logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 48 gości 
Wspomnienie pośmiertne Drukuj
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

Prof. dr hab. med. Andrzej Szczeklik
1938-2012

Andrzej Szczeklik urodził się 29 lipca 1938 roku w rodzinie znanego krakowskiego lekarza prof. Edwarda Szczeklika, późniejszego kierownika III Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych w powojennym Wrocławiu. Odebrał staranne wychowanie, a wrodzone, liczne talenty rozwijał w Liceum im. Bartłomieja Nowodworskiego i w Średniej Szkole Muzycznej w Krakowie. Tam właśnie ukończył również studia lekarskie.

Prof. dr hab. med. Andrzej Szczeklik (Zdjęcie z archiwum Wikipedii)Od 1963 r., przez niemal dziesięć lat, pracował w III Klinice Chorób Wewnętrznych we Wrocławiu z dwuletnią przerwą na staż naukowy w Stanach Zjednoczonych, po uprzednio zdanym celująco egzaminie kwalifikacyjnym w ambasadzie USA w Warszawie. Prof. Andrzej Szczeklik uzyskał certyfikat uprawniający do stałej praktyki w amerykańskiej, powszechnej zdrowia. Doktorat obronił w wieku 28 lat, co w tamtym czasie, w przypadku medycyny było niezwykłe. W wieku 31 lat uzyskał habilitację. Miał niespełna 34 lata, gdy powrócił do rodzinnego Krakowa i objął kierownictwo nad Kliniką Alergologiczną. Z czasem przekształcił ją w nowoczesną, reprezentującą światowy poziom II Katedrę Chorób Wewnętrznych Collegium Medicum UJ z klinikami, laboratoriami, i zakładami. Był prorektorem i rektorem krakowskiej Akademii Medycznej. Przyczynił się do przywrócenia Wydziału Medycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Został jego pierwszym prorektorem ds. Collegium Medicum.

Prof. Andrzej Szczeklik zyskał światową sławę jako uczony. Opublikował kilkaset prac naukowych, wypromował ponad trzydziestu doktorów, patronował kilkunastu habilitacjom. Był przyjacielem młodzieży, artystów, poetów, dziennikarzy, duchownych, a nade wszystko przyjacielem chorych. Z równym oddaniem i starannością leczył poetów-noblistów, jak i mieszkańców podkrakowskich miejscowości i wsi. Każdego umiał wysłuchać. Członek Papieskiej Akademii Nauk (PAU i PAN), laureat prestiżowych nagród krajowych i zagranicznych, „obdarzony” został tytułem doktora honoris causa przez kilka uczelni medycznych, w tym przez wrocławską AM. Swoją działalnością przywracał godność zawodowi lekarza, a internie należne jej miejsce w medycynie. Medycyna w Jego wydaniu była i nauką i sztuką, budzącą uznanie i zachwyt w kraju i na świecie. Był znawca sztuki, wdzięcznym jej odbiorcą, współtworzył ją. Jego książkę pt. „Katharsis. O uzdrowicielskiej mocy natury i sztuki” opatrzył wstępem Czesław Miłosz, a „Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny” Adam Zagajewski. To w „Kore (…)” napisał: „Zanim lekarz przystąpi do badania przedmiotowego… rozmawia z chorym, słucha jego opowieści, poznaje historię choroby. Pomaga choremu „uwolnić się od zapomnienia… prawda odsłonięta przez chorego w wywiadzie wyzwala rozpoznanie, przedstawia je lekarzowi. W blisko połowie przypadków rozpoznanie postawić można z umiejętnie zebranej historii choroby. Reszta jest potwierdzeniem”. Słowa te stają mimowolnym testamentem – przesłaniem dla współczesnych lekarzy. Jego styl uprawiania medycyny obrazuje też, wspólny z prof. Ryszardem Gryglewskim (chyba dziś niespotykany) eksperyment kliniczny – wypróbowanie na sobie działania prostacykliny. Desperacja Andrzeja była tym większa, że doświadczeniu z prostacykliną poddał się po tym, jak prof. Gryglewskiego niemal cudem przywrócono do życia. Nie pamiętam, gdzie i kto napisał „najprawdziwszą prawdę” o Andrzeju Szczekliku: „Był humanistą, erudytą, a także człowiekiem wielkiej pokory, skromności i ujmującego sposobu bycia”. Każdego potrafi obdarzyć ciepłym słowem i miłym uśmiechem. Sylwetkę Profesora po mistrzowsku kreśli Jerzy Illg, redaktor naczelny wydawnictwa „Znak” w rozdziale „Uzdrowiciel” swej książki pt. „Mój znak”.

Takim Go znałem i zapamiętałem. Równo cztery lata temu podarował mi swoją książkę „Kore (…)” z dedykacją: „…z serdecznym wspomnieniem wspólnych, wrocławskich lat w klinice – najserdeczniej – Andrzej”. W tamtych latach, wytrwałą pracą i talentem, udowadniał, że można samodzielnie osiągnąć wiele, bez odwoływania się do koneksji rodzinnych. Szanował współpracowników niezależnie od pełnionych przez nich funkcji. Był z wzajemnością szanowany, lubiany, a przez wielu wręcz kochany, choć zdarzali się i zawistnicy. Czynnie uczestniczył w posiedzeniach naukowych kliniki, PTL czy TIP oraz tzw. „Klubu Nałogowców”. To we Wrocławiu narodził się pomysł stosowania aspiryny w chorobie wieńcowej, początkowo niedoceniony, w Krakowie zaowocował przyznaniem Andrzejowi Szczeklikowi Nagrody Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej, w dziedzinie nauk przyrodniczych i medycznych. Tu powstała jego książka napisana wspólnie z ojcem – monografia pt. „Zawał serca”. W czasie Jego późniejszych pobytów we Wrocławiu spotykaliśmy się u zaprzyjaźnionej z Profesorem „od zawsze”dr Karmeny Stańkowskiej na „posiedzeniach klinicznych z poczęstunkiem’, podczas których poruszano różne tematy z wyjątkiem… naukowych. Poczesne miejsce zajmowały zabawne historie z życia kliniki. Śmiał się razem z nami i przypominał „perełki sytuacyjne”, które uszły naszej pamięci. Od czterech lat prowadziłem z Profesorem Andrzejem Szczeklikiem rozmowy na temat Jego udziału w moich „prezentacjach medycyny wrocławskiej”, jako że tu we Wrocławiu wszystko się zaczęło.  Niestety, liczne obowiązki Profesora sprawiły, że kolejne terminy były przesuwane. Kolejnym i ostatecznym terminem, rankiem 3 lutego 2012 r. okazała się WIECZNOŚĆ.

Jeśli będzie mi dane otworzyć Jego ostatnią książkę pt. „Nieśmiertelność”, nie znajdę w niej dedykacji… Jej autor pozostanie jednak nieśmiertelny w sercach i myślach wielu z nas!

Bohdan Słończewski

 

Zaloguj się aby komentować.