logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 50 gości 
Komentarz aktualny Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Komentarz aktualny

Jeśli ktoś myśli, że działając w jakiejkolwiek sferze publicznej można uciec od polityki, to się myli. Jest ona wszechobecna, a każdy, kto chce coś realnie zrobić, musi wejść – prędzej czy później – w krąg jej wpływu, narażając się równocześnie na przykre konsekwencje efektów ubocznych takiej działalności. Zaczął ostatnio tego doświadczać obecny minister zdrowia, a były prezes Naczelnej Rady Lekarskiej – Konstanty Radziwiłł. Temat ochrony zdrowia w warunkach permanentnego niedofinansowania systemu jest zawsze nośny, a wyborcy i szczególnie politycy bardzo szybko zapominają, jak to do niedawna ze zdrowiem było, i z pasją zaczynają atakować następców. Prawo pierwszego strzału dostał znany ze swojego, mówiąc delikatnie, powierzchownego podejścia do rzetelności dziennikarskiej tygodnik „Newsweek”, epatując czytelników artykułem „Książę”, zamieszczonym w numerze 19/2016. Pomijając szczegóły, główną tezą artykułu było „rewelacyjne” doniesienie, że jakoby pan minister na samym początku swojej drogi sprezentował Naczelnej Izbie Lekarskiej, czyli swoim kolegom lekarzom, 16 milionów złotych za wątpliwy, według gazety, zwrot kosztów za czynności przejęte niegdyś od administracji państwowej. Nie wnikając w kompletnie pomieszane fakty, liczby, wnioski i pojęcia, warto przypomnieć, jak było naprawdę z tymi pieniędzmi, które w wyniku długich negocjacji i sporów sądowych trafiły do kas WSZYSTKICH izb, a nie tylko Naczelnej.

W 1989 roku samorząd lekarski w ramach reform przejął do realizacji wiele zadań od administracji państwowej: wydawanie praw wykonywania zawodu, prowadzenie rejestrów i spraw z zakresu odpowiedzialności zawodowej. Wszystkie koszty tych czynności miały być zrefundowane, co zagwarantowano ustawowo w 1989 roku, a następnie w roku 2009. Niestety, jak to zazwyczaj bywa z reformami samorządowymi, środki przekazywane izbom przez Ministerstwo Zdrowia były dużo mniejsze niż rzeczywiste ich wydatki i nie rosły mimo stałego wzrostu kosztów. W ostatnich latach doszło do tego, że refundacja ograniczała się do 20 proc. faktycznie poniesionych przez izby nakładów. Czynności wykonywane dla państwa były więc w większości pokrywane ze składek lekarskich, a nie z budżetu państwa. W ostatnich latach część izb lekarskich wstąpiła na drogę sądową, w tym i nasza. Dwie izby swoje procesy zakończyły z powodzeniem i odzyskały pokaźne kwoty. Wygrane procesy potwierdziły, że izbom lekarskim za czynności wykonywane w imieniu administracji państwowej należą się pieniądze z budżetu państwa, a nie ze składek ich członków. W 2014 roku ówczesny minister zdrowia przekazał Naczelnej Izbie Lekarskiej 383 092 zł, a 23 okręgowym izbom lekarskim łącznie 1 726 271zł; w 2015 roku Naczelna Izba Lekarska otrzymała 597 542 zł, a izby okręgowe 2 954 147zł; natomiast minister Radziwiłł zaproponował na 2016 rok Naczelnej Izbie Lekarskiej 841 599 zł, a izbom okręgowym 5 534 196 zł. Przy czym koszty poniesione przez izby lekarskie w 2015 roku wyniosły ogółem 11 629 387 zł (1 534 344 zł po stronie NIL, 10 095 043 zł po stronie izb okręgowych). Za lata 2007-2015 łączny dług Ministerstwa Zdrowia w stosunku do Naczelnej Izby Lekarskiej wyniósł 8 014 229 zł, a za ten sam okres wobec 23 okręgowych izb lekarskich – 50 162 677 zł! Minister Radziwiłł musiał zmierzyć się z tematem wieloletniego zadłużenia wobec izb. Podjął rozmowy, które dotyczyły zwrotu kosztów poniesionych na zadania państwowe za lata 2007-2015. Po długich negocjacjach Naczelna Izba Lekarska i wszystkie 23 izby okręgowe solidarnie zgodziły się na przyjęcie 1/6 długu, czyli 10 000 000 zł (1 229 748 zł dla NIL i 8 770 252 zł dla izb okręgowych) w zamian za odstąpienie od procesów sądowych.

W dzisiejszej polityce fakty mają jednak małe znaczenie. Najważniejsza jest agresja i jak największy rozgłos w myśl zasady: nieważne, co o nas mówią, ważne, żeby mówiono cokolwiek i nazwisk nie pomylono. Niemal natychmiast przystąpiono do kolejnych ataków na nasz samorząd: w maju grupa posłów Ruchu Kukiz’15 wystosowała kuriozalną interpelację, w której zwrócono się do ministra zdrowia z żądaniem przeanalizowania zagadnienia związanego z wysokością opłat członkowskich pobieranych od lekarzy na rzecz (sic!) Naczelnej Izby Lekarskiej, za które… kilka izb zakupiło jachty o znacznej wartości dla własnego użytku! Pojawił się także zarzut, że Naczelna Izba Lekarska otrzymała… 16 milionów złotych dotacji z Ministerstwa Zdrowia! Te nazwiska warto zapamiętać, żeby natychmiast zapomnieć: posłowie Jarosław Sachajko z Chełma, Jakub Kulesza z Lublina, Paweł Skutecki z Bydgoszczy i Jerzy Kozłowski z Kalisza popisali się kompletną ignorancją, nie zadając sobie nawet trudu rozróżnienia izby naczelnej od okręgowych. Gdy czyta się takie interpelacje, na usta ciśnie się cytat autorstwa filmowego dr. Strosmayera z popularnego niegdyś serialu „Szpital na skraju miasta”: „Gdyby głupota miała skrzydła, latałaby Pani jak gołębica”.

Ale stawiam dolary przeciwko orzechom, że to dopiero początek…

Paweł Wróblewski

 

Zaloguj się aby komentować.