logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 67 gości 
Ochrona zdrowia – komentarz Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Ofiary chorego systemu

Jakiś czas temu doszło w naszym kraju do serii zgonów dzieci. 2,5-letnia Dominika, 3,5-miesięczny Bartek i 13-miesięczny Bolek nie żyją, bo pomoc medyczna nie dotarła na czas... Czy naprawdę musiało dojść do takich tragedii? Dlaczego za nieudolne funkcjonowanie systemu opieki zdrowotnej w naszym kraju muszą płacić małe i bezbronne dzieci? Dominika nie żyje, bo jej rodzice nie mają pieniędzy, by prywatnie wezwać lekarza? Bartek i Bolek nie otrzymali pomocy, bo nasza publiczna służba zdrowia musi oszczędzać na wyjazdach karetek? Odpowiedzi na to pytanie jest z pewnością wiele, bo złożony i skomplikowany jest problem, z którym w końcu poważnie musi się zmierzyć Ministerstwo Zdrowia.

Łukasz Wasilewski absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, polonista, początkujący dziennikarz. Dotychczas współpracował m.in. z: telewizją internetową iTVwro, z agencją reklamową PR „Piękni i Młodzi”, wałbrzyską telewizją DAMI.Organizacje pozarządowe grzmią, że trzeba w końcu zakończyć tę pararynkową grę z udziałem pielęgniarek, lekarzy i dyrektorów. Najcenniejsze powinno być przecież zdrowie pacjenta, a nie pieniądze i procedury, których ofiarami stają się potrzebujący niezbędnej opieki medycznej ludzie. NFZ i Ministerstwo Zdrowia przeznaczają wprawdzie fundusze na lekarstwa, wizyty i miejsca w szpitalach, ale szpital, lekarz ani prywatny kontrahent nie dostaną grosza za to, że ktoś wyzdrowiał lub przeżył. Nikt nie straci złotówki dlatego, że ktoś nie wyzdrowiał lub umarł. Jeśli procedury nie zostają złamane. To jest tak, jakbyśmy taksówkarzowi płacili za czas spędzony w taksówce bez względu na to, gdzie nas zawiózł i czy ruszył z miejsca. Byle nie złamał Kodeksu drogowego – pisał w tym roku na łamach Polityki Jacek Żakowski (Wyrugowani z systemu, nr 11, s. 20). Niebywałym absurdem pozostaje fakt, że z opieki zdrowotnej stworzono system, w którym to rachunek ekonomiczny jest najważniejszy, a nie zdrowie i życie pacjenta.

Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zapowiedział szkolenie dla dyspozytorów pogotowia ratunkowego oraz opracowanie i przygotowanie odpowiednich zasad i procedur przyjmowania przez nich zgłoszeń. Szef resortu zdrowia szuka winnych, którzy doprowadzili do serii zgonów najmłodszych pacjentów. Zapomina jednak o tym, że głównym sprawcą wydaje się być system, którego sam jest niejako współtwórcą i przedstawicielem.

Pacjenci zaczynają więc uprawiać swego rodzaju slalom, próbując ominąć przepisy utrudniające leczenie. Cytując ponownie J. Żakowskiego: Procedury nie służą leczeniu. Służą (też różnie) dyscyplinie – formalnej lub finansowej. Pewnego dnia dyspozytorka pogotowia przyjmuje zgłoszenie, że matce umiera dziecko, które podobno od dziesięciu dni dostaje antybiotyki, jednak 38-stopniowa temperatura nie spada. Kiedy ratownik przybywa, zastaje na miejscu 40-letniego mężczyznę, który skarży się na dolegliwości wskazujące na zaawansowaną grypę. Ratownikowi jednak nie wolno się zdenerwować, bo może wtedy usłyszeć: Mam do tefałenu iść? Bo ja k...wa, na was płacę. Bo jakbym k...wa wam nie płacił, tobym już Mercedesem jeździł (J. Żakowski, Wyrugowani z systemu, „Polityka” 2013, nr 11, s. 22).

Pacjenci wykorzystują rozmaite i nierzadko zadziwiające „patenty”, żeby przechytrzyć bezdusznych doktorów. Jakiś czas temu w jednej z wrocławskich przychodni zdrowia stałem się mimowolnym świadkiem rozmowy dwóch starszych panów: Jak chcesz Pan dostać się do szpitala, to zadzwonić trzeba na pogotowie i skarżyć się na ból, np. w klatce piersiowej i od razu zawiozą pana na oddział. Musimy sobie jakoś radzić! Starsi pacjenci jakoś sobie radzą, znacznie gorzej jest jednak z najmłodszymi, którzy w obliczu zagrożenia życia stają się całkowicie bezbronni.

Ping-pong to w medycznym slangu nic innego, jak gra z pacjentem, oczywiście o pieniądze...

Zasady są proste: należy go od siebie odbijać, ale tak żeby nie otrzymał żadnych funduszy. I tak swoją grę o złotówki pacjentów od godz. 8.00 do 18.00 rozgrywają ośrodki POZ. Dostają od NFZ pieniądze za każdego ubezpieczonego posiadającego numer PESEL pacjenta. NFZ jednak nie sprawdza, w jaki sposób „odbijany” pacjent jest leczony, skupia się jedynie na poprawnie wypełnionych rubrykach. Sprawdza, czy należycie zostały przybite pieczątki, bo przecież to wszystko zostanie przeliczone na pieniądze...

Po godz. 18.00 w ping-pong zaczyna grać nocna i świąteczna pomoc lekarska, która zakontraktowana jest w ten sam sposób. Jeśli potrzebujący (odbijany) domaga się pomocy wyjazdowej, musi niestety czekać, a to dlatego, że NPL-u nie ogranicza limit czasu dotarcia. Zwykle w tego typu przypadkach stosuje się krótką formułkę: mamy aktualnie kolejkę pod gabinetem, możemy dotrzeć za jakieś 4 godziny. Zniecierpliwieni pacjenci alarmują wtedy na 999, a walka o życie nierzadko z góry zostaje skazana na przegraną…

Minister Arłukowicz deklaruje, że zrobi wszystko, by ochrona zdrowia w naszym kraju nie przypominała już gry w ping-pong. Ramię w ramię z Jerzym Owsiakiem, którego przecież Orkiestra Świątecznej Pomocy ma grać na rzecz ochrony zdrowia pacjentów do końca świata, zapowiada zmiany w systemie opieki zdrowotnej. Zmienić ma się sposób kontraktowania nocnej i świątecznej pomocy dla dzieci w taki sposób, aby kontrakty te zawierane były odrębnie. W konsekwencji przyczyniłoby się to do bardziej efektywnej i dostępnej opieki nad małymi pacjentami. Eksperci są jednak zgodni – pomóc może jedynie przebudowa całego systemu, a nie kosmetyczne zmiany. Błędy są w systemie ochrony zdrowia, w finansowaniu opieki zdrowotnej. Bez analizy rozwiązań prawnych będziemy mieli kolejną osobę, którą obwini się za poszczególny przypadek, a zmieniać trzeba cały system – uważa dr Adam Sandauer, rzecznik praw pacjenta. A publicystka Dorota Łosiewicz dodaje: Podstawową wadą systemu jest to, że z powodu powoływania spółek prawa handlowego w miejsce SPZOZ do ochrony zdrowia zorientowanej na pacjenta wprowadzono wszystkie reguły systemu rynkowego z jego podstawową kategorią – zyskiem... (Służbie zdrowia pacjent się nie opłaca, „W sieci” 2013, nr 10, s. 40-41).

Łukasz Wasilewski

 

Zaloguj się aby komentować.