logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 25 gości 
Widziane z Kazimierza 45 Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Wakacje…

Już niewątpliwie czuć wakacje. Dni ciepłe, słoneczne, wieczory dłuższe. Za nami także kilka letnich burz. Maj szybko minął i kiedy otrzymacie Państwo kolejny numer „Medium”, tym razem podwójny, będą już znane wyniki wyborów do PE. Frekwencja 23,82 proc. No cóż… Nasi politycy chyba nie do końca będą mogli twierdzić, że są „wybrani przez Naród”. Wynik wyborczy naszych kandydatów lekarzy to: dr Halina Szymiec-Raczyńska (PSL) – 2709 głosów i dr Mirosław Lubiński (SLD) – 3064 głosy. Myślę, że wynik przyzwoity, dający duże szanse w wyborach do sejmu w 2015 r.

Mimo zbliżających się wakacji trudno uciec od spraw bieżących. W tym wydaniu „Medium” próbujemy analizować „pakiet antykolejkowy” ministra Arłukowicza. Znamy coraz więcej detali i niestety widać, że „diabeł tkwi w szczegółach”. Jeszcze premier groźnie pokiwał na nas lekarzy palcem zapowiadając, że wdrożenie pakietu na pewno nie będzie wiązało się z dodatkowymi pieniędzmi w systemie. A nawet może kilkuset lekarzy straci pracę. O to ostatnie akurat się nie martwię, bo już od dawna mamy rynek pracy taki, że to praca szuka lekarzy a nie odwrotnie, szczególnie w tych bardziej deficytowych specjalnościach. Dalej nie rozumiem, dlaczego problem kolejek, o czym już pisałem, został sprowadzony do onkologii i powszechnego dostępu dzieci do pediatry. A co z kolejkami do zabiegów, np. okulistycznych, ortopedycznych czy do leczenia sanatoryjnego? Ale nawet w dziedzinie onkologii już samo środowisko zaczyna wypowiadać się krytycznie o pomysłach ministra Arłukowicza. Zespoły onkologiczne, szybka ścieżka diagnostyczna, kompleksowe leczenie, „zielona karta” dla pacjenta itd. Problem polega na tym, że nawet w kilku ośrodkach akademickich nie będzie można tego zrealizować, a co dopiero w innych dużych miastach. Do tego przypomnieli się jeszcze stomatolodzy i zwrócili uwagę, że ich w tych zespołach nie ma. Tak jakby nie istniały nowotwory w zakresie jamy ustnej. Ale muszę przyznać, że jest „jedna dobra jaskółka”. Minister zdrowia zauważył, że swego czasu decyzjami NFZ z rynku świadczeniodawców zostali wyeliminowani lekarze z I stopniem specjalizacji. Lekarze, którzy z różnych, często od nich niezależnych, powodów nie uzyskali II stopnia specjalizacji, byli ważnym elementem, zwłaszcza w opiece ambulatoryjnej. Często to koledzy o ogromnym doświadczeniu zawodowym, a w niektórych miejscowościach leczący już kolejne pokolenia pacjentów. Z projektów rozporządzeń przygotowywanych przez MZ wynika, że jest duża szansa powrotu tych lekarzy do przychodni specjalistycznych.

A z trochę lżejszych spraw to miałem okazję, razem z kol. Alą Marczyk-Felbą, skorzystać z zaproszenia firmy ubezpieczeniowej Inter Polska i poznać system ochrony zdrowia w Belgii. Inter Polska wypełnia swoją misję m.in. poprzez możliwość zapoznania się z systemami ochrony zdrowia w różnych krajach UE. To był w sumie 5 wyjazd, ale mój i kol. Alicji pierwszy. Wcześniej przedstawiciele samorządu lekarskiego byli w: Niemczech, Szwajcarii (Genewa), Holandii (Amsterdam) i Danii (Kopenhaga). Tym razem była to Antwerpia. Miasto bogate, kojarzone z diamentami i wielkim portem, choć do morza jest ponad… 20 km. Sama Belgia to ciekawy kraj. Ok. 10 razy mniejszy od Polski, 11 mln ludzi, o dochodzie narodowym ponad 34 tys. euro na obywatela. Ale też kraj zadłużony. Obecny dług równy jest rocznemu PKB. I jak wiemy to kraj, w którym przez ponad 1,5 roku nie było rządu. Pozwoliłem sobie nawet zadać pytanie, czy coś złego stało się z tego powodu, że nie było ministra zdrowia. Nasza prelegentka prof. Diana de Graeve – ekonomista zdrowia z uniwersytetu w Antwerpii stwierdziła, że właściwie to nie. Przynajmniej nikt nie podejmował złych decyzji, a urzędnicy robili swoje. Dowiedzieliśmy się, że w Belgii system ochrony zdrowia powoli staje się finansowo niewydolny. I to przy nakładach na poziomie ponad 4 tys. euro na mieszkańca (w Polsce ok. 1400 euro). W Belgii istnieje szerokie współfinansowanie usług medycznych przez obywatela. Za wizytę u lekarza rodzinnego (GP) dopłaca 7 euro (uboższy 2 euro), u specjalisty odpowiednio 15 euro i 8 euro. Nie ma obowiązku zapisywania się do lekarzy GP. Za każdym razem masz prawo wybrać innego. Poza tym za leczenie szpitalne obywatel również dopłaca, niezależnie czy jest to szpital państwowy czy prywatny. Określa się to jako tzw. suplementy. Np. za pokój jednoosobowy dopłata może wynieść już 100 euro za każdy dzień. Ciekawostką jest to, że nawet dodatkowa wizyta lekarza u pacjenta hospitalizowanego może być tym suplementem, za który trzeba dodatkowo zapłacić. Na rynku działa 7 konkurujących ze sobą kas chorych, w tym kasa dla kolejarzy (skąd my to znamy). Chociaż dopytywana przez nas druga prelegentka dr Ann Lecluyse – kontroler w grupie AZ Delta (belgijska grupa szpitali) stwierdziła, że konkurowanie polega np. na oferowaniu przez kasę chorych abonamentu do klubu… fitness albo jakiegoś innego gadżetu. W sumie były to bardzo pouczające prelekcje. Na koniec mogę jedynie dodać, że byliśmy też świadkami podziałów, jakie dotykają ten kraj na część północną, bogatszą Flandrię i południową, biedniejszą Walonię. Bruksela to osobny rejon. Pani profesor de Graeve na nasze pytanie, ile jest uczelni medycznych w Belgii, odpowiedziała, że we Flandrii 4 a w Walonii chyba… chyba… 3.

A z okazji zbliżających się wakacji życzę wszystkim dużo słońca, niezapomnianych wrażeń, ciekawych przygód i docierania do mało znanych zakątków, nie tylko Unii Europejskiej. Ja, korzystając z majówki, popływałem trochę po Morzu Egejskim, docierając do pięknej greckiej wyspy Thira.

Jacek Chodorski

 

Zaloguj się aby komentować.