logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 82 gości 
Zagubiona tożsamość lekarska - DEHUMANIZACJA MEDYCYNY ZAGRAŻA LEKARZOM I PACJENTOM Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

DEHUMANIZACJA MEDYCYNY
ZAGRAŻA LEKARZOM I PACJENTOM

Wiele problemów medycznych można rozwiązać bez badań, cierpliwie słuchając skarg chorego i wyjaśniając mu ich podłoże. Niestety brakuje obiektywnych narzędzi weryfikacji psychologicznej studentów medycyny, mierzonej np. poziomem empatii czy umiejętnościami komunikacyjnymi. W dobie dehumanizacji medycyny zagrożeniem dla tradycyjnego funkcjonowania zawodu lekarza jest fenomen 120 tys. uzdrowicieli praktykujących w Polsce. Jest ich więcej niż medyków w naszym kraju. Z ich usług korzysta ponad milion osób! To cena, jaką płacą lekarze za brak umiejętności prowadzenia rozmowy z pacjentem. To również obniżanie prestiżu medycyny.

 

 

Rozwój medycyny spowodował zanik potrzeby komunikowania się z pacjentem. Czy lekarz stał się zatem wyłącznie świadczeniodawcą?

Prof. dr hab. Włodzimierz Piątkowski, kierownik Zakładu Socjologii Medycyny i Rodziny, Instytut Socjologii UMCS; kierownik Samodzielnej Pracowni Socjologii Medycyny Katedry Nauk Humanistycznych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie

Zacznijmy od tego, że zmienia się podstawowe pojęcie choroby, obecne od tysięcy lat w medycynie. Lekarze zajmowali się i zajmują chorobami ostrymi. Jednak trzy typy chorób zmieniają relację lekarza z pacjentem. Są to choroby chroniczne, cywilizacyjne i funkcjonalne, stanowią one ok. 60 proc. chorób, z jakimi lekarze mają do czynienia. W chorobach chronicznych medycyna nie może przywrócić całkowitego zdrowia pacjentom. Mamy zatem do czynienia z przesunięciem akcentu na socjoterapię, psychoterapię czy pracę z rodziną. Rola aspektów socjopsychologicznych w chorobach ostrych to 5-10 proc., a w przypadku chorób chronicznych szacuje się na 40-50 proc. Te zjawiska są widoczne w klinikach i na poziomie lekarza pierwszego kontaktu. Tutaj ważne i potrzebne są przedmioty humanizujące, które powinny mieć mocniejszą pozycję niż mają obecnie, a chodzi tu głównie o socjologię i psychologię. Z kolei choroby cywilizacyjne to makrospołeczne czynniki etiologiczne, które działają na 7-8 mln Polaków. Podsumowując, zmienia się obraz chorób, zwiększa się rola przedmiotów humanizacyjnych. Na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie mamy np. powołaną niedawno Samodzielną Pracownię Komunikacji z Pacjentem.

Prof. dr. hab. Marek Ziętek, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu

Dziś absolwentom, lekarzom praktykującym, a nawet studentom brak czasu na swobodną rozmowę z pacjentem. Część wywiadu, który przeprowadzany był kiedyś w spokojnej atmosferze, zastąpiły formularze i ankiety, które wypełnia sam pacjent lub lekarz. Naturalnie musimy iść z duchem czasu, nic nie zastąpi jednak bezpośredniego kontaktu, ciepłego gestu i życzliwego uśmiechu. Jeżeli nie ma więzi, relacji człowiek – człowiek, gorsze są efekty leczenia. Mamy do czynienia z zaszufladkowaniem pacjenta, jego przedmiotowością, a nie podmiotowością. Dlatego pacjenci narzekają na kontakty z lekarzami, uważają, że ci nie mają dla nich czasu, że postępują z nimi obcesowo, że są niemili.

Dr n. med. Jakub Trnka, przewodniczący Komisji Etyki DRL

Niestety coraz częściej lekarz staje się usługodawcą. Mówi się przecież o „usługach/procedurach medycznych”, „algorytmach postępowania”. I duża część pacjentów przychodzi do lekarza właśnie z oczekiwaniem „wykonania usługi”. I potem bezwzględnie próbują rozliczać lekarza z tego „wykonania”. A przecież proces leczenia to coś więcej niż tylko usługa. Ostateczny wynik leczenia jest wypadkową wielu różnych czynników. Bardzo ważnym elementem scalającym te czynniki jest wzajemne zaufanie. A jak to wygląda dzisiaj? Pacjenci tracą zaufanie do lekarzy, media informują o kolejnych procesach przeciwko lekarzom, tworzy się coraz więcej systemów „obrony” pacjentów przed lekarzami. Taka atmosfera powoduje, że gwałtownie spada wzajemne zaufanie pomiędzy pacjentem i lekarzem. A to zaufanie od wieków było przecież fundamentem tych relacji.

Prof. dr hab. Piotr Szyber, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej USK we Wrocławiu

Studenci i młodzi lekarze szukają w internecie informacji „skrótowej”, brakuje im oczytania, a w rozmowie z pacjentem nie potrafią zróżnicować sposobu własnej rozmowy z możliwością jego percepcji. Tymczasem każdy musi być traktowany indywidualnie i musi zrozumieć, co się do niego mówi. Jeśli lekarz nie jest „psychologiem”, nie wyczuje tego, tworzy się dystans. Jestem biegłym sądowym i powiem, że bardzo często sprawy sądowe wynikają z niedoinformowania, czyli braku komunikacji. Inną sprawą jest fakt, że chory oczekuje przede wszystkim empatii, a bycie empatycznym może mieć różne skutki. Nawiązanie więzi z pacjentem jest dużą sztuką. Trzeba poznać jego osobowość, aby odpowiednio z nim rozmawiać. Mankamentem współczesnej medycyny jest oparcie się tylko na środkach elektronicznego przekazu diagnostycznego, bez komunikacji werbalnej z pacjentem, bez dobrze zebranego wywiadu, który ukierunkowuje diagnozę i tok postępowania. Kiedy się kształciłem ważne było też badanie fizykalne, którego aktualnie uczymy studentów, ale ci często pytają po co nam to? Wywiad i badanie fizykalne były integralną częścią badania. Natomiast młodzi lekarze wolą wykonać badania. Czy tak powinno być? Rozwój medycyny spowodował zanik potrzeby komunikowania się z pacjentem, co z punktu widzenia chorego jest jednym z największych mankamentów współczesnej medycyny. Dzisiaj pacjent potrzebuje bardziej partnera do rozmowy.

Dr n. med. Anna Szymańska-Chabowska, Klinika Chorób Wewnętrznych USK we Wrocławiu

Zarówno w programie studiów, jak i podczas szkoleń specjalizacyjnych brakuje szerokiego omówienia zagadnień z zakresu psychologii i prawa medycznego. W codziennej praktyce często pojawia się dylemat: do czego jako lekarze mamy prawo, a do czego nie. Nie przypominam sobie zajęć na temat „jak rozmawiać z pacjentem”, były natomiast szeroko omawiane zasady wywiadu lekarskiego, a to nie jest to samo. Do naszej kliniki, na zajęcia i praktyki powinni przychodzić studenci sprawnie i bez większych problemów przeprowadzający wywiad lekarski, a z doświadczenia widzę, że oni boją się pacjenta. Często działają na zasadzie: lepiej zróbmy badania zamiast usiąść i porozmawiać. Przecież wiele problemów medycznych można rozwiązać bez badań, cierpliwie słuchając skarg chorego i wyjaśniając mu ich podłoże. Problemem jest też brak odpowiednich narzędzi kwalifikacyjnych dla kandydatów na lekarzy, uwzględniających umiejętności nawiązywania przez nich kontaktu z drugą osobą, jej zrozumienia i chęci pomocy. Myślę, że od inwencji każdego wykładowcy zależy przekazanie swoim studentom zasad holistycznego spojrzenia na chorego i umiejętności rozmowy z nim. Studenci, chociaż często zadają trafne pytania merytoryczne, nie zawsze wiedzą jak np. powiedzieć choremu, dlaczego jego leczenie nie jest skuteczne, nie kończy się sukcesem.

Lekarze skarżą się, że nadmierna biurokracja uniemożliwia im właściwy kontakt z pacjentem i ogranicza czas na swobodną rozmowę…

Dr n. med. Jakub Trnka

Pozytywne oddziaływanie na psychikę chorego wymaga czasu, a tego pacjentom i lekarzom zaczyna brakować najbardziej. W dzisiejszych czasach te sprawy zaczynają się komplikować. Najczęściej lekarz ma bardzo ograniczony czas, jaki może poświęcić pacjentowi. Treść informacji staje się ważniejsza od jej formy. Wszyscy żyjemy w pośpiechu, zwłaszcza w pracy, gdzie musimy wykonywać coraz więcej rzeczy w coraz krótszym czasie. Z moich rozmów z lekarzami wynika, że chcieliby poświęcać więcej czasu i troski pacjentowi, ale „taśma produkcyjna” jest tak ustawiona, że jest to praktycznie niemożliwe. Ale przecież to nie oni ustawiają tę taśmę. Warunki pracy lekarzy zależą już w coraz mniejszym stopniu od lekarzy. Decydują o tym menadżerowie kierujący placówkami medycznymi, którzy z kolei muszą spełniać warunki narzucane im przez inne podmioty, np. NFZ. Lekarze i etycy mogą co najwyżej apelować o uwzględnianie pewnych standardów, ale jak pokazuje doświadczenie, etyka najczęściej przegrywa z ekonomią.

Prof. dr hab. Włodzimierz Piątkowski

W krajach UE przeprowadzono niedawno eksperyment. W różnych państwach pytano lekarzy o brak czasu i proszono o wskazanie, ile minut potrzebowaliby na nawiązanie optymalnej interakcji. Ankietowani lekarze określili ten czas na ok. 20 minut. W następnym etapie eksperymentu dano im do dyspozycji 20 minut na rozmowę pacjentem. Respondenci byli w stanie zagospodarować sensownie około 5 minut! Pozostałe 15 minut siedzieli bezczynnie, byli skrępowani sytuacją i nie wiedzieli, jak prowadzić rozmowę. To pokazuje, że „słynny brak czasu” to raczej wymówka niż rzeczywisty powód, a tym powodem jest zmarginalizowanie nauk o zachowaniu. Jeżeli tych przedmiotów podczas studiów będzie w dalszym ciągu 4 proc. (powinno być 15 proc.), a pamiętajmy, że program studiów został drastycznie zmniejszony, przedmioty z tej grupy zostały „ściśnięte”, niektóre wyeliminowane, to w efekcie niesie to zagrożenie dla jakości interakcji. Obecnie odnotowuje się ok. miliona trzystu tysięcy wizyt u uzdrowicieli. Dodajmy, że program studiów medycznych jest w znacznej części nieprzystosowany do realiów współczesnego rynku medycznego. Za mało jest socjologii, brakuje przedmiotów biznesowych, socjologii praktycznej. Powinna się rozwijać bioetyka, nauki o komunikacji z pacjentem itd. Ważne, aby uświadomić lekarzom, że propozycja medycyny holistycznej z udziałem kilku przedmiotów nieprzyrodniczych, daje lekarzowi w XXI wieku większą szansę skuteczności.

Lekarze funkcjonują w pewnym systemie. Muszą więc dostosować się do przepisów, ustaw i warunków finansowania procedur. To prawda, ale tylko częściowa…

Prof. dr hab. Włodzimierz Piątkowski

Wraz z innymi socjologami badałem opinie lekarzy na temat reformy służby zdrowia („Zdrowie i choroba. Perspektywa socjologiczna”). Większość medyków, mimo narzekań na system, świetnie sobie radzi w tej przysłowiowej „mętnej wodzie”. Rzecz polega na tym, że obecnie projekt biznesowy udaje się wtedy, gdy lekarz jedną nogą tkwi w biurokratycznym, niesprawnym systemie, na który narzeka, a zarabia w prywatnych klinikach i gabinetach. Ten swoisty „układ” pasożytuje na publicznej służbie zdrowia.

Prof. Marek Ziętek

Uważam, że błąd leży w niedofinansowaniu opieki zdrowotnej. Dyrektorzy szpitali i administracje centralne tną koszty w administracji, obsłudze technicznej. To z kolei powiększa zakres pracy innego personelu. Sekretarka medyczna powinna wprowadzać wszystkie podstawowe dane pacjenta, może też zebrać wywiad bardzo ogólny, dotyczący stanu zdrowia pacjenta lub kondycji pacjenta. Natomiast dehumanizacja naszego zawodu polega również na postrzeganiu pacjenta wyłącznie jako źródło naszego dochodu. W sytuacji kiedy nie patrzymy na niego jako na element przynoszący nam określoną kwotę na konto, ale patrzymy jak na człowieka chorego i przy okazji leczenia zarabiamy pieniądze, to jest bardziej normalna sytuacja.

Co zrobić, by proces dehumanizacji medycyny powstrzymać?

Pierwszy problem dotyczy finansów, czyli płacenia za czas pracy lekarza, aby mógł poświęcić więcej czasu pacjentowi. Druga kwestia to usprawnienie narzędzi informatycznych. Trzecia sprawa to kwestia wychowania. Mamy na uniwersytecie wielu nauczycieli i zespoły, które funkcjonują pod opieką mądrych szefów. Tam jest czas na rozmowę, lekarze pracują po godzinach i tam jest właściwe podejście do pacjenta. Mamy też takie jednostki, gdzie pacjent jest przedmiotem, gdzie trzeba szybko go „załatwić”, szybko się go pozbyć i wprowadzić dane do NFZ, aby uzyskać refundację. Kiedy szef jest kiepskim lekarzem, niemającym podejścia do pacjentów, to tak samo postępują jego asystenci.

W jakim kierunku zmierza zdehumanizowana medycyna?
Czy zmieni pozycję medyka w systemie?

Dr n. med. Anna Szymańska-Chabowska

Doczekaliśmy takich czasów w medycynie, że zdecydowanie łatwiej jest wykonać kolejne badania i postawić diagnozę, właściwie bez rozmowy z pacjentem. To jest oczywiście zły kierunek. Dostępność badań diagnostycznych w pewnym sensie zaszkodziła i pacjentom, i nam. Rozmowę z chorym zastępuje skomplikowana technika, droga aparatura. Nie chcę przez to oczywiście powiedzieć, że postęp technologiczny w naukach medycznych jest niepotrzebny. Rozmowa jest jednak najważniejszą częścią relacji lekarz – pacjent. Psychika pacjenta jest jednym z podstawowych ogniw, które nam pomaga w odniesieniu sukcesu leczniczego.

Co możemy zrobić, aby relacje lekarza z pacjentem były bardziej życzliwe?

Prof. Wojciech Witkiewicz, dyrektor WSSK we Wrocławiu

Wszyscy jesteśmy ludźmi, czasami przytłacza nas ogrom bólu i cierpienia, z jakim stykamy się na co dzień w swojej pracy… Jednak pamiętajmy, że po drugiej stronie są osoby, często przestraszone samym faktem, że znalazły się w szpitalu, w tym specyficznym, sterylnym środowisku, do którego my już przywykliśmy. Kiedy przychodzi do mnie pacjentka, powiedzmy starsza pani, staram się być cierpliwy, raczej zachęcić do rozmowy, bo jeśli ją zniechęcę mogę nie uzyskać kompletu informacji potrzebnych do postawienia prawidłowej diagnozy. Mało tego, jeśli spotkanie będzie dla niej przykre, może już do mnie nie wrócić, a co gorsza zrazić się ogólnie do szpitali, lekarzy i „machnąć ręką” na dalsze leczenie. Warto też zastanowić się, jak chciałbym, żeby inny lekarz potraktował moją mamę? I w końcu, jaki był powód, dla którego zostałem lekarzem? Bez rozmowy nie jesteśmy w stanie nikomu pomóc. Lekarze komunikując się z pacjentem często skupiają się na przekazaniu informacji, a nie na formie przekazu. Słowa, pojęcia, myśli – to domena psyche, czyli duszy albo świadomości. Od czasów Kartezjusza nastąpił silny rozłam pomiędzy naukami ezoterycznymi a biologią i medycyną, które zajmują się wyłącznie światem materialnym. Tak więc domeną współczesnej medycyny jest troska o ludzkie ciało, a sprawy psyche, umysłu i ducha pozostały w sferze religii i filozofii. Współczesna medycyna nie patrzy na człowieka jak na jedność ciała i duszy i za wszelką cenę chce zajmować się wyłącznie cielesnym wymiarem człowieka. Lekarze w pośpiechu, w całej tej biurokracji, w dobie elektroniki i robotów, zaczynają widzieć pacjenta jako jednostkę chorobową, często jako ciekawy przypadek medyczny, a przestają widzieć człowieka.

Magdalena Orlicz-Benedycka

 

Zaloguj się aby komentować.