NPI) ZUS w warunkach świadczenia usług:

– pkt 5: „Usługodawca nie odpowiada za szkody powstałe w związku z korzystaniem z NPI, bądź w związku z niewłaściwym działaniem, błędami, brakami, zakłóceniami, defektami, opóźnieniami w transmisji danych, wirusami komputerowymi, awarią linii lub systemu informatycznego lub nieprzestrzeganiem postanowień Regulaminu”;

– pkt 6: „Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za brak dostępu do NPI z przyczyn niezależnych od Usługodawcy”;

– pkt 7: „ZUS dokłada wszelkich starań, aby treści NPI były aktualne i rzetelne. Ze względu na cechy sieci Internet, ZUS nie ponosi odpowiedzialności za szkody majątkowe i inne poniesione przez Usługobiorców wskutek wykorzystania zasobów NPI, z wyłączeniem szkód, za których z mocy prawa odpowiedzialność ZUS nie może zostać wyłączona”.

– A jednocześnie lekarzy zobowiązuje się do utrzymywania na własny koszt sprzętu komputerowego, oprogramowania i antywirusów zgodnie z wymogami ZUS oraz do rekompensaty ZUS-owi ewentualnych strat spowodowanych przez ten sprzęt lub oprogramowanie i wirusy – zauważa dr Sławin.

Szybciej, prościej i mniej błędów

Zwolennikiem e-ZLA jest dr Janusz. – Gdy tylko pojawiła się taka możliwość, ja od razu zacząłem wystawiać zwolnienia w formie elektronicznej i szybko zrezygnowałem z formy papierowej w ogóle. Chwali oszczędność czasu, koniec magazynowania dokumentów, automatyczny dostęp do danych, możliwość łatwej korekty błędów, koordynację terminów i sprawną kontrolę ZUS nad zasadnością wystawianych zwolnień. – Jesteśmy obciążani nowymi obowiązkami, które kradną czas przeznaczony na wywiad, badanie i leczenie. – kontruje dr Agata Sławin, która swoją praktykę prowadzi od 20 lat. – Należy do nich dokumentowanie orzekania w formie elektronicznej w sytuacji niewydolnego, zupełnie nieprzygotowanego do tego systemu, bowiem e-ZLA to nie tylko wpisanie danych pacjenta, ale też sprawdzenie jego adresu oraz ustalenie NIP-u pracodawcy. Nie każdy przedsiębiorca ma założony profil PUE, nie ma takiego obowiązku (dlaczego skoro e-ZLA staje się obowiązkowe?!), stąd zwolnienie i tak musi być wystawione dodatkowo w formie papierowej i dostarczone do pracodawcy. Należy oczekiwać jeszcze większego ograniczenia czasu dla pacjenta na rzecz biurokracji. Względy techniczne i finansowe to jedno. Krzysztof Hałabuz, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL, członek ORL w Warszawie: – Ustalanie tego, gdzie pacjent będzie przebywał podczas zwolnienia, albo gdzie pracuje, zdecydowanie nie jest zadaniem dla lekarza. Forma zwolnienia powinna być maksymalnie uproszczona – tłumaczy. – Wszystkie zadania techniczno-administracyjne mogą być spokojnie przerzucone na personel pomocniczy – sekretarki medyczne, urzędników lub lekarzy zatrudnionych przez ZUS.

Już jest problem z e-WUŚ

– Zwolnienia elektroniczne na pewno wystawia się łatwiej – uważa dr Janusz. – Wszystkie dane pacjenta są już w systemie ZUS, wpisuje się tylko kody ICD-10, rozpoznanie i termin zwolnienia. Na pewno popełnia się mniej błędów. Odpadają magazynowanie i utylizacja druczków, problem z RODO. – Mogę się zgodzić, że ten system bywa zawodny, ale działa coraz lepiej. Konieczność łączenia się przez Internet? To nie jest nic nowego i każda placówka musi się z tym liczyć. – Obecnie, z uwagi na konieczność stałego raportowania przyjęć, wykonanych procedur itp., nie jest możliwe prowadzenie gabinetu POZ bez dostępu do Internetu – zauważa doktor Janusz.

LEK. KRZYSZTOF HAŁABUZ Absolwent WUM, rezydent chirurgii ogólnej, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL, członek ORL w Warszawie obecnej kadencji (Fot. z archiwum K.H.)Dr Sławin: – W miejscach, gdzie pracują lekarze przywykli do pracy na komputerach, przychodnie są zinformatyzowane, a połączenia internetowe działają bez zakłóceń, będzie łatwiej. Ale tak nie jest nawet w połowie kraju – tłumaczy. – Ja mam najlepszy przykład w swojej własnej praktyce. W głównej siedzibie jest nie najgorzej, ale już 40 km dalej, w filii, problemy z połączeniem są na porządku dziennym, podobnie jak problemy z prądem. Bywa, że każdy większy wiatr powoduje ograniczenia w dostępie prądu, i mamy wielogodzinne przerwy. Co wtedy? – pyta retorycznie lekarka. – Chaos, przy wypełnianiu oświadczeń pacjentów, bo nie można sprawdzić w eWUŚ ubezpieczenia pacjenta. Czas pochłania wydrukowanie oświadczenia, wprowadzenie danych, sprawdzenie dowodu tożsamości, którego numer trzeba wpisać na oświadczeniu. Kiedy pacjent, szczególnie na prowincji, nie ma przy sobie dowodu, sytuacja jest patowa, bo konsekwencje finansowe w razie nieuzasadnionej refundacji ponosi lekarz. Piszemy recepty na 100%, narażając się na nieprzyjemne komentarze i gniew pacjentów.

A teraz jeszcze e-ZLA

Dr Sławin tłumaczy, że analogicznie będzie w przypadku konieczności wypisania e-ZLA. – Musimy mieć możliwość alternatywnego wypisania zwolnienia papierowego, ale bez konieczności uzupełniania go (zelektronizowania) w systemie informatycznym w ciągu 3 dni! Pamiętajmy, że lekarze POZ często pracują w różnych miejscach w jednym tygodniu, nie można ich obciążać odpowiedzialnością za zły stan przygotowania infrastruktury państwowej do powierzanych im zadań. Krzysztof Hałabuz: – Niewydolny system komputerowy w szpitalach lub przychodniach, czy nawet czasami całkowity brak sprawnych łączy internetowych powoduje marnowanie cennych minut/godzin dziennie spędzonych przez lekarza na wykonywaniu czynności okołomedycznych kosztem czasu pracy z pacjentem. W obliczu obecnego deficytu kadrowego w medycynie jest to marnotrawstwo. Od dawna zdecydowanie jestem za zmniejszeniem biurokracji. Przejście z systemu „bloczkowo-pocztowego” na elektroniczny obecnie słabo usprawnia pracę lekarzy, a nawet w wielu miejscach zdecydowanie ją wydłuża. Wynika to nie tylko z braku wystarczającej ilości dobrej jakości sprzętu, ale przede wszystkim z niewydolności systemu obsługującego e-ZLA – kończy lekarz rezydent. Dr Janusz: – Szczerze mówiąc, NFZ powinien nam płacić za wystawianie zwolnień jako za osobną usługę. Tymczasem jak nie robił tego w przypadku zwolnień papierowych, tak nie robi w przypadku elektronicznych.

ZUS poprawia błędy naszymi rękami

Lekarze obawiają się, że w razie awarii systemu wystawianie zwolnień zostanie całkowicie zablokowane. W systemie ZUS wielokrotnie napotykają błędne dane, a to lekarz jest teraz odpowiedzialny np. za weryfikację numeru NIP pracodawcy, i to do niego pretensje będzie miał pacjent. – Odnosimy wrażenie, że naszymi rękami ZUS chce uporządkować swoją bazę – podsumowuje dr Sławin. – A przecież ja powinnam ograniczyć się do orzekania i skupić na jego medycznych podstawach, a nie sprzątać bałagan w zasobach obcych instytucji.

Organizacje związkowe mówią

14 listopada we Wrocławiu obradowali wspólnie przedstawiciele Naczelnej Izby Lekarskiej, Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, Federacji Porozumienie Zielonogórskie i Polskiej Federacji Pracodawców Prywatnych Ochrony Zdrowia – które tworzą Porozumienie Organizacji Lekarskich. We wspólnym oświadczeniu podano, że wprowadzenie rozwiązań ustalonych przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz ZUS nastąpiło przedwcześnie i spowoduje dezorganizację systemu udzielania świadczeń zdrowotnych oraz ich dostępności dla pacjentów. Wezwali minister Elżbietę Rafalską do działań w kierunku zmiany ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa oraz wycofania się z obligatoryjnego wprowadzenia e-zwolnień.

Przedstawiciele lekarzy oświadczyli, że jeśli władze nie zareagują, to oni od 1 grudnia będą orzekać o niezdolności do pracy pacjentów na specjalnych drukach opracowanych przez Porozumienie Organizacji Lekarskich (wzór druku będzie przesyłany drogą elektroniczną). Ich zdaniem, wypisywanie e-zwolnień może być wprowadzone wyłącznie fakultatywnie. Warunki: pełna sprawność personelu, zabezpieczenie sprzętu i organizacji systemu informatycznego służącego temu celowi. Dr Agata Sławin dodaje: łatwość obsługi (wciąż za dużo danych do uzupełnienia), redukcja kosztów (zamiast ich mnożenia), zachęty zamiast kar i sankcji. – W takiej sytuacji proste papierowe orzeczenie o czasie niezdolności do pracy wydaje się jedynym rozwiązaniem do czasu zaproponowania przez ZUS sensownych i ujmujących postulaty lekarzy rozwiązań – uważa Krzysztof Hałabuz.