logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 51 gości 
Pakiet antykolejkowy - SPEKTAKL ILUZJI? Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Źródło grafiki: www.sxc.huSPEKTAKL ILUZJI?

 

21 marca 2014 r. premier Donald Tusk oraz minister zdrowia Bartosz Arłukowicz przedstawili swoje propozycje uzdrowienia sytuacji w ochronie zdrowia, znane jako pakiet kolejkowy i onkologiczny. W zakresie finansowania polski system opieki zdrowotnej jest jednym z najbardziej niedoszacowanych. Czy w tej sytuacji zmiany organizacyjne cokolwiek poprawią? Wszak premier w wywiadzie dla Polsat News oświadczył: „ (…) Opór lekarzy będzie spory (…), bo chcielibyśmy uzyskać od nich gotowość do bardziej intensywnej pracy za te same pieniądze (…)”.

„PAKIET ANTYKOLEJKOWY” A LEKARZE POZ

Lek. Ewa Krawiecka-Jaworska  Ukończyła Akademię Medyczną we Wrocławiu, jest specjalistą z zakresu medycyny rodzinnej, od 01.05.1999 r. prowadzi samodzielną praktykę lekarza rodzinnego, praca w formie kontraktu zawartego z Kasą Chorych, następnie z NFZ. Członek Komisji Rewizyjnej VI i VII kadencji. Od wielu lat współpracuje m.in. z Katedrą i Zakładem Medycyny Rodzinnej UM we Wrocławiu. (Fot. EKJ)Co propozycje MZ oznaczają dla lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej? Mamy otrzymać większe kompetencje, ułatwiające diagnostykę wielu schorzeń. W ramach pakietu kolejkowego pojawią się więc w POZ skierowania bezpośrednio na: szereg badań ultrasonograficznych (nie jak obecnie – tylko na USG j. brzusznej); badania laboratoryjne zarezerwowane dotąd dla poradni specjalistycznych, m.in. oznaczenia fT3, fT4, PSA Ag; EKG met. Holtera, EKG wysiłkowe, 24-godzinne monitorowanie ciśnienia tętniczego krwi itp. Na ich wykonywanie ma być przeznaczony tzw. fundusz badań kosztochłonnych, do tej pory nie został on jednak sprecyzowany. W tym zestawie wymienione zostały również badania endoskopowe (kolonoskopia, gastroskopia) – obecnie mamy możliwość kierowania pacjenta na te badania, ich koszt pokrywa jednak w całości NFZ – czyżby plan przesunięcia kosztów badań na POZ?

Aby zmniejszyć kolejki, np. w poradniach okulistycznych, mamy przejąć część ich kompetencji. Nie wydaje mi się to rozwiązaniem właściwym – już w tej chwili proste przypadki okulistyczne są prowadzone w ramach POZ, nie wyobrażam sobie jednak prowadzenia leczenia i diagnostyki bardziej skomplikowanych schorzeń! I nie chodzi tu, Panie Premierze, o lenistwo czy zwykłą indolencję – profesjonalna opieka okulistyczna wymaga inwestycji w sprzęt oraz dodatkowe kursy, a na to brak i pieniędzy, i czasu… Jak stwierdził W. Omulecki – prezes Polskiego Towarzystwa Okulistycznego: „Obecne kolejki są efektem niedofinansowania naszej dziedziny medycyny, a nie tego, że do lekarzy tej specjalności nie ma skierowań”. Jakże uniwersalne jest to spostrzeżenie…

REFORMA ZA ZERO ZŁOTYCH

Posiadam bogate doświadczenie w kontraktowaniu usług, najpierw z Kasą Chorych, a potem z NFZ. Zdaję sobie zatem sprawę z tego, że stworzenie każdego nowego tzw. produktu kontraktowego, niesie ze sobą konieczność skomplikowanej sprawozdawczości, będącej warunkiem rozliczenia i uzyskania zapłaty za wykonaną usługę. Efekt? Wielu znajomych lekarzy rodzinnych nie rozlicza tzw. świadczeń w stanach nagłych zachorowań udzielonych osobom spoza listy aktywnej NZOZ-u, gdyż koszt usługi informatycznej przekroczyłby wartość świadczenia. Trzeba mieć świadomość, że poszerzenie kompetencji lekarza rodzinnego, pediatry czy internisty w podstawowej opiece zdrowotnej (wszak jest już oficjalnie taka możliwość), wiąże się z większymi kosztami pracy w POZ. Pracy rozumianej zarówno jako wymiar godzinowy, jak również jako koszt zlecanych badań diagnostycznych czy inwestycji w sprzęt. Jak Pan to widzi Panie Premierze? A Pan Panie Ministrze? Finansowanie w POZ nie wzrosło od 6 lat. Kolejne boje lekarzy pozwoliły jedynie na niepogorszenie warunków finansowania, bez choćby indeksacji stawek kontraktowych o wskaźnik inflacji. Efekt? Od 6 lat podobna stawka roczna na pacjenta objętego opieką w POZ, od 96 zł (populacja 7-65 r. ż., bez statystycznie istotnych schorzeń przewlekłych) do 288 zł (niezależnie od wieku, populacja najbardziej kosztochłonna, obciążona cukrzycą, schorzeniami układu krążenia, po przebytych udarach mózgowych itp.). Również w POZ mamy do czynienia ze zużyciem sprzętu. To zaś wymaga okresowych inwestycji. W chwili obecnej praktycznie brak na nie środków, a co dopiero mówić o nowych zakupach? Mimo niekorzystnego obrazu w mediach większość z nas lekarzy wykonuje swoje obowiązki z najwyższą starannością. Wdrażamy programy profilaktyczne, staramy się wyprzedzać potrzeby zdrowotne pacjentów, szkolimy się w diagnostyce nowotworów.

OPIEKA ONKOLOGICZNA

Zielona karta leczenia onkologicznego dla pacjentów niesie ze sobą wiele zagrożeń. Z jednej strony – swoista stygmatyzacja, wyróżnienie pacjenta, który być może wcale nie chce informować otoczenia o swojej chorobie, czy jej podejrzeniu. Z drugiej strony – naciski pacjentów, aby wypisać im tę kartę w celu przyspieszenia diagnostyki – wszak brak szansy na zmniejszenie kolejek w innych dziedzinach… Statystycznie każdy z lekarzy rodzinnych ma szansę rozpoznać rocznie najwyżej 3 nowotwory (cytuję za prof. Adamem Windakiem – konsultantem krajowym w zakresie medycyny rodzinnej i wiceprezesem Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce), licząc POZ-y „internistyczno-pediatryczne” być może jeszcze mniej.

Czy jest zatem sens tworzenia systemu opartego na zielonej karcie? Czy nie lepiej zainwestować w diagnostykę onkologiczną i ustawiczne szkolenie lekarzy wszystkich specjalności? Dodatkowego smaczku przydaje fakt, że finansowanie motywacyjne lekarza POZ, w ramach pakietu onkologicznego, uzależniono od czegoś, na co zupełnie nie będzie miał wpływu: od spełnienia kryterium maksymalnie dwutygodniowego okresu oczekiwania pacjenta na wizytę w odpowiedniej poradni specjalistycznej! Nie chcę jedynie krytykować: uważam, że cenny i godzien rozwijania jest plan łączonej opieki nad pacjentem onkologicznym, ze ściślejszą współpracą kolegów onkologów z POZ. Podoba mi się pomysł wprowadzenia osoby koordynującej leczenie onkologiczne. Nie da się jednak tego wdrożyć jedynie przez dekrety, potrzebne jest dodatkowe finansowanie…

KROK W TYŁ?

Już teraz lekarze wszystkich specjalności, w tym POZ, giną w gąszczu sprawozdań, druków i skomplikowanych regulacji, że wspomnę choćby tylko zasady wystawiania recept na leki refundowane. Cierpią na tym nasi pacjenci, którym poświęcamy coraz mniej czasu, w coraz bardziej sformalizowanej procedurze przyjęć. Obawiam się, że oba pakiety nałożą na nas dodatkowe obowiązki, zaś dodatkowa praca nie tylko nie przyniesie korzyści, ale spowoduje stratę finansową. Kształcimy się ustawicznie, to prawda. Jednak obawiam się, iż minister oczekuje od lekarza rodzinnego bycia odpowiednikiem zespołu specjalistów wysokiej klasy – sprawnej diagnostyki doświadczonego onkologa, doświadczenia okulisty, dermatologa. Czy nie jest to próba cofnięcia polskiej medycyny? Lekarze rodzinni, wbrew niegdysiejszym opiniom, nie kwapią się, aby zastępować specjalistów z innych dziedzin. Celem medycyny rodzinnej jest opieka nad środowiskiem, rodziną, wychwytywanie potencjalnych patologii i sprawowanie opieki nad chorymi, w prostszych przypadkach samodzielnie, w skomplikowanych – we współpracy ze specjalistami. Czy działania ministra zdrowia nie zaburzą tego systemu? Obawiam się, że tak.

Lek. Ewa Krawiecka-Jaworska

 

Zaloguj się aby komentować.