logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 47 gości 
Wydarzyło się - Benefis 40-lecia pracy zawodowej prof. Alicji Chybickiej Drukuj
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Benefis 40-lecia pracy zawodowej
prof. Alicji Chybickiej

Niezwykła osobowość, lekarz z powołania, społecznik. Ma charyzmę, siłę i pasję. Polscy lekarze uważają ją za niekwestionowany autorytet w leczeniu nowotworów u dzieci. Sama mówi, że nie robi nic wielkiego. Prof. Alicja Chybicka, posłanka, była senator RP, pediatra, onkolog, hematolog dziecięcy, specjalista immunologii klinicznej, opieki paliatywnej, transplantolog, kieruje Kliniką Onkologii i Hematologii Dziecięcej UM we Wrocławiu. Nieustannie rozwija ośrodek, aby zapewnić jak najlepsze warunki chorym dzieciom. Ma na swoim koncie wiele nagród i prac naukowych. Stara się zawsze trzymać tych samych zasad życiowych i ma nadzieję, że nie ma wielu wrogów. Jak twierdzi ludzie w większości są dobrzy, trzeba tylko do nich umiejętnie podejść, wydobyć z nich dobro, którego każdy ma w sobie wiele. Marzy o tym, aby jej zawód przestał istnieć.

Fot. z archiwum A.Ch.Niedawno mieliśmy okazję uczestniczyć w kameralnej i rodzinnej wręcz uroczystości, okrągłej rocznicy 40-lecia pracy zawodowej prof. Alicji Chybickiej. Zanim ustawiła się długa kolejka gości z życzeniami, głos zabrała bohaterka wieczoru. – Wszystko można, trzeba tylko chcieć. To nieprawda, że się nie da. Mam jeszcze wiele różnych szaleńczych planów i pomysłów, które zrealizuję, nawet jeśli inni będą oponować – mówiła prof. Alicja Chybicka.

Dzieci z Kliniki wręczyły Jubilatce laurkę, którą przygotowały z pomocą prof. Bernardy Kazanowskiej, a współpracownicy koszulkę z nadrukiem zdjęć całego zespołu. Prezent był natychmiast rozpakowany i przymierzony. Prof. Danuta Zwolińska, w imieniu własnym, członków DTP i lekarzy rodzinnych z całej Polski powiedziała: – Prof. Chybicka jest osobą niezwykłą, z której emanuje niezwykle pozytywna energia, osobą empatyczną, która z łatwością przyciąga do siebie innych.

– Mistrzu drogi, zwykły człowieku – od tej części załogi, która niesie pomoc psychologiczną, i naukę, pragniemy w dowód wielkiego przywiązania prosić o przyjęcie tego pociągu (z tekstury ), który jest symbolem. Tutaj parowozem jest pani profesor, dzieci i rodzice są wagonikami i nie wiem, czy to będzie dobra czy niedobra informacja, ale my się nigdy nie odczepimy od pani profesor – tak brzmiały życzenia od zespołu nauczycielek i psycholożek ze szkoły działającej przy klinice.

Prof. Chybicka odpowiedziała: – Wszystko co osiągnęłam to zasługa bardzo wielu ludzi. Gdyby nie moja wspaniała rodzina, mąż nie osiągnęłabym połowy tych rzeczy. Gdyby nie zespół, którym mam zaszczyt kierować, mój nauczyciel prof. Bogusławska-Jaworska, pewnie nie umiałabym tego, co umiem. Moi wspaniali zastępcy tak prowadzą klinikę, że zastanawiam się, czy jestem w niej potrzebna. Człowiek sam nic nie znaczy. Tak naprawdę przez całe moje życie najważniejszy był człowiek, szczególnie ten chory, mały, walczący z chorobą. Ja dla siebie niczego nie potrzebuję. Cieszę się, że na moich oczach, choć nie moja to zasługa, z 15 proc. wyleczalności w roku 1975 doszliśmy do ponad 85 proc. Zatem prawie każde dziecko ma szansę na życie. To jest fantastyczne. Właśnie dla tych dzieci jestem gotowa zaśpiewać, pobiec w maratonie czy wejść na Kilimandżaro.

Po prostu mama

– Dla mnie moja mama całe życie była po prostu mamą. Zupełnie zwyczajną. Dwie nogi, dwie ręce, jedno serce – mówił Mirosław Chybicki. Starszy syn pani profesor opowiadał o wspólnych wypadach w góry, rodzinnym zwiedzaniu Europy, niezwykłej aktywności Jubilatki, dziękował też za trud wychowania. – W rodzinie było bardzo dużo wzajemnego szacunku i wsparcia. Myślę, że ten etos pracy płynął od dziadka. Pracowitość, uczciwość, prawość i ogromny upór – mówiła córka Aleksandra Chybicka-Myszka. Jej zdaniem pani profesor świetnie sprawdza się w roli babci, mimo ogromu obowiązków zawsze znajduje czas dla wnuków i za to ją podziwia. – Mama jest kochana przez wnuki. Kiedy ogląda z nimi bajkę, śmieje się najgłośniej i najlepiej się przy tym bawi. To też jej sposób na rozładowanie stresu. Lubi oglądać niemądre filmy, śmiać się z gagów. Podczas imprez rodzinnych czy spotkań towarzyskich milczy, robi komuś kawę, słucha, nigdy nie jest tą, która chce kogoś przekrzyczeć. Moja mama zawsze była świetnie zorganizowana nie tylko w pracy, ale i w domu. Przez całe życie dostawaliśmy kartki, co kto ma zrobić, podzielone na zadania. Te kartki pisze do dziś, choć jesteśmy w erze tabletów. Tak „zarządzani” byliśmy w dzieciństwie – podkreślała córka. Dzieci pani profesor wspominały bez żalu, że mamy nie było stale w domu, że miały dobre zastępstwo, że pozytywne nastawienie do świata odziedziczyli właśnie po niej, bo marudzić nie należy. – Postrzegam mamę jako człowieka z pasją i ja też mam to w sobie. Moja mama jest działaczem. Jeszcze nie skończy dobrze o czymś mówić i już działa. Bez mówienia także i mnie się to podoba. Ma dużo cech mistrza olimpijskiego, który sięga po najwyższe laury, nieustannie stawia sobie wyzwania. Jak się na coś uprze, to żadna przeszkoda jej niestraszna. W sytuacjach kryzysowych zawsze zwracamy się najpierw do niej. To jest chodząca interwencja kryzysowa. Nawet moi znajomi, znajomi braci czy rodziców dzwonią do mamy z prośbą o pomoc – opowiadała A. Chybicka-Myszka.

Prof. Alicja Chybicka jakiej nie znacie…

Od lat bez umiaru korzysta ze słońca – wspomina córka i dodaje: – Ma słabość do słodyczy. Zawsze się nimi objadała. Nie jest w tej kwestii wzorem do naśladowania, ale wyznaje zasadę, że jak się coś lubi, to trzeba znaleźć sposób, aby to robić. Jeszcze jedna pasja prof. Alicji Chybickiej to czytanie Harlequinów – wyznaje p. Ola. – W samochodzie mojej mamy znajduje się pełno romansideł. Tak właśnie moja mama, bardzo mądra pani profesor odreagowuje stres. Jej życiowe motto brzmi: Nie ma problemów nie do rozwiązania. Nie ma celów nie do zrealizowania. Wstydzić trzeba się tylko złych czynów. Robić to, co dyktuje serce.

Magdalena Orlicz-Benedycka

 

Zaloguj się aby komentować.