logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 53 gości 
Stefan Różycki w anegdotach Drukuj
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

W KALESONACH CZY W GABINECIE?

U schyłku 1945 roku wykłady anatomii opisowej dla studentów Wydziału Lekarskiego we Wrocławiu rozpoczął profesor Stefan Różycki, ówczesny kierownik Katedry i Zakładu Anatomii Opisowej Uniwersytetu w Poznaniu. Uroczysty wykład inauguracyjny wygłosił 2 grudnia 1945 roku zarówno dla profesorów, jak i studentów medycyny, a następnie dojeżdżał z Poznania do Wrocławia co dwa tygodnie. Często, jako jego asystent, towarzyszyłem mu w tych podróżach wraz z preparatorem Zakładu Anatomii, zasłużonym panem Wlazło. Podróże pociągiem w owym czasie nie należały ani do bezpiecznych ani wygodnych. Wagony były przepełnione, źle ogrzewane, obsługa pociągu nie respektowała planu jazdy. Podróżowaliśmy objuczeni torbami i kasetami – woziliśmy ze sobą plansze, preparaty i przeźrocza. Podczas jednego z egzaminów profesor Stefan Różycki zadał studentowi pytanie:
– Gdzie znajduje się serce? Student bez chwili wahania odpowiedział:
– Serce leży w klatce piersiowej. Profesor uśmiechnął się pobłażliwie i powiedział:
– To niezbyt ścisła odpowiedź. Student natychmiast ją uzupełnił:
– Serce leży w śródpiersiu. Profesor cierpliwie zadał kolejne uzupełniające pytanie i sięgnął po indeks.
– I ta odpowiedź jest niezadowalająca, a więc gdzie znajduje się serce?
Zdenerwowany student nie mógł wykrztusić słowa. Profesor tylko na to czekał i prawie szeptem powiedział:
– Serce znajduje się w osierdziu. Student zareplikował na to:
– To jeżeli ktoś zapyta, gdzie znajduje się profesor Różycki, woźny ma odpowiedzieć, że znajduje się w kalesonach, a nie w gabinecie?
Znany z dowcipu i błyskotliwej inteligencji profesor Stefan Różycki uśmiechnął się życzliwie i wpisał do indeksu ocenę „bardzo dobry”, nie pytając studenta o nic więcej.

Gerwazy Świderski

ANATOMIA KLINICZNA

Wykłady z anatomii prawidłowej profesor Różycki prowadził z niezwykłą starannością i systematycznością, jednocześnie nawiązywał do funkcji określonych narządów i układów. Współcześnie nazwalibyśmy te wykłady anatomią kliniczną. Zadziwiał nas również swym doświadczeniem lekarskim i wiedzą praktyczną. Utkwił nam wszystkim w pamięci jego refleks i umiejętności. Gdy podczas wykładu u jednego ze słuchaczy wystąpił atak padaczki, natychmiast podał nam rozpoznanie i podjął podstawowe działanie, m.in. posłużył się najprostszym, dostępnym przedmiotem jako rozwieraczem szczęki dla ochrony języka.

Edmund Waszyński: Ginekolodzy o sobie. Rozmowa z prof. zw. dr. hab. med. Zbigniewem Słomko. Poznań 2003, s.175.

ŚLĄSK, WROCŁAW, UNIWERSYTET WROCŁAWSKI I JEGO WYDZIAŁ LEKARSKI

[…] Kończę pisać ten artykuł we Wrocławiu. Jestem tu już po raz czwarty i tym razem nieco dłużej, cały tydzień. Piszę na pozostałym po Niemcach Mercedesie w Pracowni Zakładu Anatomii człowieka […]. Dochodzi godzina dwudziesta druga; w ponurym, rozbitym częściowo przez pociski armatnie gmachu nie ma nikogo za wyjątkiem mojej załogi, „czterech muszkieterów”, studentów medycyny z Poznania, którzy pomagają mi w pracy oraz laboranta, niemca, [Tak wówczas – z małej litery – pisało się słowo Niemiec – JBK] no i kilkudziesięciu trupów, materiału do ćwiczeń w prosektorium.
Na parterze budynku jestem zupełnie sam. Na myśl przychodzi Mickiewicza upiorna ballada: „To lubię”. Lubię, gdyż w takiej pustce i ciszy, przerywanej jedynie strzałem, huczącym od czasu do czasu gdzieś w ciemności za oknem, dobrze się myśli. Głowa pracuje równo, rytmicznie jak motor wozu na dalekiej turze i płyną wspomnienia wrażeń, doznanych na długiej wstędze przebytej drogi życia.

[…] Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że życie polskie wzmaga się, rośnie we Wrocławiu; dostrzegam dużą zmianę na korzyść w porównaniu z tym, co widziałem przed dwoma-trzema miesiącami. Dobrze, że władze wojewódzkie już opuściły piękną Lignicę; jest to pomyślny znak! Ale to wszystko jest za mało, bardzo mało i wolno jak na obecne czasy. Spodziewamy się, że wiosną ruszą nie tylko traktory na polach Śląska, lecz, że rozpocznie się również wielka wędrówka ludzi ze wsi i miast na zachód, ludzi na których niecierpliwie czeka ziemia śląska.[…] Bo nasz powrót na Śląsk to nie tylko jazda na wypoczynek do pięknego domu praojców, lecz ostry marsz na kresy zachodnie, aby tam tworzyć nowe, a bujne życie polskie.[…]

My w tej chwili powinniśmy jedno codziennie powtarzać jak pacierz: na odcinku naszym, drogi wiodącej w nieskończoność, leży Śląsk! I na Śląsk niech idą wszyscy, kogo stać na to; powiem więcej: kto tego godzien, kto daje rękojmię, że spełni należycie powierzone mu na Śląsku zadanie.

***

Dla wybierających się do Wrocławia, jestem pewien, że tego lata chcących go zwiedzić, nie zabraknie, trzy informacje: dzisiaj dojeżdża się tam koleją wcale wygodnie, naturalnie „służbowym wagonem” i … jeśli ktoś nie cierpi na chronicznego pecha; ulice Wrocławia oznaczone są polskimi nazwami; wyszedł z druku ładnie prezentujący się plan miasta.
Można więc już wytknąć drogę, którą tramwaj nr 1 przebywa z dworca kolejowego Nadodrze do siedliska uniwersyteckich klinik: plac Staszica, plac Trzebnicki, ulicą Ołbińską do Słowiańskiej i dalej do placu Słowiańskiego, skąd poprzez krótki odcinek ulicy Stalina, do bardzo długiej ulicy Nowowiejskiej, potem Piastowską do ulicy Curie-Skłodowskiej i „wysiadka”, mówiąc po poznańsku, na przystanku przy wylocie ulicy Chałubińskiego ulicy klinik i zakładów teoretycznych Wydziału Lekarskiego.
Stamtąd do politechniki tylko parę kroków, jakieś, co najwyżej, dwieście metrów, ulicą Łukasiewicza lub równoległą do niej ulicą Cypriana Norwida na Wybrzeże Stanisława Wyspiańskiego, gdzie u samej Odry stoją gmachy trzech politechnicznych wydziałów.
[…] Ulice Wrocławia, po zmierzchu, są w dalszym ciągu głuche i puste. Pośród rumowisk, okaleczone drzemią pamiątki dziejów, które minęły bezpowrotnie. Lecz Odra płynie dzisiaj tak samo jak przed wiekami do morza i znowu oczy Słowian patrzą we wróżebny bieg nurtów jej wody.
Odgadnąć przyszłość ten tylko potrafi, kto przyszłość mocny jest tworzyć. Dlatego kiedy myślę o Śląsku, Wrocławiu i jego uniwersytecie, stawiam jak najlepszą prognozę. Wróżę też śmiało wielką przyszłość Wrocławskiemu Wydziałowi Lekarskiemu, zorganizowanemu przez Ludwika Hirszfelda.

Stefan Różycki: Śląsk, Wrocław, Uniwersytet Wrocławski i jego Wydział Lekarski.
Nowiny Lekarskie, Poznań, Z.7, 1 kwietnia 1946 r., s.155-157.

LIST

Bez Waszej pomocy i bez Waszych asystentów dojeżdżających na wykłady z Poznania i bez Waszych telefonów organizacyjnych i poświęcenia nie zdołalibyśmy uruchomić naszego Wydziału Lekarskiego, a tym samym bardzo ważnej uczelni, tzn. uniwersytetu...

Ludwik Hirszfeld

Fragment listu prof. Ludwika Hirszfelda do prof. Stefana Różyckiego. 1946 r. Ze zbiorów prof. Gerwazego Świderskiego.

Zebrał i opracował Jerzy Bogdan Kos

 

Zaloguj się aby komentować.