logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 88 gości 
Czy etyka lekarska jest potrzebna? - LEKARZEM SIĘ JEST CZY BYWA? KILKA REFLEKSJI ETYKA Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Utożsamiać się z zawodem – wykonywać zawód

LEKARZEM SIĘ JEST CZY BYWA?
KILKA REFLEKSJI ETYKA

Truizmem jest stwierdzenie, że istnieją zawody, które wpisują się w kategorię powołania, które określają tożsamość człowieka głębiej niż inne. Czynią one płynnymi, a nierzadko znoszą granicę pomiędzy czasem przeznaczonym na pracę i czasem wolnym. Wykonywanie tych zawodów jest ściśle związane z całościowym projektem życiowym, zwanym właśnie powołaniem. To zawody tzw. wysokiego zaufania społecznego, które nakłada na ich przedstawicieli szczególne obowiązki moralne oraz etyczne, i wymaga od ich przedstawicieli postawy szczególnej troski w stosunku do powierzonych im spraw. Tradycyjnie i powszechnie do katalogu tych zawodów zaliczany jest lekarz.

Prof. dr hab. Krzysztof Stachewicz Filozof, etyk, profesor zwyczajny Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej. Główne obszary zainteresowań: etyka, metaetyka, aksjologia, antropologia filozoficzna. Wydał pięć książek autorskich, m.in.: „Problem ugruntowania moralności. Studium z etyki fundamentalnej”, „Milczenie wobec dobra i zła. W stronę etyki sygetycznej i apofatycznej”, „Żyć i rozumieć” i zredagował cztery wieloautorskie. Opublikował ponad sto artykułów i rozpraw naukowych. (Fot. z archiwum autora)Postawić tu wypada pytanie bardziej ogólnej natury, mianowicie, co powoduje zaliczenie określonego zawodu do tej kategorii? Wydaje się, że przede wszystkim ranga wartości, które są zadane i wpisane w pole odpowiedzialności określonego zawodu. W polu odpowiedzialności nauczyciela leżą wartości związane z edukacją i wychowaniem młodego pokolenia, polityka – sfera związana z dobrem wspólnym, naukowca – sfera związana z szeroko rozumianą prawdą etc. W przypadku lekarza jest to życie i – związane z nim ściśle – zdrowie człowieka. Ta druga wartość wcale nie jest – jak czasem się to ujmuje – najwyższa, ale nie ulega wątpliwości, że stanowi dla człowieka dobro najbardziej fundamentalne. Bez tej wartości trudno wszak realizować jakiekolwiek inne dobro, także wyższe. Banalny ból zęba potrafi skutecznie skupić na sobie całą uwagę i uniemożliwić jakiekolwiek działanie niezwiązane z nim bezpośrednio. Tym bardziej konstatacja powyższa odnosi się do życia. Fundamentalność życia i zdrowia, ich charakter fundacyjny wobec innych wartości czy dóbr uzasadnia i uprawomocnia szereg obowiązków i powinności moralnych związanych z ich ochroną. Adresatem owych zobowiązań są poniekąd wszyscy ludzie, ale i instytucje społeczne czy państwowe. Normatywność ta w sposób szczególny dotyczy jednak lekarza. W takiej perspektywie odpowiedź na pytanie postawione w tytule artykułu jawi się jako oczywista. Lekarzem się jest. Bywa się, dla przykładu, fryzjerem, szewcem, krawcem, sprzedawcą, hydraulikiem. A to dlatego, że wartości estetyczne, ekonomiczne czy użytecznościowe mają radykalnie inny status bytowy i normatywny niż życie i zdrowie człowieka. Można więc mówić o aksjologicznej i moralnej odmienności zawodów ze względu na typ wartości, które są realizowane przez przedstawicieli danego zawodu. Poziom ich fundamentalności, a w pewnych przypadkach także ich uhierarchizowania, określa bowiem charakter aksjologiczny i moralno-etyczny zawodu.

Fundamentalność wartości życia ludzkiego sprawia zatem, że zawód lekarza z jednej strony jest wpisany w szereg niełatwych zobowiązań moralnych oraz obudowany zostaje bogatą infrastrukturą prawną, a z drugiej strony staje się zawodem o sporym potencjale zaufania społecznego i związanego z tym prestiżu. Oczekiwania wobec lekarzy, ich postaw i zachowań nierzadko doznają zawodu i rodzącej się z tego powodu frustracji. Z drugiej strony wpisywanie się wielu medyków w swoisty wzór moralny i etyczny budzi szczególny podziw i społeczne uznanie. Literackie postacie moralnie dobrych, często heroicznych w swym działaniu, lekarzy wchodzą do pewnego typu kodów językowych. Doktor Judym z powieści Stefana Żeromskiego, jest tego najlepszym przykładem. To lekarz, który swoje powołanie postawił ponad osobiste szczęście i wyrzekł się miłości, skazując na niechcianą przecież przez niego samotność. Fraza „prawdziwy lekarz” odnosi się do medyka, który ze swego zawodu uczynił rdzeń swej osobowości, a jednocześnie fundament swej osobowej tożsamości. Kategoria tożsamości przeżywa jednak współcześnie wiele zagrożeń, o których kilka słów poniżej.

Ponowoczesne problemy z tożsamością

Czasy tzw. płynności ponowoczesnej – w których, jak przekonuje wielu socjologów i filozofów, żyjemy – sprawiają człowiekowi niemało kłopotów ze swą tożsamością, w tym z tożsamością zawodową. Stałość wszak pozostaje w konflikcie ze zmiennością. Trafnie pisał o tym Sławomir Mrożek: „Świat stał się bieganiną, każdy biega z miejsca na miejsce i pyta drugiego: Nie było tu mojego Ja? Szukam go wszędzie. Nie, ale może Pan widział moje tam, skąd Pan przybywa. Tu tamtego nie było, tego tam nie ma. Więc znowu pędzą, a wszyscy zdyszani. Już nawet ćwierćinteligent wie, że musi szukać swojego Ja, zamiast się czegoś porządnie nauczyć. Szukanie swojego „ja" to zajęcie, które usprawiedliwia każde głupstwo, a nawet zbrodnię, nie mówiąc o zwyczajnej nieodpowiedzialności. A ponadto nadaje wyraz głębokiej troski intelektualnej imbecylom i zalotnisiom” (S. Mrożek, Małe listy, Dialog 7, 1977). Współbrzmi z tym diagnoza znanego socjologa Zygmunta Baumana: „Olbrzymi kram wypełniony wszelakimi kostiumami, a przed kramem tłoczy się tłum złożony z poszukiwaczy „Ja”… Przebierać się można w nieskończoność, jakaż więc wolność nieograniczona, o ile maskaradę uznamy za rzeczywistość… Szukajmy więc swojego „Ja”, pyszna to zabawa – pod warunkiem, że nigdy go nie znajdziemy. Wtedy byłby koniec zabawy” (Z. Bauman, Moralność w niestabilnym świecie, Poznań 2006, s. 27). Mamy tu dystans, ironię, sarkazm, ale i trafność diagnozy. Żyjemy wszak w czasach prymatu „bywa się” nad „jest się”, epizodu i fragmentu nad całością, niezbornej serii życiowych uwarunkowań losowych nad logikę życia etc. To nie przypadek, że nasze tytułowe pytanie może się pojawiać we współczesnym świecie, we wcześniejszych epokach byłoby wszak uznane za dość nietwórczą próbę prowokacji. Dziś staje się pytaniem sensownym, wymagającym namysłu i oczekującym odpowiedzi.

Pytanie o czynnik tożsamości lekarza jest wielowarstwowe i może być odnoszone do bardzo różnych płaszczyzn, jak choćby ukończenie studiów medycznych, prawo wykonywania zawodu, praktyka lekarska etc. Można jednak pytać o – i zdaje się ta płaszczyzna być wyróżniona ze względu na swą fundamentalność – tożsamość lekarza w perspektywie jego odniesienia do ethosu, rozumianego tu jako przestrzeń normatywności moralnej związanej z wykonywaniem tego zawodu, jako przestrzeń odpowiedzialności. Ale zanim przejdziemy do uwag związanych z ethosem, krótko zarysujemy jeszcze jedną składową czasów, w których żyjemy.

Między zdrowiem a chorobą

Już Platon, w czasach greckiej starożytności, zauważał w jednym ze swych dialogów, że nieustanna troska o zdrowie może być chorobą. Czasy ponowoczesne zdają się czynić proroctwo z zapisanych dwa i pół tysiąca lat temu słów wielkiego filozofa. Dbanie o zdrowie zaczyna bowiem w niektórych środowiskach przybierać cechy obsesji. Tym groźniejszej, że żyjemy w dobie takiego poziomu zaawansowania potencjalnych technik diagnostycznych, że nikt zdaje się już nie być zdrowy, a stwierdzenie, że zdrowy jest ten człowiek, który nie został dostatecznie dokładnie przebadany, traci swój żartobliwy sens i coraz bardziej adekwatnie opisuje rzeczywistość. Do tego dochodzą kłopoty ze zdefiniowaniem zdrowia. Trudno odmówić słuszności niemieckiemu psychiatrze i filozofowi, gdy pisze: „Wprawdzie w naszych społeczeństwach zdrowie uważane jest za największe dobro, jednak nikt dokładnie nie wie, co to takiego” (M. Lütz, Szczęście w pigułce. Kiedy troska o zdrowie staje się chorobą, tłum. M. Dobija, Kraków 2012, s. 28). Cały ten kontekst rodzi nowe – bywa, że nadmierne – oczekiwania pacjentów wobec lekarzy, nie przyczyniając się raczej do prawidłowego ułożenia tych, i tak z istoty niełatwych, relacji. Poza tym, technicyzacja diagnostyki i terapii medycznej silnie zapośrednicza stosunek lekarza do pacjenta, prowadząc nierzadko do procesów depersonalizacji. Silne podkreślanie autonomii pacjenta, walka z jakimikolwiek przejawami paternalizmu medyków sprawia często, że decyzja lekarza staje w cieniu decyzji pacjenta i zdaje się stanowić wyłącznie pomocniczą funkcję w procesie decydowania o przebiegu leczenia. Pacjent w takiej perspektywie odczuwa dość często swoistą bezradność i „skazanie” na decyzję. Poza tym wskazywanie na rzekomą samowolę moralną lekarzy, dokonywaną na gruncie tzw. klauzuli sumienia, dopełnia obrazu. W takich klimatach „bywanie” lekarzem staje się pewną konsekwencją sytuacyjną, swoistą ucieczką od nadmiernych oczekiwań wobec siebie i od dość kakofonicznych klimatów związanych z powinnościami i oczekiwaniami. „Bywać” zamiast „być” – różnica dotyczy w tym przypadku głównie tożsamości moralnej lekarza, jego ethosu. To on nadaje zawodowi lekarza swoistą ciągłość i pozwala przezwyciężać ponowoczesne dążenia do epizodyczności. Przejdźmy zatem do kilku kwestii z tym związanych.

W kręgu ethosu lekarza: między normami a sumieniem

Niewątpliwie istnieją pewne uniwersalia aksjologiczne i moralne wcielane w poszczególne modele etyczne realizacji zawodu lekarza, a aktualność przysięgi Hipokratesa jest tego najlepszym dowodem. Odpowiedzialność, uczciwość, sprawiedliwość jako wartości stricte moralne, czy też profesjonalizm – jako wartość pozamoralna, choć nie do przecenienia dla bycia dobrym lekarzem! – to dziejowe i kulturowe niezmienniki. Z drugiej strony trzeba zwrócić uwagę na historycznie zmienne i wieloczynnikowo uwarunkowane faktycznie funkcjonujące zasady i normy z zakresu etyki lekarskiej. Jawi się pytanie o współczesny model, z jednej strony realizujący niezmienne wartości, a z drugiej dostosowany do realiów nie tylko medycznych, ale i społecznych i mentalnych społeczeństwa późnej nowoczesności. Model ten musi uwzględniać obok uniwersaliów moralno-etycznych także uwarunkowania szeroko rozumianej polityki społecznej, realizowanej w danym kraju, możliwości finansowania służby zdrowia, a także struktur mentalnych ludzi etc. Współcześnie dyskutowane są szeroko modele w pewnym sensie paradygmatycznie wypracowane przez dwóch amerykańskich myślicieli. Edmund Pellegrino (1920-2013; autor ponad 20 książek i blisko 600 artykułów) ze swą hipokratejską etyką dobra pacjenta o wyraźnie teleologicznym charakterze oraz Robert Veatch (około 30 książek w dorobku oraz ponad 500 artykułów) z propozycją medycznej etyki kontraktualistycznej (opartej na kontrakcie społecznym, choć z uwzględnieniem trwałych wartości moralnych) rozwijają dwie alternatywne wizje etyki medycznej i bioetyki, szukając podstaw dla moralności w diametralnie różnych przestrzeniach. Pierwszy z nich głównie w filozofii (antropologii, etyce i metafizyce), a drugi w szeroko pojętej refleksji prakseologicznej, zmierzającej do instytucjonalnej optymalizacji opieki medycznej, choć również tu pojawia się refleksja filozoficzna. Dyskusja między tymi stanowiskami to ważny nerw współczesnego myślenia o etyce medycznej i lekarskiej.

Warto pamiętać o odgraniczeniu etyki lekarskiej od bioetyki, gdyż nie są to synonimy, choć często są tak traktowane. Początki etyki lekarskiej sięgają głębokiej starożytności, początki bioetyki to zaledwie kilkadziesiąt lat wstecz. Ta pierwsza jest próbą normatywnego odczytania ethosu lekarza w wykonywanym przez niego zawodzie, jego moralnych powinności i zobowiązań. Bioetyka natomiast jako etyka życia narodziła się z gigantycznego postępu technik biomedycznych i jest pojęciem szerszym, gdyż odnosi się do całokształtu moralnych aspektów życia i śmierci człowieka. Obie gałęzie refleksji etycznej są oczywiście ze sobą silnie powiązane.

Lekarz pracuje w przestrzeni międzyludzkiej w sposób szczególny zarysowaną chorobą, cierpieniem, śmiercią, a więc „sytuacjami granicznymi” (Karl Jaspers). A te z istoty są brzemienne w problemy moralne, ukazując je często w ekstremalnej, a przez to w źródłowej postaci. Stąd moralność i problemy etyczne są w przypadku etyki lekarskiej nabrzmiałe nie tylko trudnościami teoretycznymi, ale i emocjami, uczuciami. Wartością szczególnie podkreślaną we współczesnej etyce jest odpowiedzialność. Jawi się ona jako wartość szczególnie istotna dla moralności lekarza. Pole odpowiedzialności, czyli te kwestie i sprawy, które leżą w przestrzeni życiowego zatroskania człowieka, które wyznaczają jego moralne obowiązki i zadania, skorelowane są m.in. z zawodem. W tej perspektywie, być lekarzem to działać we wszystkich sytuacjach, w których życie i zdrowie człowieka jest bezpośrednio zagrożone, to bowiem stanowi podstawową treść normatywną zawodowego pola odpowiedzialności lekarza. Oczywiście inaczej lekarz jest odpowiedzialny za te wartości w klinice, gabinecie lekarskim, a inaczej na ulicy, wakacjach etc. Czy jednak znajdziemy przykład sytuacji, w której jego odpowiedzialność za zagrożone życie człowieka byłaby zerowa?

W takiej też perspektywie trzeba spojrzeć na zawodowe kodeksy etyczne, na ich doniosłość, wagę, ale i fundamentalne ograniczenia. Najbardziej bowiem reprezentatywna dla etyki lekarskiej jest etyka deontologiczno-kodeksowa, skupiająca się na tworzeniu norm etycznych zapisanych w uchwalanych aktach quasi-prawnych, których lekarz ma – pod groźbą określonych sankcji – przestrzegać. Kodeks etyki lekarskiej to fundamentalny akt zobiektywizowanej normatywności moralnej. Wydaje się, że zasady etyki lekarskiej często grzeszą albo oczywistością wskazań albo braniem za pewnik czegoś, co nim bynajmniej nie jest. To temat na osobne, i to monograficzne, opracowanie. Generalnie jednak kodeksy uwrażliwiają sumienie, a często i rozum praktyczny na wiele kwestii, stanowią nierzadko drogowskaz wskazujący na optymalne z moralnego punktu widzenia rozwiązania problemów. Ich doniosłości zatem przecenić się nie da, choć trzeba wskazywać na ich uzupełniający i służebny charakter względem indywidualnej odpowiedzialności i świadomości etycznej lekarzy. Lekarz musi być człowiekiem o ukształtowanej świadomości moralnej, musi być otwarty na wartości, sytuacje moralne i ich immanentny sens, musi widzieć przed sobą żywego człowieka, który nie jest jednym z przypadków medycznych opisywanych przez ogólne sformułowania kodeksowe. Lekarz musi być człowiekiem sumienia. Jeżeli natomiast jest pozbawiony tych cech, normotwórcze ukierunkowania kodeksów etycznych niewiele zmienią w jego postępowaniu moralnym. Chyba, że lękał się będzie ewentualnych sankcji za ich łamanie i dostosuje się do ich roszczeń. Wtedy jednak nie tyle mamy do czynienia z normami etyki, lecz z normami dyscyplinarnymi typu prawnego.

Praca lekarza jest w sposób szczególny narażona na częste podejmowanie decyzji w sytuacjach, z których nie ma idealnego wyjścia. Przykłady można by mnożyć, począwszy od gabinetu internistycznego, a na klinikach transplantologicznych kończąc. Bardzo często oczekuje się od rozmaitych komisji bioetycznych takich wskazań, które zniwelowałyby grożące zło poprzez jasne i jednoznaczne wskazanie, co należy robić. Jest to oparte na wierze, iż z każdej sytuacji jest dobre wyjście i potrzeba tylko odpowiedniej teorii etycznej, żeby na jej gruncie wypracować rozwiązanie. Dla przykładu taką wiarę podtrzymuje tradycja etycznego utylitaryzmu poprzez swój klasyczny rachunek dóbr. Etyka wartości, i trudno się z tym nie zgodzić, przyjmuje jednak, iż często dochodzi do konfliktu wartości, który niezależnie od kształtu podjętej decyzji pociąga za sobą zaistnienie moralnego zła. Konstatujemy tu istnienie sytuacji, w której podjęcie którejkolwiek z możliwości obciąży działający podmiot moralnym złem, winą. Nicolai Hartmann, dwudziestowieczny niemiecki etyk, zauważył w tym kontekście, iż zadaniem człowieka w takiej sytuacji jest podejmowanie decyzji, działanie i branie na siebie odpowiedzialności za zaistnienie zła. Według tego myśliciela człowiek nie może przejść przez życie w doskonałej moralnej czystości, nie da się istnieć bez winy. Wina stanowi nieodłączny od kondycji moralnej człowieka element egzystencji. Żadne rozumowanie, żadna teoria etyczna nie jest w stanie w sytuacji konfliktu wartości wskazać rozwiązania idealne, rodzące dobro, a likwidujące zło. Składowa moralnego zła jest bowiem wpisana w tej sytuacji we wszystkie człony alternatywy. A niepodjęcie decyzji doprowadzi do pogwałcenia obu skonfliktowanych przez sytuację wartości. Trzeba rozstrzygać na podstawie bezpośredniego czucia wartości w ich uhierarchizowaniu. W poczuciu wolności i odpowiedzialności. Pryncypialne rozstrzygnięcia w teorii nie są tu możliwe, gdyż albo pobłądzą w jednostronnym rygoryzmie albo w oportunistycznej kazuistyce. Normy kodeksowe uciekają od konfliktu wartości w ogólnikowość sformułowań, niczego de facto nie rozwiązując. Tylko odpowiedzialny człowiek może dokonać rozstrzygnięcia i brać na siebie winę za zło, które z niego wyniknęło. Żadna deontologia nie zmieni tego stanu rzeczy i nie zdejmie z lekarza brzemienia decyzji i odpowiedzialności za nią. Stąd nadmierne niekiedy oczekiwania środowiska medycznego wobec etyków należy powściągać wskazaniem na ogólność norm w kontekście niepowtarzalności jednostkowych sytuacji, ale też na konflikty moralne, które stanowią wyraźną granicę dyskursu etycznego.

Szczególne miejsce w sporze o podstawy etyki lekarskiej odgrywa zagadnienie sumienia i roli szeroko rozumianej świadomości moralnej lekarza, jego moralnej subiektywności. Przestrzeń norm moralnych, zasad i kodeksowych unormowań, tego, co można nazwać obiektywnością etyczną to jedno, a sumienie, subiektywne rozstrzyganie o słuszności lub niesłuszności określonego działania w szczegółowych sytuacjach to drugie. Starożytni mówili w tym kontekście o phronesis, mądrości praktycznej, pozwalającej na stosowanie ogólnych norm w szczegółowych sytuacjach i podejmowanie optymalnych decyzji moralnych. W tym kontekście pojawia się też pytanie o relację między sumieniem a prawem stanowionym. Toczy się w tej kwestii spór o pierwszeństwo sumienia względem prawa czy też odwrotnie. Nie wchodząc w delikatną i skomplikowaną materię tego sporu powiedzmy tylko, że wolność sumienia to prawo do niepodejmowania działań niezgodnych z sumieniem, co gwarantuje Konstytucja RP w art. 53, a także Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych w art. 18. Podkreśla się, że wolność sumienia to wartość fundamentalna, osadzona w godności człowieka i jako taka jest poza jurysdykcją demokratycznego państwa, na co zwraca uwagę wielu prawników (np. Andrzej Zoll). Jak niwelować naturalnie rodzące się w takiej perspektywie napięcia? Czy możliwy jest dialog sumień? To pytania, które musimy tu pozostawić bez propozycji odpowiedzi na nie.

Konkluzja

Lekarzem się jest – a nie bywa – ze względu na typ wartości powierzonej pieczy medyków. Takie naznaczenie życia wykonywanym zawodem nakłada spore obciążenia egzystencjalne i obowiązki moralne, ale i rodzi napięcia z mentalnością kultury, w której żyjemy. Premiuje ona wszak epizodyczność i niezobowiązującą fragmentaryczność życiową, wynosząc je zdecydowanie ponad całościowe projekty. Dokonuje też, przynajmniej w jakiejś mierze, destrukcji normatywności, tworząc klimaty moralnej chybotliwości i niestabilności obowiązujących norm i zasad moralnych. Niewątpliwie utrudnia to trwanie przy wartościach moralnych i chroniących je normach, oraz przy ethosach zawodowych, mających charakter silnie normatywny i szeroko zakresowy. Z drugiej strony pamiętać należy, że w perspektywie – bardzo dziś modnej – etyki cnót (virtue ethics) człowiekiem sprawiedliwym czy odpowiedzialnym można być lub nie, ale trudno nim jedynie bywać. Podobnie z byciem lekarzem.

Krzysztof Stachewicz

 

Komentarze 

 
# Lesław 2016-06-18 16:56
Sądzę, że w stosunku do zawodu lekarza bardziej odpowiednie jest od hamletowskiego określenia "jest" czy "się bywa" powiedzenie, że lekarzem się staje. Inaczej myśli lekarz, który rozpoczyna swoją karierę, opiera się na wyniesionej z uczelni wiedzy teoretycznej i dość skąpej praktycznej. Inaczej po 20 latach pracy, gdy zderzył się już z zastaną rzeczywistością , nabył doświadczenia, specjalistyczne j wiedzy i doznał wielu rozczarowań dotyczących organizacji systemu zdrowia, w tym finansowania. To "stawanie się" lekarzem możemy nazwać profesjonalizac ją. Obejmuje to oprócz strony "technologii", określenie swojego stosunku od pacjenta, kolegów oraz innego personelu z którym się współpracuje. Trudno wyzbyć się zgodnego z "naturą" sposobu działania opartego na narcystycznym ego, mobbingu czy paternalistyczn ym traktowaniu pacjenta. "Kultury" leczenia uczy najczęściej szef zespołu i swoim przykładem i zasadami działania wpływa na podległy mu personel.
Dlatego przedstawiony tu atomistyczno-personalistyczn y model zawodu lekarza tylko częściowo oddaje złożoności miejsca lekarza w systemu opieki zdrowotnej.
Zgłoś administratorowi
 

Zaloguj się aby komentować.