Informatyzacja w ochronie zdrowia - Big Data i elektroniczna dokumentacja medyczna Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Jeśli dane medyczne (nawet szczątkowe) uzupełnimy o dane np. z naszej nawigacji samochodowej (GPS, styl jazdy), a takie dane są zdecydowanie raportowane, dodamy do tego nasze preferencje zakupowe (a robimy to „pikając” wszystkimi kartami lojalnościowymi) i do tego podzielimy się informacjami z naszego Facebooka – to takie informacje połączone przez Big Data dają całkiem wiarygodny profil człowieka.

Big Data i elektroniczna dokumentacja medyczna

Termin Big Data, wywodzący się z języka angielskiego, staje się coraz bardziej powszechny w użyciu. W dosłownym tłumaczeniu oznacza „duże dane”. Ale Big Data to raczej proces, zjawisko i sposób myślenia o danych. Można by powiedzieć: analiza dużych danych. Ilość danych cyfrowych w dzisiejszym świecie jest ogromna, a tempo ich przyrostu przeraża. Podobno Internet podwaja swoją objętość w czasie krótszym niż dwa lata. Na świecie zarejestrowanych jest ponad 330 mln adresów internetowych.

Informatyzacja zawsze przynosi zysk

Inż. Maciej Koziejko. Inżynier informatyk, inspektor ochrony danych, programista, od 1999 roku związany z informatyką w medycynie. Autor informatyzacji licznych placówek medycznych oraz innych firm i instytucji (Fot. z archiwum M.K.)Elektroniczna dokumentacja medyczna to jeszcze nie fakt. Na pewno jednak temat, który spędza sen z powiek niejednemu lekarzowi, i niejednemu managerowi przychodni. Są też tacy, którzy już dziś dostrzegają korzyści wynikające z informatyzacji i doceniają inwestycje – te finansowe, ale także te niematerialne. Summa summarum: informatyzacja zawsze przynosi zysk. W przypadku EDM przynosi zysk zarówno lekarzowi, jak i pacjentowi, choć nie tylko.

Big Data, czyli co?

EDM to nie tylko to, o czym mówimy zwykle na co dzień: e-recepta, e-ZLA wysłane jednym kliknięciem, czy też szybko dostępna historia leczenia pacjenta. Bez wątpienia to podręcznikowe przykłady Big Data.

Big Data zajmuje się dużą ilością danych o dużym rozproszeniu i różnorodności – a takim jest właśnie rynek medyczny. Dane medyczne znajdują się w bardzo wielu miejscach (podmiotach leczniczych) i są bardzo różnorodne. Systemów komputerowych do obsługi gabinetów lekarskich i przychodni jest całe mnóstwo – i nie za bardzo lubią one migrować dane między sobą. Podmiot leczniczy to w zasadzie początkowe ogniwo całego procesu. Najwięcej w „dużych danych” dzieje się w późniejszych procesach, czyli po ich udostępnieniu innym jednostkom.

Dobrym przykładem są dane w formacie otwartym NFZ, które w usystematyzowany sposób trafiają do większych baz danych Funduszu. Są one agregowane (zbierane) i poddawane analizie, potem wizualizacji i ewentualnie przekazane do procesów decyzyjnych. W „pełnym” EDM dane takie zostaną przekazane operatorowi systemu, który będzie pod pełną kontrolą organów państwowych.

Nieprawidłowości i anomalia

Dane te, z przyczyn oczywistych, są doskonałym narzędziem do wykrywania nieprawidłowości i anomalii. W większości przypadków konieczność kontroli sygnalizowana jest przez „wyuczone” systemy. Pracownik kontrolujący dostaje z automatu informację o podejrzanym zdarzeniu.

Kierownictwo NFZ wyraźnie wskazuje, że Big Data to właśnie narzędzie, które będzie używane do uszczelniania systemu opieki zdrowotnej. Wprost mówiono o tym na tegorocznym Forum Ekonomicznym w Krynicy. NFZ dość wyraźnie podąża ścieżką wytyczoną przez Ministerstwo Finansów. Resort ten wykorzystał informatykę i analizy Big Data do uszczelnienia poboru podatku VAT. Mowa tutaj o jednolitym pliku kontrolnym (JPK). Jeszcze raz podkreślę: a była o tym mowa na forum ekonomicznym, nie medycznym.

Kopalnia wartościowych danych

Big Data to kopalnia wiedzy dla właściciela/administratora danych. Nadzorca systemu EDM, do którego należy raportować, będzie miał do dyspozycji znacznie więcej danych niż NFZ – bo ze 100% podmiotów w Polsce (wiadomo, że taki będzie wymóg EDM). Dane te będą musiały być aktualne i wiarygodne – bo przecież to oficjalna dokumentacja medyczna. Informacje te uzupełniamy o sektor farmaceutyczny, no i oczywiście już dzisiaj całkiem sprawnie działa eWUŚ i weryfikacja ubezpieczenia zdrowotnego. Wszystkie „e-” zwolnienia, recepty i skierowania wzbogacają bazę danych. Sto procent stu procentowej jakości dane, i to w jednym miejscu.

Takie dane są oczywiście najwyższej wartości, jeśli wykorzystuje się je np. do badań klinicznych, programów profilaktycznych. Można też na ich podstawie lokalizować konkretne jednostki chorobowe względem regionów geograficznych. Takie dane są nieocenione przy ministerialnych negocjacjach cen leków z koncernami farmaceutycznymi. Co dwa miesiące zmieniają się przecież listy leków refundowanych. Jeśli administrator danych wie WSZYSTKO o rynku sprzedaży leków, to koncern farmaceutyczny ma raczej słabą pozycje negocjacyjną. To akurat jest w interesie podatnika. Epidemiologia, działalność naukowo-badawcza też skorzysta. To kopalnia wartościowych danych!

Permanentna inwigilacja

Gorzej, jeśli ktoś zechce, wytyczać na podstawie takich danych „nowe” standardy. Można by np. wyliczyć, ilu pacjentów średnio na godzinę przyjmuje lekarz rodzinny i dyscyplinować tych medyków, którzy pracują poniżej normy.

Jeszcze gorzej, jeśli takie dane trafią w niepowołane ręce lub jeśli do takich danych zaczną dobierać się np. firmy ubezpieczeniowe. Banki też są żywo zainteresowane takimi informacjami. Jeśli dane medyczne (nawet szczątkowe) uzupełnimy o dane np. z naszej nawigacji samochodowej (GPS, styl jazdy), a takie dane są zdecydowanie raportowane, dodamy do tego nasze preferencje zakupowe (a robimy to „pikając” wszystkimi kartami lojalnościowymi) i do tego podzielimy się informacjami z naszego Facebooka – to takie informacje połączone przez Big Data dają całkiem wiarygodny profil człowieka. Podobno banki i Big Data potrafią z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć rozwód na długo przed jego faktycznym wystąpieniem – wystarczy dobra analiza wydatków i anomalii tych wydatków z karty płatniczej…

„Nie wytrzymam! Permanentna inwigilacja! Nie wytrzymam!” – takie słowa padają w filmie Juliusza Machulskiego „Seksmisja”. I choć od jego powstania (1983 r.) minęło 35 lat, zdanie to jest dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek.

Od Big Data do Big Brothera nie jest daleko…

Można się przed tym trochę bronić, nawet całkiem skutecznie. RODO jest na to częściową odpowiedzią. Często słyszę, że „to głupie RODO”, „że powariowali wszyscy z tą ochroną danych”. A właśnie RODO jest po to, żeby przepływ danych regulować, a przynajmniej próbować regulować.

Błyskawiczny rozwój technologii przetwarzania danych wyprzedził znacznie rozwój regulacji prawnych w tym zakresie. RODO, w pewnym stopniu, ten problem rozwiązuje. Względem automatycznego profilowania możemy wyrazić sprzeciw. Art. 21 pkt. 5 RODO stanowi, że możemy nie zgodzić się na profilowanie. Nasz sprzeciw jest prawnie wiążący dla instytucji przetwarzającej. Gdy zapytałem o ten sprzeciw w moim banku, wezwali kierownika, bronili się jak mogli, abym sprzeciwu nie złożył. Ja osobiście wolę jednak stosować inne RODO, racjonalne oddawanie danych osobowych. Polecam każdemu.

Reasumując, dobrze byłoby taką skuteczność przewidywania osiągnąć w medycynie – przewidzieć raka na dwa lata przed jego wystąpieniem? Jako informatyk wierzę w to, że tego typu technologie informatyczne będą przybliżać ludzkość do takich osiągnięć. Osiągnięcia takie mogą mieć również początki przy naszych biurkach podczas korzystania z EDM. W Big Data liczą się każde pozyskane dane. Może te wyprodukowane przy naszym biurku „zapalą” kiedyś jakąś lampkę kontrolną i jakiś bezimienny „pan algorytm” uratuje komuś zdrowie lub życie.

Dzisiaj już wiele wspomnianych wcześniej elementów funkcjonuje w praktyce. W coraz większym zakresie dane te łączą się w większe bazy, są ze sobą porównywane. Informatyzacja sektora medycznego powoli i w bólach – ale jednak – staje się faktem. Nie obronimy się przed EDM i nie obronimy się przed wszechobecnym Big Data. Taki signum temporis.

Maciej Koziejko