Kącik młodego lekarza - Nie przestajemy walczyć o polską ochronę zdrowia Drukuj
Ocena użytkowników: / 13
SłabyŚwietny 

Nie przestajemy walczyć o polską ochronę zdrowia

W krajach byłego Związku Radzieckiego panowało wśród władz państwowych przekonanie, że lekarz nie musi dużo zarabiać, bo i tak każdy pacjent z radością zasili jego budżet bezpośrednio z własnej kieszeni, i to jeszcze w ładnej, białej kopercie. Takie założenie władz dalej jest realizowane, na przykład na Ukrainie. Łapówki są tam na porządku dziennym, i niejako wliczone w naturalny dochód lekarza. Polska odcięła się grubą kreską od „związkowej” przeszłości. Łapówki w naszym kraju zarówno w służbie zdrowia, jak i w innych dziedzinach, są jednoznaczną patologią, bez znaczenia czy są wręczane przez biednego młodego przedsiębiorcę pani poseł, czy lekarzowi przez pacjenta. Mimo zmiany sposobu myślenia na temat łapówek, sposób myślenia władz polskich o wynagrodzeniu lekarzy nie uległ znaczącej zmianie. Na początku lat 90. demokratycznie wybrane władze zauważyły co prawda, że zarobki lekarzy są nieadekwatne do ich pracy, i doszli do wspaniałych wniosków, iż lekarzy jest po prostu za dużo, dlatego zarabiają za mało. Zmniejszono więc nabór na studia medyczne. Pomysł genialny w swej prostocie, po paru latach lekarze zamiast obstawiać 1 stanowisko pracy obstawiali kilka, zarobki miesięczne kosztem poświęcenia zdrowia i życia prywatnego zaczęły nieco rosnąć, ale jak to w układach żywych bywa, zdolności kompensacyjne w pewnym momencie przestają wystarczać. Skrajnego braku lekarzy nie dało się łatać w nieskończoność ograniczonymi zasobami ludzkimi, lekarze zaczęli umierać na kolejnych dyżurach z rzędu.

Michał Mazur Lekarz rezydent, członek Komisji Młodych Lekarzy Dolnośląskiej Rady Lekarskiej (Fot. z archiwum autora)Liczne kolejne nieudane reformy służby zdrowia, oraz wynikające z nich niedogodności dla pacjentów, nadmierne obciążenie lekarzy, zwłaszcza w sektorze państwowym, powodowały spadek zaufania społecznego, jak również szacunku dla zawodu lekarza. Stan taki trwał aż do zdecydowanych działań młodego pokolenia lekarzy, w których część z nas brała udział, część nic nie robiła, bo nie wierzyła w możliwość zmiany tej sytuacji. Dużym zaskoczeniem była postawa części starszych lekarzy, pracujących jakiś czas w „związkowej” rzeczywistości, gdzie lekarz niejednokrotnie dostawał mieszkanie spółdzielcze w trybie priorytetowym, a dziś już są przyzwyczajeni do patologii pracy na 2 pełne etaty, którzy otwarcie krytykowali potrzebę wprowadzania jakichkolwiek zmian.

Dziś już nikt nie ma wątpliwości, że podjęta przez nas sprawa była słuszna. 24 października 2015 roku reaktywowano Porozumienie Rezydentów Ogólnopolskiego Związki Zawodowego Lekarzy. Mimo braku solidarności zawodowej udało się nam wywalczyć na początku tego roku solidne podwaliny pod budowanie nowej jakości w służbie zdrowia. Przyjmowani pacjenci często ciepło i z uznaniem zaczęli odnosić się do mnie i wykonywanej przeze mnie pracy. Z rozmów z zaprzyjaźnionymi lekarzami wiem, że nie tylko mi się to przytrafia, zarobki rezydentów i specjalistów przestały być upokarzające, i zaczęto pomału wycofywać się z wyniszczających opt-outów. To dużo, ale jak pisał Adam Asnyk:

„Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe...
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę”.

Zgodnie z duchem tych słów nie przestajemy walczyć o polską ochronę zdrowia. W tym roku obchodzimy 100. rocznicę odzyskania niepodległości, której nikt nam nie dał, trzeba było ją wywalczyć, zarówno zbrojnie, jak i politycznie. Dalszych pozytywnych zmian też nikt nam nie da, sami musimy je wywalczyć. Ufam, że w tym przypadku obejdzie się bez czynu zbrojnego, a nasze dotychczasowe osiągnięcia przekonają niedowiarków, że zmiany są możliwe i gdy przyjdzie czas wspólnie staniemy do walki.

Michał Mazur