logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 60 gości 
Wywiad „Medium” - Na jednej linii z inżynierią Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Z laureatem I nagrody w konkursie „Best Young Cardiac Surgeon Award” rozmawia Aleksandra Solarewicz.

Na jednej linii z inżynierią

– Poprawa wyników leczenia na przestrzeni ostatnich dekad nastąpiła nie dlatego, że staliśmy się jako chirurdzy bardziej sprawni manualnie, ale głównie dlatego, że korzystamy z coraz bardziej zaawansowanych technologii – mówi lekarz medycyny Tomasz Płonek z Kliniki Chirurgii Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. 31-letni naukowiec prowadzi badania nad ryzykiem pęknięcia tętniaka aorty. W kwietniu 2016 roku zdobył I nagrodę w konkursie „Best Young Cardiac Surgeon Award”, organizowanym przez Europejskie Towarzystwo Kardiochirurgii i Chirurgii Naczyniowej.

Aleksandra Solarewicz: Od początku studiów „okazywał Pan wiele serca” kardiochirurgii? A może planował Pan wybrać inną specjalizację?

Tomasz Płonek: Początkowo nie byłem zdecydowany na konkretną specjalizację. Zawsze wiedziałem jednak, że chcę być chirurgiem. O kardiochirurgii zacząłem myśleć poważnie na piątym roku studiów. Pamiętam, że jako student miałem okazję zobaczyć operację rozwarstwionego tętniaka aorty wstępującej. Operacja trwała kilkanaście godzin i skończyła się pomyślnie. Byłem tak zafascynowany złożonością tego zabiegu operacyjnego, że zapragnąłem to robić w przyszłości. Ostatecznie wybrałem kardiochirurgię i nie żałuję.

A.S.: Pana nagrodzony projekt: na czym polega?

Tomasz Płonek Ukończył Wydział Lekarski Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu w 2010 r. jako najlepszy absolwent. Obecnie odbywa specjalizację z kardiochirurgii w Klinice Chirurgii Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Obszary szczególnego zainteresowania to chirurgia aorty piersiowej oraz zabiegi naprawcze zastawki aortalnej. (Fot. z archiwum USK we Wrocławiu)T.P.: Ostatnie doniesienia naukowe sugerują, że średnica nie jest parametrem, który koreluje z ryzykiem rozwarstwienia tętniaka aorty wstępującej. Konieczne jest zatem opracowanie metody diagnostycznej, która będzie lepiej przewidywać ryzyko pęknięcia i rozwarstwienia aorty. Takim parametrem mogą być naprężenia w ścianie aorty. Nie da się ich zmierzyć nieinwazyjnie in vivo, ale potencjalnie można to zrobić za pomocą tzw. metody elementów skończonych. Metoda elementów skończonych jest wykorzystywana głównie w inżynierii do analiz wytrzymałościowych, np. budynków. Przeprowadziliśmy wspólnie z inżynierami z Politechniki Wrocławskiej analizy, które miały na celu ocenę, które czynniki mają największy wpływ na naprężenia w ścianie aorty wstępującej. Te czynniki to geometria aorty, jej średnica, elastyczność ściany aorty, ciśnienie tętnicze krwi i ruch aorty spowodowany skurczem serca. Okazało się, że najbardziej istotnym czynnikiem wpływającym na naprężenia był ruch aorty spowodowany skurczem serca,
a nie średnica naczynia i ciśnienie tętnicze krwi.

A.S.: Do jakiej grupy pacjentów projekt jest skierowany? Jest to grupa osób, u których choroba rozwinęła się w określonym stopniu? Jak może ich Pan wyszukać?

T.P.: Tę technikę chcielibyśmy stosować u pacjentów z umiarkowanym poszerzeniem aorty (około 4-5 cm), którzy formalnie nie kwalifikują się do zabiegu wymiany aorty. Z tej grupy pacjentów moglibyśmy wyselekcjonować osoby z dużymi naprężeniami w aorcie, i tym samym podwyższonym ryzykiem rozwarstwienia aorty. U tych pacjentów moglibyśmy wcześniej wdrożyć farmakoterapię lub leczenie operacyjne.

A.S.: Jakich warunków Pan potrzebuje, by móc swobodnie kontynuować i wdrażać projekt? Co jest pomocą, a co przeszkodą?

T.P.: Jak to zwykle bywa w badaniach naukowych, główną przeszkodą są pieniądze. Aby wdrożyć wyniki naszych badań do codziennej praktyki klinicznej, konieczne jest stworzenie oprogramowania, które automatycznie oceniałoby naprężenia w ścianie aorty dla konkretnego pacjenta. Stworzenie takiego oprogramowania wymaga ogromnych nakładów pracy, a tym samym jest bardzo kosztowne. Mocną stroną projektu jest grupa inżynierów z Politechniki Wrocławskiej pod kierownictwem prof. Jarosława Filipiaka. Rzadko się zdarza pracować z zespołem tak doświadczonym w badaniach nad biomechaniką naczyń krwionośnych. Łatwo jest nam znaleźć wspólny język i przez to badania realizowane są szybciej niż zwykle, pomimo skromnych nakładów finansowych.

A.S.: Jeśli wszystko pójdzie dobrze, kiedy możemy spodziewać się wdrożenia projektu w szpitalach?

T.P.: Liczę na to, że nastąpi to za kilka lat. Należy pamiętać, że bez dużych badań klinicznych nie da się w pełni ocenić skuteczności tej techniki diagnostycznej.

A.S.: Medycyna i inżynieria. Jak kardiochirurgia może dzisiaj współpracować z naukami technicznymi?

T.P.: Kardiochirurgia, tak jak i inne specjalizacje medyczne, ściśle współpracuje z naukami technicznymi. Obecnie główne atrybuty fachu lekarskiego stają się przeżytkiem. Korzystamy z USG serca 4D, a nie stetoskopu do oceny ciężkości wady serca. Poprawa wyników leczenia na przestrzeni ostatnich dekad nastąpiła nie dlatego, że staliśmy się jako chirurdzy bardziej sprawni manualnie, ale głównie dlatego, że korzystamy z coraz bardziej zaawansowanych technologii. Współpraca na linii medycyna – inżynieria jest obecnie bardzo rozległa i staje się coraz bardziej ścisła.

A.S.: Jakie znaczenie ma dla Pana nagroda, którą Pan zdobył?

T.P.: Jest to dla mnie po prostu wyróżnienie i wielka radość. Cieszę się, że zostałem doceniony przez znakomitych profesorów kardiochirurgii – liderów naszego Europejskiego Towarzystwa Kardiochirurgii i Chirurgii Naczyniowej. Daje mi to energię do dalszej pracy nad tym projektem badawczym.

A.S.: Pasjonaci, osoby wybitne w swojej specjalności, pytani o radę dla młodszych kolegów, często zaczynają od westchnienia: „Praca piękna, ale niewdzięczna, więc...”. A co by doradzał Pan?

T.P.: Praca niewdzięczna, ale piękna.

A tak na serio, to radziłbym, aby wybierali specjalizacje, które są jednocześnie ich pasją. Takie, aby pomimo trudności i niepowodzeń, dalej chcieli rano wstać do pracy i walczyć o to, żeby być coraz lepszymi w tym, co robią. W medycynie przekłada się to bezpośrednio na dobro pacjentów.

 

Zaloguj się aby komentować.