O „PAKIECIE ANTYKOLEJKOWYM” MINISTRA ARŁUKOWICZA Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

O „PAKIECIE ANTYKOLEJKOWYM”
MINISTRA ARŁUKOWICZA

z lek. Krzysztofem Łandą
– wieloletnim ekspertem w dziedzinie ekonomiki zdrowia, prezesem i założycielem Fundacji Watch Health Care, kierownikiem Biura Standaryzacji w Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia w latach 1998-2002, byłym członkiem Board of Directors Health Technology Assessment International (HTAi), ekspertem Polskiej Unii Onkologii, ekspertem BCC ds. ochrony zdrowia, byłym dyrektorem DGL w centrali NFZ rozmawia Magdalena Janiszewska.

W ramach projektu Barometr WHC (Watch Healtcare Care) monitoruje Pan, wraz ze współpracownikami, zmiany w zakresie dostępu do gwarantowanych świadczeń zdrowotnych w Polsce. Jaki obraz systemu opieki zdrowotnej wyłania się z najnowszego raportu WHC? Czy jest on zbieżny z rokiem ubiegłym?

Należy podkreślić, że monitorujemy nie tylko dostęp do świadczeń gwarantowanych, ale również częściowo gwarantowanych, do których występuje współpłacenie oraz świadczeń znajdujących się poza koszykiem, które nie są finansowane ze środków publicznych w Polsce. Co do wyników ostatniego Barometru, to porównując przeciętny czas oczekiwania dziś i rok wcześniej (II/III 2013 r.) okazuje się, że nie uległ on zmianie, czyli jest dokładnie taki sam. Oznacza to stagnację – wypadkowa pozytywnych i negatywnych zmian w systemie powoduje, że jego kondycja ani się nie poprawia, ani się nie pogarsza. Szczegółowa analiza wyników świadczy o krótkookresowej poprawie w dostępie do świadczeń gwarantowanych, jednak nie wskazuje na istnienie długofalowej tendencji w tym zakresie. Więcej znajdziecie Państwo na stronie: www.korektorzdrowia.pl/barometr.

Fot. z archiwum Krzysztofa Łandy

Czy rzeczywiście we wszystkich dziedzinach medycyny chorzy napotykają w Polsce na ograniczenia dostępu. W jakich częściach kraju i do jakich specjalistów kolejki są najdłuższe/najkrótsze. Ile wynosi średni czas oczekiwania na realizację świadczeń zdrowotnych?

Prezentowane średnie czasy oczekiwania wyznaczane są na losowej próbie, co najmniej 6 świadczeniodawców z całej Polski dla każdego świadczenia wskaźnikowego. Jeśli rozrzut jest duży lub istnieją jakiekolwiek podejrzenia, że podawane nam informacje nie oddają rzeczywistości, czy nieprawdopodobne, czasy są jeszcze raz sprawdzane przez pracowników Fundacji w „podejrzanych placówkach” oraz dodatkowo weryfikowane u 6 kolejnych świadczeniodawców. Z oczywistych względów „siła statystyczna” (precyzja i istotność statystyczna) wyników dla pojedynczych świadczeń zdrowotnych nie jest wysoka, jednak wyniki średnie dla wszystkich świadczeń w danej dziedzinie charakteryzuje już znacznie większa precyzja, gdyż obejmują one dane z ponad 35 placówek. Natomiast średni czas oczekiwania ogółem dla Polski, na podstawie wszystkich monitorowanych w Barometrze WHC dziedzin, jest obliczany na podstawie kilkuset świadczeń wskaźnikowych ze wszystkich dziedzin. Weryfikacja czasu oczekiwania ma miejsce w ok. 1500 placówkach medycznych, posiadających kontrakt z NFZ, co przekłada się na wysoką precyzję i obiektywność.

Zasadniczym celem Barometru WHC jest monitorowanie zmian czasu oczekiwania na świadczenia gwarantowane w Polsce, czyli czy dostęp w ujęciu generalnym poprawia się czy pogarsza, niezależnie od przyczyny czy przyczyn tych zmian. Obecnie najdłużej oczekuje się na wizytę u: ortodonty (11,4 mies.), angiologa (7,8 mies.) oraz endokrynologa (6,5 mies.). W zakresie diagnostyki najdłuższy czas odnotowaliśmy dla oceny bezdechu śródsennego (8,9 mies.). Najdłużej oczekuje się na zabiegi z zakresu endoprotezoplastyki stawu biodrowego (29,6 mies.), usunięcia zaćmy (26,2 mies.) oraz endoprotezoplastyki stawu kolanowego (26,1 mies.).

Średni czas oczekiwania na teoretycznie gwarantowane świadczenia zdrowotne wynosi w Polsce ok. 2,5 mies. (stan na II/III 2014 r.). W porównaniu do poprzednio analizowanego okresu (przełomu X i XI 2013 r.) czas ten skrócił się nieznacznie o 0,2 mies. Prawdopodobnie to wynik apeli premiera, co mogło na chwilę zdyscyplinować świadczeniodawców i pacjentów.

Pomysły ministra Arłukowicza na rozładowanie kolejek w polskiej ochronie zdrowia ocenia Pan... Które punkty projektów aktów prawnych powinny być wdrożone, a które nadają się do kosza?

Większość pomysłów traktuję i będę traktował jako nierealistyczne dopóty, dopóki nieprzedstawione zostanie poważne studium wykonalności oraz źródła finansowania dla konkretnych zmian. Nie można spełnić zaprezentowanych szczytnych celów „reformy” bez określenia źródeł jej finansowania. Należy podkreślić, że kolejek w Polsce nie da się rozładować, dopóki nie zbilansuje się zawartości koszyka z wielkością środków finansowych na jego realizację, czyli albo musimy usunąć coś z koszyka albo musimy dodać pieniędzy z takiego czy innego źródła. Zaprezentowane pomysły dobrze wyglądają medialnie, to piękne hasła, ale nie widzę szans na ich realizację dopóki nie poznamy konkretów, a żadnego studium wykonalności nie widziałem.

Odnosząc się do szczegółowych zapisów, chciałabym skomentować te dotyczące Agencji Taryfikacji (AT). Niewątpliwie jest to bardzo ważna i potrzebna instytucja w Polsce, ale z pewnością bardzo złym pomysłem jest umieszczenie jej w Agencji Oceny Technologii Medycznych. AT ma ogromny potencjał, tak jak Komisja Ekonomiczna, czyli agencja cen dla leków. AT mogłaby uwolnić wiele środków w systemie z procedur, które dzisiaj są wycenione znacząco ponad koszty wykonania, czyli ich wycena jest rażąco przeszacowana. Oceniam, że w pierwszym roku funkcjonowania AT mogłaby uwolnić około 3-5 mld złotych – przypominam, że Komisja Ekonomiczna w pierwszym roku swojego funkcjonowania uwolniła 2 mld złotych, a w drugim roku prawie miliard. Potencjał w obszarze technologii nielekowych jest znacznie większy, ale AT musi powstać w modelu podażowo-popytowym. Zapisy rozczarowują, po pierwsze ze względu na ulokowanie AT w AOTM, a po drugie, dlatego, że są hasłowe (np. zakłada się przedstawienie metodyki stosowanej przez AT post factum, a w zadaniach AT nie ma negocjacji ze środowiskami świadczeniodawców, związkami zawodowymi, zrzeszeniami lekarzy specjalistów, pielęgniarek itd.). Przedstawione zapisy są bardzo ogólnikowe i niedopracowane.

Naczelna Rada Lekarska i inne organizacje lekarskie stoją na stanowisku, że proponowane zmiany wymagają zwiększenia środków na ochronę zdrowia do przynajmniej 6 proc. PKB. Pana szacunki również nie pozostawiają złudzeń w tej materii. W rozmowie z reporterem RMF FM przyznał Pan, że na sam pakiet onkologiczny trzeba będzie wydać nawet 5 miliardów złotych… A co z resztą? Jak reforma za zero złotych wpłynie na jakość leczenia polskich pacjentów?

W mojej opinii dodatkowo potrzebne jest 3-5 mld złotych, aby rozładować kolejki do onkologii w Polsce i przy założeniu, że wielkość koszyka onkologicznego nie zmieni się. Jeden z moich znajomych z NFZ szacuje koszt likwidacji ograniczeń do najważniejszych świadczeń onkologicznych na ok. 1,5 mld złotych. Gdyby w szacunkach uwzględniono wszystkie świadczenia onkologiczne i gdyby wziąć pod uwagę zwiększoną podaż niektórych świadczeń, które mogą być nadużywane, to te koszty byłyby co najmniej dwa razy wyższe. Życzenia ministra Arłukowicza nie zostaną zrealizowane, jeśli nie zwiększy się finansowania lub nie zmniejszymy zawartości koszyka. Kolejki będą też dalej istniały, jeśli obietnice „nieograniczonego” dostępu do opieki onkologicznej zostaną powiązane z bardzo restrykcyjnymi barierami biurokratycznymi. Na razie szczegółów, jak MZ zamierza zbilansować system, nie ma. Nie wierzę w realną reformę dostępności za zero złotych, stąd tym bardziej nie widzę możliwości poprawy jakości świadczeń onkologicznych. W projekcie ustawy nie odnajduję zapisów mogących realnie wpłynąć na poprawę jakości świadczeń, a system zapewniania jakości po prostu wymaga nakładów. Jakość wymaga profesjonalnego podejścia, stąd odsyłam do prezentacji dotyczącej podstawowych założeń, kierunków i wstępnych propozycji zmian systemu opieki onkologicznej w Polsce (http://tinyurl.com/nuoyoj3), gdzie qualityka zajmuje poczesne miejsce.

„To nieprawda, że kolejki istnieją we wszystkich systemach. (…) Warto też pamiętać, że kolejka to technologia o udowodnionej szkodliwości” – czytamy w jednym z Pana felietonów opublikowanych na stronie Medexpress. Który kraj może zatem poszczycić się bezkolejkowym/prawie bezkolejkowym systemem i rozsądną polityką zdrowotną?

Zgodnie z Euro Health Consumer Index 2012, znaczące (istotne) kolejki do świadczeń zdrowotnych występuję w: Polsce, Szwecji, Norwegii, Finlandii, Hiszpanii, we Włoszech, Irlandii, Wielkiej Brytanii, Chorwacji, Serbii, Bułgarii, na Słowenii i Łotwie. Natomiast w Niemczech, Holandii, Belgii, Szwajcarii, Austrii, Słowacji, Albanii oraz Grecji występują nieznaczne kolejki lub ich całkowity brak (http://tinyurl.com/kkfu6hm).

Kraj, który w mojej opinii prowadzi najlepszą politykę zdrowotną to Australia (choć po ostatnich wyborach zaczął ewoluować w złym kierunku, to wciąż jeden z najlepszych systemów ochrony zdrowia na świecie). Oprócz tego wiele moglibyśmy czerpać z Holandii, Szwajcarii czy Szkocji.

Jest szansa, by przeszczepić model australijski na polski grunt?

Oczywiście jest szansa, aby wiele rozwiązań australijskich przeczepić na polski grunt. Tak na prawdę z modelu australijskiego już bardzo dużo zaczerpnęliśmy. Komisja Ekonomiczna (czyli agencja cen dla leków) to nic innego jak australijski PPBA (ang. Pharmaceutical Benefits Pricing Authority) z niemal identycznymi zadaniami, a Rada Przejrzystości jest bardzo podobna do australijskiego PBAC (ang. Pharmaceutical Benefits Advisory Committee). Wiele jednak wciąż nam brakuje, np. ubezpieczeń komplementarnych, prawidłowego zarządzania koszykiem świadczeń gwarantowanych oraz takiej polityki projakościowej, jaka jest w Australii.

A gdyby to Pan był ministrem zdrowia… Co zawarłby Pan w planie działań zmierzającym do skrócenia czasu oczekiwania na świadczenia
medyczne?

Spojrzałbym na system oczami chorego i to Jego, zgodnie z duchem dyrektywy o opiece transgranicznej, postawiłbym w centrum. Chorym zależy przede wszystkim na dostępności i jakości. Należy przygotować realistyczny plan działań zmierzający do zbilansowania systemu oraz wdrożyć system zapewniania jakości. Niezależnie od podejmowanych działań, warunkiem sine qua non jest poprawa zarządzania koszykiem świadczeń gwarantowanych. Nie można tolerować tego, że świadczenia nielekowe wchodzą do koszyka praktycznie bez żadnej kontroli, a politycy składają obywatelom gwarancje bez pokrycia, czyli wpisują do koszyka nowe technologie, bez wskazania dodatkowych środków na ich finansowanie.

Jeśli chcemy zachować obecną zawartość koszyka, to należy wskazać źródła dodatkowych środków finansowych, tak żeby gwarancje składane społeczeństwu były realne. Dodatkowe środki mogą pochodzić np. z ubezpieczeń komplementarnych, z poszerzenia zakresu współpłacenia do niektórych świadczeń (tych, które mogą być nadużywane), jak również Agencja Taryfikacji uwolniłaby sporo środków finansowych z tytułu obniżki wyceny świadczeń, które dziś są zdecydowanie przeszacowane.

Proponowałbym również, aby NFZ w pierwszej kolejności kontraktował świadczenia najpotrzebniejsze, o najlepszym stosunku kosztu do uzyskiwanego efektu, a dopiero potem to co zostanie, przeznaczał na inne świadczenia zdrowotne, które mają mniejsze znaczenie. W tej chwili w Polsce system jest postawiony na głowie, NFZ ochoczo kontraktuje drogie technologie „wysoko specjalistyczne”, a obywatele czekają w kolejkach do zupełnie podstawowych świadczeń zdrowotnych o doskonałym stosunku kosztu do uzyskiwanego efektu zdrowotnego. To nie jest system przyjazny dla chorych.

Dziękuję za rozmowę.